Camel - Moonmadness

Michał Mierzwiński,

ImageNabrałem dystansu. Dystansu do opisywanego przeze mnie gatunku muzyki – nieznanego kanonu rocka progresywnego. Nabrałem dystansu do moich setek płyt z tego gatunku. Jak to możliwe? W mijającym już powoli roku, jak nigdy wcześniej, bardzo dużo słuchałem jazzu, bywałem na wielu koncertach jazzowych (ale jak tu nie bywać mając u boku tak urocze towarzystwo – dzięki Bogusia!). I wyszło mi to teraz na dobre. Jazz nadal uwielbiam, ale jakże cudownie słucha się teraz zapomnianych przez historię płyt, tych całkiem nieznanych grup i tych znanych nielicznym, prawdziwym fanom rocka – jak na przykład grupa Camel.

Camel to jedna z moich najukochańszych od lat grup. Jej lider wraca do świata żywych (oby na długo, długo i oby z tego była nowa płyta, koncerty – tego pewnie mu wszyscy życzymy). Cudowny, niezapomniany (czy może trochę już zapomniany?) Wielbłąd z jednym z najzdolniejszych twórców muzyki – Andy Latimerem. Wszystkie płyty Camela bardzo, bardzo cenię. Może niektóre mniej, na przykład ”Single Factor” czy „ I Can See Your House From Here”, ale kilka płyt grupy należy absolutnie do najlepszych płyt wszech czasów. A którą lubię najbardziej? Chyba wydaną w 1976r. „Moonmadness”. Nie tylko za takie perełki, jak „Song Within A Song”, w której śpiewającego basistę Douga Fergusona niestety ostatni raz słyszymy na płycie Camel, czy „Air Born”. To cudo. Jakże pięknie zaśpiewał tu Andy Latimer... Kto mówił, że Camel nigdy nie miał  dobrego wokalisty? Kocham tę płytę za zespołowość, za idealne ułożenie wszystkich utworów, za zaangażowanie każdego z muzyków (co ciekawe, każdy z nich udziela się również wokalnie). „Moonmadness” to wzorzec rocka progresywnego. Ideał, monument, wielkie, naprawdę wielkie, ponadczasowe dzieło.

Cenię również bardzo albumy „Mirage”, „The Snow Goose”, ale to ta płyta jest dla mnie najlepsza. Polecam. Tak, jak polecam najnowsze DVD Camela – można się wzruszyć oglądając. Ja uroniłem łezkę. Wiele bym dał, żeby jeszcze zobaczyć Andy Latimera z jego zespołem w Polsce. Marzenie?…

MLWZ album na 15-lecie