Queensryche - Operation: Mindcrime

Wojciech Lewandowski,

ImageOdgłosy szpitalnej sali, złośliwe szepty personelu medycznego, sen przywracający pamięć… a potem eksplozja dźwięku, która rozpoczyna opowieść o powikłanych losach Nikki Sixxa. Jego historia stanowi osnowę concept albumu amerykańskiego zespołu zaliczanego do prekursorów progresywnego metalu. Operation: Mindcrime, będąca następczynią udanych albumów The Warning i Rage For Order, bez wątpienia należy do najważniejszych pozycji w dyskografii Queensrÿche. W momencie ukazania się płyta stanowiła podsumowanie dotychczasowych dokonań zespołu oraz zaprezentowała jego w pełni ukształtowane oblicze. Ponadto Operation: Mindcrime stanowiła wzorzec dla wykonawców z kręgu metalu progresywnego, które wiele zawdzięczają dokonaniom Queensrÿche.

Siła płyty Queensrÿche tkwi, w moim przekonaniu, w doskonale przemyślanej opowieści, która została zilustrowana ciekawymi tekstami oraz znakomicie współgrającą z nimi muzyką. Zespolenie tych elementów pozwala zanurzyć się w świat mrocznych przeżyć głównego bohatera: narkomana, człowieka rozczarowanego otaczającym go społeczeństwem, który łatwo ulega wpływowi destrukcyjnego umysłu Doktora X. Opowieść rozpoczyna się od sceny w szpitalnym łóżku, gdzie bliski utraty zmysłów Nikki w nagłym przebłysku świadomości przypomina sobie swą historię. Wspomina jak ogarnięty chęcią zmiany społeczeństwa oraz narkotycznym głodem poddał się kiedyś wpływowi Dr-a X, który zaprogramował go jako mordercę, gotowego do działania na każde jego wezwanie (Revolution Calling, Operation: Mindcrime, Speak). Nikki wykonuje „brudną robotę”, jednak przeszkodą okazuje się być uczucie do współpracującej z organizacją Dr X zakonnicy, eks-prostytutki, Mary (Spreading the Disease, The Mission). Kiedy Nikki otrzymuje zadanie wyeliminowania jej i współpracującego z nią księdza, nie jest w stanie wykonań powierzonego mu zadania. Proponuje Mary ucieczkę, jednak uwolnienie się od Dr-a X nie jest wcale łatwe, zwłaszcza gdy w jego rękach znajduje się zaspokojenie nałogu Nikki’ego (Suite Mister Mary, The Needle Lies). Kiedy po rozmowie z nim załamany bohater chce zobaczyć się z Mary, znajduje ją martwą (Electrique Requiem). Nikki niepewny, czy sam nie zamordował Mary, stopniowo popada w szaleństwo (Breaking the Silence, I Don’t Believe in Love), zostaje aresztowany przez przybyłą na miejsce zdarzenia policję (Waiting for 22) i zidentyfikowany jako zabójca. Jego stan powoduje, że zostaje osadzony w szpitalu, gdzie musi zmierzyć się z upiorami przeszłości (My Empty Room, Eyes of the Stranger). Opowiedziana przez zespół historia stanowiła analizę destrukcyjnego wpływu społeczeństwa na jednostkę oraz krytykę stanu społeczeństwa kapitalistycznego.

Warstwa tekstowa została wsparta znakomitą ilustracją muzyczną, podkreślającą wymowę opowieści. Od pierwszego do ostatniego dźwięku zespół buduje historię, która swą kulminację osiąga w najbardziej rozbudowanym utworze Suite Sister Mary. Jego siła tkwi w umiejętnym połączeniu metalowej agresji z elementami powszechnie wykorzystywanymi w rozbudowanych progresywnych kompozycjach – częstymi zmianami nastroju, wykorzystaniem efektów dźwiękowych czy chóralnych. Zresztą efekty dźwiękowe muzycy Queensrÿche wykorzystują na Operation: Mindcrime dość często, umiejętnie podkreślając istotne momenty historii.

Większość kompozycji zamieszczonych na płycie to stosunkowo krótkie, jak na metal progresywny, utwory o zwartej konstrukcji. Jedyną dłuższą kompozycję stanowi wspominania, zdecydowanie najciekawsza na płycie, Suite Mister Mary. Większość utworów oparta jest na niebanalnych, zapadających w pamięć melodiach, które jednak wymagają czasu, by je w pełni docenić (a wraz z nimi kunszt kompozytorski muzyków ze Seattle). Na płycie nie ma ani jednej zbędnej nuty, wszystko jest na swoim miejscu, opowieść w żadnym momencie nie jest muzycznie przegadana. Trudno wymienić najciekawsze utwory, gdyż Operation: Mindrcime to płyta równa. Poza kulminacyjną suitą szczególnie w pamięć zapadają Revolution Calling, The Mission, I Don’t Belive in Love, Eyes of a Stranger oraz pełna dramatyzmu miniatura My Empty Room. Dobre kompozycje uzupełnia dobra produkcja Petera Collinsa, dzięki której można podziwiać umiejętności zespołu, ale także poszczególnych muzyków. Chłodne brzmienie, jakie nadano płycie, potęguje oddziaływanie zawartej na niej historii.

Operation: Mindcrime to płyta, która powinna znaleźć się na półce każdego wielbiciela progresywnego metalu, a właściwie każdego, kto lubi dobrą, niebanalną muzykę. Queensrÿche stworzył dzieło, które przykuwa uwagę od pierwszego przesłuchania, a potem przyciąga ją bardziej i bardziej – tak przynajmniej sytuacja wyglądała w przypadku autora recenzji. Nawet po latach płyta zaskakuje wciąż świeżym brzmieniem i tematyką, która nie straciła swej aktualności. To dobrze, że muzycy Queensrÿche, choć już bez Chrisa De Garmo, wrócili do historii opowiedzianej na Operation: Mindcrime i zdecydowali się opowiedzieć jej dalszy ciąg na płycie Operation: Mincrime II. Ale to już zupełnie inna historia.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl