Kasia Kowalska, Blues Shoes – Kraków, Kwadrat, 22.04.2017

Paweł Świrek, Kasia Kowalska, Blues Shoes – Kraków, Kwadrat, 22.04.2017

Pomimo wielu okazji od dłuższego czasu nie udawało mi się dotrzeć na koncert Kasi Kowalskiej, choć przyznam, że nie jestem jakimś wielkim entuzjastą jej twórczości. Znam trochę jej przebojów, niektóre nawet mi się podobają. Jednak zanim artystka wraz z towarzyszącymi jej muzykami pojawiła się na scenie, publiczność rozgrzewał support – zespół Blues Shoes.

Ten pochodzący z Brzeska zespół muzycznie osadzony jest w klimatach lat 60. Na repertuar jego występu złożyły się głównie covery słynnych przebojów głównie z tamtej epoki, m.in. „Johny B’Goode” (Chuck Berry), „Sexbomb” (Tom Jones), „La Bamba” (Ritchie Valens) czy „Twist And Shout” (The Beatles). Prócz klasyków w setliście znalazły się także pojedyncze własne kompozycje śpiewane w języku polskim.

2 Kasia Kowalska 22042017 1Po około 40 minutach występu grupy Blues Shoes przyszła pora na uprzątnięcie sceny, a potem na występ głównej gwiazdy wieczoru. Przy dość słabym oświetleniu najpierw scenę zajęli towarzyszący artystce muzycy, a potem pojawiła się Kasia Kowalska we własnej osobie. Sala klubu Kwadrat pękała w szwach, co dowodzi ogromnej popularności artystki w naszym mieście. Swój występ Kasia rozpoczęła dwoma wielkimi przebojami: „Antidotum” i „Pieprz i sól”. Na repertuar koncertu złożyły się przeważnie jej własne kompozycje, ale znalazło się też miejsce na przebój Grzegorza Ciechowskiego („Tak tak” – w tym utworze wokal został przetworzony elektronicznie). Bardziej znane kompozycje zostały ciepło przyjęte przez publiczność. Elektroniczne wstawki, np. wstęp do „Antidotum”, były odgrywane przy pomocy efektów gitarowych, stąd też można śmiało dojść do wniosku, że nie było zbytniej potrzeby wzbogacania muzyków o klawisze. Główną część koncertu zakończył utwór „Optymista”.

Chwilami można było mieć drobne zastrzeżenia do formy wokalnej artystki – odniosłem wrażenie, że zagrany na pierwszy bis utwór „To, co dobre” Kasia za bardzo przyspieszyła, a i znalazłoby się też parę innych drobnych potknięć wykonawczych. Na koniec wybrzmiała „Hallelujah” i na tym około 21:30 zakończył się ten koncert. Można było czuć spory niedosyt, że trwał on tak krótko (niecałe półtorej godziny włącznie z bisami)…

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl