Downes Braide Association - Suburban Ghosts

Artur Chachlowski,

ImageTrzy lata minęły i oto ukazuje się nowy album duetu Geoff Downes – Chris Braide. Zachwyty, które roztaczałem nad ich pierwszą płytą „Pictures Of You” można przeczytać tutaj. Tym razem swój nowy album wydają pod pełną nazwą Downes Braide Association, a nie pod trzyliterowym skrótem DBA, jak to miało miejsce poprzednio.

Nie będę powtarzać z poprzedniej recenzji informacji o obu muzykach. Nie będę przypominać, że dzieli ich praktycznie wszystko: wiek, muzyczne korzenie, obszary, w których realizują się najlepiej. Nie będę rozpływać się w zachwytach i zadziwieniu, jak bardzo zajętym, a przy tym jak płodnym artystą jest Geoff Downes (stosunkowo niedawno dołączył na stałe do Yes, regularnie i często koncertuje z tym zespołem, komponuje, stoi na czele innych projektów, jak Asia czy New Dance Orchestra), jak szalenie utalentowanym gościem i charyzmatycznym wokalistą jest Chris Braide (to bliski współpracownik i współtwórca sukcesów m.in. Christiny Aguillery, Beyonce, Lany del Rei i Davida Guetty). Pisanie w kółko o tym samym nie ma sensu.

Ale powtórzę się w jednym temacie: jestem pod przeogromnym wrażeniem ich muzyki. Nie będę hierarchizować który album, ten sprzed trzech lat czy ten nowy, jest lepszy. Oba są świetne. I ilekroć słucham „Suburban Ghosts”, nie dość, że czas płynie wyjątkowo miło i przyjemnie, to jeszcze powraca wiara w zbawienną siłę tak zwanego ‘dobrego pop rocka’. A może to po prostu pop, a nie pop rock? Może elektronika? A może nostalgiczne skrzyżowanie inspirujących lat 70. z techno popem lat 80.? A może powrót do czasów The Buggles? Nieważne. Nie przyczepiajmy etykietek, bo nie one są najważniejsze. Najważniejsza jest muzyka.

„Suburban Ghosts” to przeuroczych zbiór piosenek, które łączy literacki temat tęsknoty za idyllicznym światem, a właściwie za krainą dzieciństwa. Tak się składa, że choć obu panów dzieli różnica pokolenia, to obaj wychowali się w okolicach Cheshire w północno-zachodniej Anglii. I o tamtych malowniczych krajobrazach, o nostalgicznych wspomnieniach miasteczek, w których spędzili dzieciństwo, o tytułowych „duchach przedmieść” i o atmosferze minionych lat śpiewają na nowej płycie. Tematy te przewijają się w trzyczęściowej kompozycji tytułowej, tęsknota za ojczyzną (Braide mieszka na co dzień w Los Angeles) powraca w „Dreaming Of England”, nieuchronności mijającego czasu dotyczą utwory „Machinery Of Fate” i „Time Goes Fast”, zaś o młodzieńczych planach i marzeniach mówi „Number One”.

A muzyka? Muzyka jest bardzo przystępna, melodyjna i momentalnie wpadająca w ucho. Cały album jest jak powiew świeżego powietrza, a otwiera go rewelacyjne nagranie „Machinery Of Fate”, które nadaje klimat reszcie materiału i niesamowicie wysoko wiesza poprzeczkę. Po nim mamy trzy części kompozycji „Suburban Ghosts” (łącznie blisko 13 minut), a następnie kolejne świetne utwory „Vanity” i „Number One”. Zaraz po nich znajdujemy krótkie, ledwie minutowe interludium, po którym rozpoczyna się umowna druga część płyty. Tutaj jakby odrobinę spadało napięcie, co najmniej kilka kolejnych nagrań nie robi już takiego wrażenia, ale apogeum emocji pojawia się w świetnym finałowym i epickim „Dreaming Of England”. W nagraniu tym panów Downesa i Braida wspomagają basista Lee Pomeroy oraz wykonujący porywające solo na gitarze Dave Gregory z XTC.

Skoro wymieniamy już inne nazwiska, to należy zwrócić uwagę, że za projekt graficzny albumu odpowiada artysta o swojsko brzmiącym nazwisku – Patryk Hardziej.

Niesamowicie fajna płyta. Można jej słuchać bez końca.
MLWZ album na 15-lecie
MojaFabryka.pl