Hart, Beth & Bonamassa, Joe - Live In Amsterdam DVD

Andrzej Barwicki,

ImagePod koniec marca miała miejsce premiera wydawnictwa „Live In Amsterdam” Beth Hart i Joe Bonamassy, które ukazało się dzięki Mascot Label Group i Provogue Records w wersji CD, DVD, Blu-ray i 3LP. Koncert został zarejestrowany w Koninklijk Theater w Amsterdamie w czerwcu 2013 roku. Ja skupię się na omówieniu podwójnego DVD.

Znalazły się na nim 22 kompozycje, a wszystko rozpoczyna się pięknymi ujęciami ulic Amsterdamu, po których przenosimy się do neorenesansowego teatru. W tym historycznym miejscu na scenie pojawia się Bonamassa i zaczyna grać „Amsterdam, Amsterdam” wraz z już oczekującymi muzykami. Po chwili dołącza do nich Beth Hart. W ten sposób artyści przywitali się z publicznością. Obecność instrumentów dętych w kolejnych utworach - „Them There Eyes”, „Sinner’s Prayer” i „Can’t Let Go” – nadaje im specyficznego klimatu lat 50.,  tak bardzo związanych z tradycyjnym bluesem. Bonamassa w bardzo efektowny sposób gra na swych gitarach, które zmienia w zależności od kompozycji i ich charakteru, bez przerwy przyciągając uwagę publiczności, jak również widzów przed ekranem telewizora. Beth i Joe tworzą bardzo dynamiczny duet, łącząc swą pasję do muzyki i przedstawiając niezwykłe utwory pełne energii i temperamentu wokalnego. Można się o tym przekonać wsłuchując się w następne nagrania „For My Friends” i „Close To My Fire”. Wokalistka prowokuje nas swym śpiewem, jak również ekspresją emanującą ze sceny, wyrażającą emocjonalny żar wydobywający się z jej wnętrza. Trudno pozostać oziębłym na tak zachęcająco pobudzające do bujania się rytmy słyszane w „Rhymes” i „Something’s Got A Hold On Me”. Myślę, że gdyby ten koncert był ze stojącą widownią, to wszyscy kołysaliby się w takt prezentowanych nagrań, bo przed telewizorem ciało samo podrywa się z fotela. Są tu również takie chwile, kiedy to artystka siada trochę już zmęczona na końcu sceny i rozpoczyna wykonywanie utworu „Your Heart Is As Black As Night”, ujmująco go interpretując. Liryczna gitara mistrza i delikatna gra poszczególnych instrumentalistów przeszywają nas na wylot, osiągając czarujące brzmienie. Czasami tak wolne tempo nastraja nas do zadumy i refleksji. Beth ujmuje nas swą autentyczną miłością do muzyki i udowadnia to chociażby podczas nagrania „Baddest Blues”, podczas którego gra również na syntezatorze. Uwielbiam to nagranie, jest w nim coś przyciągającego moją uwagę. Potem na scenie pozostaje Bonamassa, wykonując kompozycję „Someday After Awhile (You’ll Be Sorry)”. Jego głos można usłyszeć, gdy śpiewa w chórkach, a towarzyszy mu Blondie Chaplin. Stanowią oni piękne tło do znakomitego żeńskiego głosu Beth, która znów pojawia się na scenie, przedstawia znakomitych instrumentalistów i kontynuuje swój występ bardzo energicznymi kawałkami „Well, Well” i „See Saw”.

Pod sceną zgromadzili się uczestnicy koncertu, muzyka dobiegająca do ich uszu ze sceny poderwała ich z foteli. Pomiędzy tymi dwoma utworami wokalistka znów w magiczny sposób oczarowała całą salę za sprawą „If I Tell You I Love You”. Brzmienie akordeonu oraz gitary Bonamassy niesamowicie kołysze i pulsuje swym rytmem. Interpretacja kompozycji Billie Holiday „Strange Fruit” powala mnie na kolana, a jak się przekonacie oglądając ten koncert, to nie tylko ja byłem na kolanach. Nie będę zdradzał szczegółów pozostałej części koncertu, podczas której zaprezentowała jeszcze kilka kompozycji. Główni aktorzy tego show byli w rewelacyjnej formie i w znakomitym nastroju, co udzielało się również publiczności bardzo owacyjnie i gorąco oklaskującej występ niesamowitego big bandu.

Koniecznie trzeba samemu zobaczyć ten blisko dwugodzinny koncert i dać się oczarować ponadczasowej twórczości, którą Beth i Joe tak wyśmienicie zinterpretowali, co uczynili z wielkim szacunkiem dla twórców pierwotnych wersji (m.in. Aretha Franklin, Etta James, Billie Holliday, Ray Charles czy Tom Waits). „Live In Amsterdam” to obowiązkowa pozycja dla fanów tego typu muzyki, jak również dla tych mniej osłuchanych z bluesowym, klasycznym brzmieniem. Może dla jednych te nagrania nie wnoszą niczego nowego do muzyki, ja jednak jestem pełen podziwu i zachwytu dla dokonań tej pary artystów i mocno trzymam za nich kciuki oczekując kontynuacji obranej drogi.

Na drugim bonusowym krążku, który znajduje się w tym zestawie, zamieszczono rozmowy z muzykami, fragmenty z innych koncertów oraz przygotowania do amsterdamskiego występu.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl