King Crimson - THRAK

Paweł Świrek, King Crimson - THRAK

Od czasu ponownego rozwiązania King Crimson w połowie 1984 roku Robert Fripp zajął się innym projektem – Guitar Craft, a także własnym zespołem o nazwie Sunday All Over The World oraz współpracą m.in z Davidem Sylvianem. Ale z początkiem lat 90., mimo pierwotnych zaprzeczeń ze strony Frippa, co rusz pojawiały się spekulacje o reaktywacji King Crimson. Ta stała się faktem dopiero w 1994 roku, kiedy to w kilka dni sześcioosobowy skład King Crimson nagrał EP-kę pt. „VROOOM”.

Sześć osób w zespole tworzyło konfigurację „podwójnego tria” (tzw. Double Trio). Dwie gitary (Robert Fripp, Adrian Belew), dwa basy (Tony Levin, Trey Gunn) i dwie perkusje (Bill Bruford, Pat Masteloto). Skład ten właściwie był rozszerzeniem składu z lat 80. o dwóch dodatkowych muzyków, lecz akurat obaj basiści wzajemnie uzupełniali się brzmieniem (Trey Gunn grał raczej wyższe partie, Tony Levin - niższe). Ta EP-ka zwiastowała wielki powrót zespołu i tak naprawdę była przedsmakiem właściwego albumu. Tym właściwym wydawnictwem był wydany w 1995 roku „THRAK”. Album zawierał kilka utworów z EP-ki „VROOOM” w całkowicie nowych aranżacjach oraz premierowe nagrania. Całość dodatkowo wzbogacono krótkimi miniaturkami nagranymi w oparciu o elektronikę wyzwalaną gitarą Roberta Frippa (tzw. soundscapes).

Krótkie intro i rozpoczyna się dość intensywny temat „VROOOM”, nieco bardziej mroczny i potężniejszy w stosunku do surowej wersji znanej z EP-ki. Potem pojawia się przebojowy, z wyeksponowanym brzmieniem melotronu, „Dinosaur”. W utworze „People” charakterystycznym elementem jest bardzo mocna linia basu. Inną ciekawostką jest „B’BOOM” – utwór, w którym wiodącym instrumentem jest perkusja, a raczej duet perkusyjny (początek zajmują grane przez Frippa elektronicznie przetworzone dźwięki gitarowe). Ten duet perkusyjny przechodzi w ostry instrumentalny temat „THRAK”, jeszcze potężniejszy niż na EP-ce „VROOOM”.

Jeśli ktoś myślał, że płyta składa się wyłącznie z ostrego grania, jest w błędzie. Znalazło się na niej kilka kompozycji stanowiących wyraźny kontrast dla intensywnych ostrych brzmień. Są to dłuższe nieco „Walking On Air” oraz „One Time”, a także dwie części „Inner Garden”. Dochodzą do tego krótkie soundcape’owe miniaturki „Radio I” i „Radio II”, a całość dopełnia nieco intensywny i lekko przebojowy „Sex Sleep Eat Drink Dream” oraz, na zakończenie, nieco zbliżony do początkowego fragmentu „VROOOM VROOOM” finałowy temat „VROOOM VROOOM Coda”. W obu tych utworach dużo się dzieje. Można powiedzieć, że jest to właściwie „VROOOM” z przearanżowaną nieco linią melodyjną, lecz zbudowany wedle podobnego konceptu.

Niniejsza płyta stanowi pomost i brakujące ogniwo pomiędzy twórczością zespołu z lat 70., głównie z okresu „Red”, a twórczością zespołu z lat 80., z okresu „trójkolorowej” trylogii. Jest to zarazem bardzo udany powrót zespołu po latach na sceny muzyczne.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl