Beyond The Event Horizon, Transmission Zero, After The Sound – Kraków, Apoteka, 06.04.2017

Paweł Świrek, Beyond The Event Horizon, Transmission Zero, After The Sound – Kraków, Apoteka, 06.04.2017

Koncert pierwotnie był planowany w Kawiarni Naukowej, lecz z powodu problemów z tym lokalem (i jednocześnie likwidacji kolejnego ważnego adresu) został on przeniesiony do Apoteki. Trzy zespoły, środek tygodnia – wydawałoby się, że z frekwencją może być różnie, a jednak nie było najgorzej.

Jako pierwszy, kwadrans po 19-tej, rozpoczął Transmission Zero. To postrockowe trio zaserwowało nam porcję grania w stylu podobnym do Tides From Nebula. Na scenie zespół zachowywał się dość statycznie przez większość występu, muzycznie było dość ciekawie. Zespół Transmission Zero jest raczej mało znany, ale mógłby spokojnie grać z takimi zespołami, jak We Stay For Tomorrow czy Spoiwo (podobna stylistyka gry).

2 After The Sound 06042017 1Trzy kwadranse grania i nastąpiła przerwa techniczna. Jako kolejny, chwilę po 20-tej, wystąpił After The Sound. Ten pochodzący z Żywca kwartet dał nam solidną dawkę niezłej żywiołowej muzyki. Instrumentalna konfiguracja zespołu jest dość rzadko spotykana (dwa basy i to bardzo podobne). Niestety z powodu problemów z pętlą efektów gitara brzmiała dość surowo, jak na próbie, zaś co kilka utworów Szymon Figura musiał przepinać kabel ze wzmacniacza do stroika, by dostroić gitarę. W kończącym występ utworze „Me and Myself” Dawid Mędrzak załączył przester do swego basu dając tym samym bardzo ciekawy efekt. Sam repertuar zespołu jest bardzo interesujący i żywiołowy. Ba – widziałbym ten zespół jako support przed większymi gwiazdami.

3 Beyond The Event Horizon 06042017Występ After The Sound próbowała zakłócić nerwowa sąsiadka, tyle że cisza nocna obowiązuje od 22-giej, a nie od 20:45. Tymczasem czekał nas jeszcze występ głównej gwiazdy wieczoru, czyli grupy Beyond The Event Horizon. Samo instalowanie się zespołu na scenie zajęło całkiem sporo czasu (dużo zabawy z rozkładaniem klawiszy Tytusa). Potem już niecała godzina muzyki z debiutanckiego krążka (na stoisku można było zakupić go w wersji winylowej, CD i kasetowej) i… pełen żywioł. Szkoda tylko, że Adam Kowalka przez większość koncertu stał w słabo oświetlonym miejscu (dopiero pod koniec wyszedł bliżej ludzi). Reszta zespołu przez cały czas świetnie malowała dźwiękiem klimat. Całości uzupełniał pokaz slajdów na rzutniku, który ze względu na specyfikę klubu nie wypadł jednak najlepiej. Koncert zakończył się pół godziny po 22-giej. Jak na środek tygodnia, na sali było całkiem sporo osób…

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl