Kayanis - Mundane

Artur Chachlowski, Kayanis - Mundane

Czytelnikom MLWZ.PL twórczość Lubomira Jędrasika wydającego swoją muzykę pod pseudonimem Kayanis nie powinna być obca. Recenzowaliśmy jego wszystkie dotychczasowe wydawnictwa, począwszy od wydanego w 2008 roku epickiego, pełnego orkiestrowych partii albumu „Where Abandoned Pelicans Die”, aż po płytę „Transmundane”, która światło dzienne ujrzała niecałe dwa lata temu. Dzięki temu mieliśmy okazję obserwować jak ewoluuje muzyka tego artysty. A trzeba przyznać, że zmienia się ona z płyty na płytę dość istotnie.

Przed kilkoma dniami ukazał się nowy materiał Kayanisa zatytułowany „Mundane”. Do końca kwietnia będzie on dostępny jedynie za pośrednictwem serwisu Bandcamp, po 1 maja na wszystkich platformach strumieniowych, natomiast wydanie fizycznej płyty CD planowane jest na jesień 2017 roku. „Mundane” to dopełnienie poprzedniej płyty. Trochę jakby była to druga część muzycznej układanki. Druga część dyptyku, która jak ying dopasowuje się do yang i dopiero po odpowiednim złożeniu nabiera szczególnej mocy.

„Mundane” to także antonim do „Transmundane”. Płyta „Transmundane” była mocno uduchowiona, muzyka była jakby nie z tej ziemi, ulotna, zagrana przez Kayanisa samotnie, jedynie z udziałem śpiewaków z Akademickiego Chóru Uniwersytetu Gdańskiego. Na „Mundane” jest wprost przeciwnie. Klimaty, jakie tu panują są przyziemne, ludzkie, nie-boskie. Dlatego uważam, że te dwie płyty to rozbita na dwie części jedna wielka rozbudowana całość. Trzeba na nie patrzeć łącznie, dopiero wtedy pokazują całą prawdę o sobie. Ujawniają swój prawdziwy sens.

Na „Transmundane” nie było ani jednego słowa, „Mundane” składa się wyłącznie z piosenek. Do ich zaśpiewania Kayanis zaprosił Patrycję Modlińską i Dawida Wojtkiewicza. Oboje obdarzeni są bardzo przyjemnymi i delikatnymi głosami. Patrycja śpiewa podobnie (szczególnie gdy porusza się po wysokich rejestrach, jak np. w utworze „Chapter Two”) do wokalistki grupy The Dø, Olivii Merilahti. Dawid chwilami przypomina mi Krzysztofa Janiszewskiego z Half Light. Podzielili między siebie partie wokalne w 9 utworach wypełniających program płyty. Trzeba podkreślić, że wszystkie teksty są angielskie, a słowa ułożone przez Kayanisa są kluczem do zanurzenia się w muzyce i dogłębnego jej poznania. To jakby tomik poezji ubrany w muzykę. Muzykę, która dla wielu może okazać się sporym zaskoczeniem. Bowiem na „Mundane” Kayanis skierował ogromny krok w kierunku… synth popu. Utrzymanego raczej w spokojnych tonacjach, choć w kilku utworach (dynamiczny refren w „March Of Shiny Soldiers”, uporczywy elektroniczny motyw w „Fine”) nabierającego tempa i dynamiki. I jest to element mocno odróżniający tę muzykę od poprzedniej płyty. Element ludzki, przyziemny. Nie zawsze jest niedziela. Nie zawsze przychodzi nam żyć w uduchowionym świecie epickiej, pełnej rozmachu muzyki. Ale tak właśnie miało być. I tak jest. Tak właśnie miał brzmieć nowy zbiór nagrań pt. „Mundane”. Ying i yang…

Naprawdę warto w taki właśnie sposób spojrzeć na nowy album Kayanisa. Trzeba też koniecznie poczytać teksty. Najlepsze to „Mundane”, „Tide”, „Fine”, „Halfway” i „Ghostwriter”... No i koniecznie trzeba obejrzeć dostępne w internecie klipy. Wszystko to układa się na jedną nierozerwalną całość. Całość logicznie pasującą – na zasadzie przeciwieństw – do poprzedniego albumu.

Niebawem może pojawić się trzeci element tej układanki. Trzecim składnikiem całości mógłby być koncert. Podobno jego koncepcja jest już gotowa. Brakuje jeszcze tylko jednego drobnego elementu… Jakiego? Myślę, że niedługo będzie mi dane napisać o tym w osobnym tekście…

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl