Deep Purple - Fireball

Tomasz Kudelski, Deep Purple - Fireball

O ile o płycie „In Rock” wszyscy zazwyczaj wypowiadają się tonacji czołobitnej, to na kolejny album Deep Purple – „Fireball” - często kręci się nosem. Według mnie zupełnie niesłusznie. Razem z „In Rock” stanowią one dwie najciekawsze chyba pozycje w dorobku zespołu, które stawiam wyżej niż nadreprezentowaną na koncertowym wydawnictwie „Made In Japan” płytę „Machine Head”.

„Fireball” to znacznie bardziej zróżnicowany stylistycznie album niż „In Rock” i może ten stylistyczny konglomerat przesądził o jego niskich notowaniach.  Nie bez znaczenia był też fakt, że płyta „Fireball” pojawiła się pomiędzy dwiema płytami uznanymi później za kanoniczne.

Ritchie Blackmore nie znosi tego albumu. W konsekwencji jest to zaś ulubiony album Deep Purple Iana Gillana. Legenda głosi, że Gillan wracając do Deep Purple w 1993 roku wymógł, aby do repertuaru koncertowego dodać jakiś utwór z „Fireball”. Blackmore zgodził się tylko na piosenkę „Anyone’s Daughter”, co było zresztą jedną z kilku niespodzianek obrosłej legendą trasy ‘The Battle Rages On’.

Sympatia Gillana do tej płyty nie dziwi, ponieważ akurat na tym albumie znalazł się on u szczytu swoich możliwości wokalnych. O ile jego głos na „In Rock” zdradzał jeszcze młodzieńczą łagodność i piskliwą manierę, to na „Fireball” ma on w sobie więcej rockowej głębi i brudu, przy wciąż fenomenalnej skali.

Utwór tytułowy to arcydzieło zaklęte w niecałe 3 i pół minuty. To w zasadzie archetyp stylu Deep Purple, począwszy od perkusyjnej kanonady Iana Paice’a, która o lata świetlne wyprzedziła power heavy metalowe dwutaktowe kołatanie, poprzez gitarowo-klawiszową galopadę, skończywszy na finezyjnej solówce basowej Glovera.

Dalej jest rockowo funkujące „No No No” z niesamowitą partią basu Glovera, (który na tej płycie, jak na mało której, dostał przestrzeń pozwalającą ujawnić swoje niemałe możliwości) i z fantazyjnym solem gitarowym, trochę bluesowe „Demon’s Eye” (w konwencji „Black Night”, ale chyba bardziej oryginalne), fenomenalne barowe country and western w „Anyone’s Daugher”, eksperymentalno-beatlesoweskie „The Mule”, sabbathowe „Fools” z nawiedzonym solem gitarowym Blackmore’a oraz bujająco-skandowane „No One Came”. Oczywiście zespół dołożył też przebojowy singiel „Strange Kind of Woman”, którego główną atrakcją koncertową był dialog wokalno-gitarowy unieśmiertelniony na płycie „Made In Japan”. Choć sam ten dialog nie jest integralną częścią utworu, pojawiał się on wcześniej również w koncertowych wersjach „Demon’s Eye” (vide wersja z niemieckiej telewizji), to nawet obecnie wydaje się on być niezbędnym elementem ‘purpurowych’ koncertów, pomimo że Gillan za każdym razem wypluwa płuca próbując w ten czy inny sposób nawiązać do historii japońskich koncertów.  Zabawa słowna, którą prezentuje na obecnej trasie jest w tym zakresie lepsza niż próba wyduszenia z siebie infradźwięków, którymi skala jego głosu już dawno nie dysponuje. Warto wiedzieć, że „Strange Kind of Woman” na amerykańskiej wersji „Fireball” zastąpiło też „Demon’s Eye”.

Album „Fireball”, pomimo, że jest to zupełnie inny i inaczej brzmiący niż „In Rock”, stał się -mimo wszystko - na długie lata ostatnią płytą, gdzie utwory miały jeszcze dosyć luźną strukturę, spore długości i swoisty ‘fun’ oraz humor. Na następnej płycie ten pierwiastek został pogrzebany przez perfekcyjnie chłodny styl „Machine Head”.

Pomimo, że sporo utworów było testowanych na żywo, „Fireball” pojawiał się najczęściej jako bis (ze względu na konieczność dostawienia Ianowi Paice’owi drugiego bębna taktowego), ta płyta podobnie jak poprzedniczka, nie miała szczęścia koncertowego, szybko wypierana przez rodzące się utwory z płyty „Machine Head”. Na albumie „Made In Japan” ostały się już tylko „Strange Kind of Woman” i fragment „The Mule” jako baza do perkusyjnego sola.

W przypadku „Fireball” nie obyło się również bez kontrowersji związanych z naśladownictwem. Utwór „Rock Star” niszowej kanadyjskiej grupy War Pigs budzi zastanawiające podobieństwo w linii wokalnej do utworu „Fireball”. (https://www.youtube.com/watch?v=TJVSymN0yqM). Nie ma jednak pewności, czy naśladownictwo jest w tym przypadku akurat świadome. Sam też „Rock Star” zawiera w sobie sekwencję, która może znowu wskazywać na odwrotną inspirację utworem „Speed King” Deep Purple.

Utwory z płyty „Fireball” na stałe trafiły do koncertowego repertuaru Deep Purple dopiero po odejściu z grupy Ritchie’go Blackmore’a. Tytułowy utwór, ku radości fanów, wykonywany był na żywo jeszcze w składzie z Joe Satrianim. „No One Came” dołączył do koncertowego repertuaru podczas trasy „Purpendicular”, a legendarne w niektórych kręgach „Fools” w trakcie trasy promującej płytę „Abandon”. Od czasu do czasu pojawia się również „Demon’s  Eye”, a w 2003 roku swoją krótką koncertową odsłonę zaliczył nawet utwór - b side singla „Strange Kind of Woman” – „I Am Alone”, będący wokalną wersją kompozycji „Grabsplatter” pochodzącej z odrzutów do płyty „In Rock”.

Trzeba przyznać, że dosyć luźna, mniej riffowa, a bardziej funkująca struktura utworów z „Fireball” bardzo dobrze odnalazła się w stylistyce ery późnego Deep Purple.  Również współczesny  głos Gillana znacznie lepiej radzi sobie na żywo z ‘brudem’ płyty „Fireball” niż z zawodzeniem z „In Rock”.

Utwór „Fireball” po kilku latach przerwy powrócił do repertuaru obecnej trasy Deep Purple i jego nowa koncertowa odsłona wciąż zadziwia witalnością, energią i precyzją wykonania. O czym mam dzieję przekonamy się już zaraz na polskich, może pożegnalnych, a może nie, koncertach trasy ‘Infinite’.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl