Emerson Lake & Powell - Emerson Lake & Powell

Paweł Świrek,

ImageW połowie lat 80. Keith Emerson postanowił reaktywować swój zespół. Dość szybko skrzyknął się z Gregiem Lake’em, a ponieważ w tym czasie trzeci z członków jego grupy, Carl Palmer, był zaangażowany w zespole Asia, pojawił się problem personalny z perkusistą. Ostatecznie został nim Cozy Powell, stary przyjaciel Keitha Emersona. Jedynym dziełem tego projektu okazał się być wydany w 1986 roku album zatytułowany „Emerson Lake & Powell”.

Stylistycznie nie odbiega on od wcześniejszych dzieł zespołu. Ba, nawet można w nim odnaleźć nawiązania do wcześniejszej twórczości, choćby w rozpoczynającym album nagraniu „The Score”. W tymże utworze znalazły się pewne zapożyczenia z „Karn Evil 9: First Impression” (słynne „Welcome back my friends to the show which never ends”). Brzmienie całości wydaje się być jednak mocno uwspółcześnione w warstwie instrumentalnej, a całość brzmi jak typowa płyta z lat 80. Kolejny utwór, „Touch And Go”, wszedł na dłużej do repertuaru grupy (był często wykonywany także przez w pełni reaktywowany zespół w latach 90). W programie albumu oprócz własnych kompozycji znalazły się też tradycyjne przeróbki dzieł z kanonu muzyki klasycznej: „Mars – The Bringer Of War” to słynny klasyk Gustava Holsta, a dostępna jedynie w wersji CD instrumentalna wersja „The Loco-Motion” pochodzi z repertuaru Little Eva (przeboju z 1962 roku).

Ogólnie rzecz biorąc, płyta „Emerson Lake & Powell” jest dość nierówna, gdzie kilka bardziej udanych kompozycji stanowi wyraźną przeciwwagę dla przebojów i średnio udanych ballad. W jej programie nie brakuje bardziej przebojowych utworów, jak np. „Learning To Fly”. W przeciwieństwie do wcześniejszych wydawnictw zespołu, brakuje zdecydowanie jakiejś dłuższej, wieloczęściowej suity. Płytę wypełniają raczej krótkie, parominutowe kompozycje (poza 9-minutowym „The Score” i 7-minutowym „Miracle” oraz wspomnianym już „Mars – The Bringer of War”). Krótkie utwory raczej wyglądają jakby były stworzone bardziej do grania w radio (zwłaszcza „Learning To Fly”). Słychać w niektórych z nich pewne nieśmiałe naleciałości stylu New Romantic, na który moda niedługo przed nagraniem tego wydawnictwa zdążyła już przeminąć. Balladowe utwory „Step Aside” i „Lay Down Your Guns” to zdecydowanie najsłabsze punkty płyty – te spokojne ballady chwilami trochę przynudzają.

Całość można uznać za ciekawostkę i raczej za średnio udaną próbę comebacku legendarnego tria, gdyż z charakterystycznego stylu dla zespołu Keitha Emersona z lat 70. właściwie niewiele tu zostało. Brzmi to tak jakby była to próba zaistnienia na nowo w nowszej rzeczywistości, tudzież próba pozyskania fanów w nieco innych, niekoniecznie progresywnych, kręgach. Słuchając tej płyty można odnieść wrażenie, że zespół jakby nieco pogubił się w swych poszukiwaniach muzycznych.

Jako ciekawostkę dodam, iż po latach ukazały się jeszcze dwa wydawnictwa projektu Emerson Lake & Powell: album „The Sprocket Sessions” zawierający nagrania z prób, w których prócz utworów z płyty „Emerson Lake & Powell” znalazło się trochę nagrań z poprzedniego wcielenia zespołu oraz wydawnictwo koncertowe pt. „Live In Concert”.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl