SBP - Contact (Part Three) EP

Artur Chachlowski, SBP - Contact (Part Three) EP

Bliskich spotkań trzeciego stopnia część trzecia. I ostatnia. O płytowym tryptyku holenderskiej grupy SBP uważni Czytelnicy MLWZ.PL wiedzą praktycznie wszystko. Na naszych łamach szczegółowo opisaliśmy dwa pierwsze rozdziały tej historii, która rozpoczęła się w 2014 roku. Wtedy to ukazała się część pierwsza („Part One”) cyklu zatytułowanego „Contact”, która dotyczyła prób podjętych przez ludzkość, by nawiązać kontakt z formami życia spoza naszej planety, a równo rok temu swoją premierę miała część druga („Part Two”), na której zespół SBP opisywał pierwsze relacje z obcą cywilizacją.

Nadszedł czas na domknięcie tego cyklu. Umysł ludzki posiada miliardy połączeń nerwowych, dzięki którym możemy myśleć, czuć, kochać, działać i nawiązywać kontakty. To punkt wyjścia do treści zawartej na trzeciej EP-ce holenderskich muzyków. A sama zawarta na niej treść dotyczy zdarzeń i przyczyn, które powodują, że kontakt, który już udaje się nawiązać, często bywa zaburzany przez różne okoliczności…

W odróżnieniu od dwóch poprzednich wydawnictw na program „Contact (Part Three)” składa się tylko jedna kompozycja. Trwa ona ponad 25 minut i można powiedzieć, że pod każdym względem jest ona typowym przykładem wielowątkowej, rozbudowanej epickiej suity utrzymanej w stylu neoprogresywnego rocka. Co ważne, jest to udana kompozycja, a pomimo swoich rozmiarów i mnogości różnych muzycznych wątków pozostawia po sobie wrażenie spójnego i logicznie poukładanego dzieła. W tej całej swojej różnorodności i rozmaitości wątków utwór wypełniający „Part Three” brzmi bardzo przejrzyście i nie nuży ani przez chwilę. Słucha się go z dużą dozą przyjemności.

Muzyka, którą grają holenderscy muzycy jest uporządkowana, spokojna, utrzymana w niespiesznym tempie i dzięki bardzo przyjemnemu wokalowi Gerta Bruinsa płynie ona w delikatny sposób opierając się na bajecznie kolorowych sonicznych plamach instrumentów klawiszowych (Fons Panneman) oraz raz pobrzękujących swobodnie, a raz raczących nas jakąś finezyjną solówką, partiami gitar (Gordon van Pelt). Całość trzyma w ryzach dobrze współpracująca ze sobą sekcja rytmiczna (Rene Troostheiden – dr, Jørgen de Jonge – bg). Jak widać, suita, która wypełnia trzecią część tej opowieści, nagrana została w tym samym składzie personalnym, co poprzednie EP-ki. W efekcie wyraźnie słychać, że zespół okrzepł i coraz pewniej czuje się w swoim towarzystwie, gdyż ostatnia część tryptyku jest bezdyskusyjnie najbardziej dojrzałym, a przy tym najlepiej prezentującym się pod względem muzycznym elementem tej epickiej sagi.

Skoro cykl „Contact” dobiegł już swego szczęśliwego końca, zastanawiam się: co dalej? Czym nowym muzycy SBP nas teraz zaskoczą?

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl