Blind Ego - Liquid

Artur Chachlowski,

ImageBlind Ego to solowy projekt gitarzysty grupy RPWL, Kalle Wallnera, a „Liquid” to już trzeci album w jego dorobku. Jak pewnie niektórzy pamiętają, na pierwszym krążku, „Mirror” (2007), dominował spokojny i chwilami wręcz melancholijny nastrój, a na drugim, „Numb” (2009), Kalle próbował swoich sił na cięższym, chwilami nawet metalowym terytorium. Nowa płyta z założenia ma łączyć oba te muzyczne światy. I tak w istocie jest. Otrzymaliśmy album, na którym znajduje się dziewięć kompozycji, wśród których są potężne, hardrockowo brzmiące utwory („A Place In The Sun”, „What If”), emocjonalne i melodyjne rockowe piosenki (Blakened”, „Not Going Away”, „Tears And Laughter”), jest miejsce na gęste, brutalne i mocarne riffy („Hear My Voice Out There”), są elementy jazz rocka i fusion („Quiet Anger”), a nawet progrockowe i progmetalowe klimaty („Never Escape The Storms”, „Speak The Truth”).

O ile z ciężej brzmiącymi numerami w sposób naturalny kojarzy się śpiewający w nich wokalista szwedzkiej grupy Seven Thorns, Erik Ez Blomkvist (słyszymy go w pięciu utworach), to za te lżejsze odpowiada śpiewający na co dzień w Subsignal, Arno Menses (trzy utwory). Ale i tak obu panów przebija Aaron Brooks, którego popisowa partia wokalna nadaje prawdziwego uroku finałowej kompozycji „Speak The Truth”. Jak można się domyślić, oprócz trzech wymienionych wokalistów, do nagrania swojej płyty Kalle zaprosił grono znakomitych gości. Są nimi słyszalni już na poprzednim krążku Blind Ego, perkusista Ralf Schwager (ex-Dreamscape) i basista Sebastian Harnack (Sylvan), a także m.in. znany z Panzerballet Heiko Jung, który daje popis spektakularnej gry na basie w utworze „Quiet Anger”. Materiał zmiksował kolega Wallnera z RPWL, Yogi Lang, a producencką pieczę nad całością sprawował sam autor całego przedsięwzięcia.

Pora na kilka zdań podsumowania. Powiem tak: zawsze ceniłem Kalle Wallnera za to, co robi z RPWL, z którym w ciągu kliku lat przedarł się do czołówki współczesnych grup z kręgu progresywnego rocka. Uwielbiam jego fantastyczne, długie, często bliskie Gilmourowskim, soczyste solówki, fascynują mnie jego rewelacyjne pomysły muzyczne. Jego solowy projekt, w którym uwolniony jest od, jak się wydaje, przyciasnego artrockowego gorsetu i w którym może w nieskrępowany sposób rozwijać swoje kompozytorskie skrzydła, to jednak rzecz z zupełnie innej muzycznej bajki. Solówki Wallnera są znacznie bardziej zadziorne i zwięzłe, zdecydowanie krótsze, linie melodyczne bardziej drapieżne, a utwory skrojone na hardrockową nutę. To takie wyraziste, bardzo konkretne rockowe granie. I za to właśnie cenię go jeszcze bardziej. Za to, że w tak umiejętny, a przede wszystkim tak dalece różny od tego, co robi w macierzystym zespole, sposób potrafi czarować swoimi kompozycjami. Dlatego nie kryję, że „Liquid”, aczkolwiek z prog rockiem niewiele ma wspólnego, zawiera muzykę, która momentalnie potrafi trafić do serca. Już tylko dla jednego utworu, „Never Escape The Storm” warto sięgnąć po ten album. A przecież jest na tej płycie znacznie więcej równie ciekawych momentów.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl