KIng Crimson - Beat

Paweł Świrek, KIng Crimson - Beat

Po czerwonej płycie „Discipline” przyszła pora na niebieski „Beat”… Powiada się, że album ten został zainspirowany nurtem literackim „beat generation”.

Płyta rozpoczyna się dokładnie w tym samym miejscu, gdzie kończy się album „Discipline”. Pierwsze dźwięki otwierającego płytę utworu „Neal and Jack and Me” brzmią dokładnie tak samo jak zakończenie utworu „Discipline”. Tytuł utworu odnosi się do Neala Cassady’ego i Jacka Kerouaca – pisarzy nurtu beat generation. W połowie utworu pojawiają się wstawki w języku francuskim. Dość sporo dzieje się w tejże kompozycji, lecz mamy tu nadal charakterystyczne elementy dla stylu wypracowanego na poprzednim albumie. „Heartbeat” to prawie tytułowa kompozycja dla tego albumu – nieco przebojowa balladka, która na dobre i na długie lata weszła do repertuaru koncertowego zespołu. Instrumentalny „Satori In Tanger” rozpoczyna się solówką Tony’ego Levina na sticku. Tytuł utworu odnosi się do tytułu powieści Jacka Kerouaca „Satori In Paris” oraz miasta Tanger w Maroku, gdzie mieszkało wielu pisarzy wspomnianego już literackiego nurtu. Poza popisem gry na Chapman sticku w utworze tym zachwyca solo gitarowe wraz z linią melodyjną ciągniętą przez Roberta Frippa. W koncertowych wykonaniach tego utworu drugi gitarzysta, Adrian Belew, zasiadał wtedy za zestawem perkusyjnym. W nieco lunatycznym „Waiting Man” można usłyszeć charakterystyczne ‘Frippertronic”, czyli zabawę gitarą podłączoną do dwóch magnetofonów studyjnych Revox połączonych kawałkiem taśmy (zdecydowanie więcej takiego brzmienia można było zauważyć na solowych płytach Roberta Frippa nagranych pod koniec lat 70.). Ciekawostką było koncertowe wykonanie tej kompozycji, kiedy to Adrian Belew grał wstęp wspólnie z Billem Brufordem na zestawie elektronicznych padów perkusyjnych. Dużo dobrego dzieje się też w utworze „Neurotica” – na początek mamy dźwięk syreny alarmowej, a raczej solo gitarowe stylizowane na takowe brzmienie. Jest to równie intensywna kompozycja, co „Indiscipline” na poprzedniej płycie. „Two Hands” to z kolei nastrojowa ballada, do której tekst napisała Margaret Belew – żona gitarzysty/wokalisty. Potem mamy kolejną bardzo intensywnie brzmiącą kompozycję „The Howler”, prawdopodobnie zainspirowaną wierszem „The Howl” Allena Ginsberga, a pytę zamyka instrumentalne „Requiem”.

Generalnie album pozostaje nieco w cieniu płyty „Discipline”, choć zdania na jego temat są mocno podzielone. Niektórzy twierdzą, że przewyższa on poprzednie wydawnictwo, lecz wiele jest też głosów mówiących, że „Beat” to po prostu… odrzuty z „Discipline”. Tak czy inaczej, to album stosunkowo krótki i w miarę przystępny, lecz moim zdaniem raczej przeciętny.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl