Deep Purple - All I Got Is You EP

Tomasz Kudelski, Deep Purple - All I Got Is You EP

Na wstępie przyznam: pomyliłem się w poprzedniej recenzji co do charakteru utworu „All I Got is You”. Miała być ballada, a tutaj zaskoczenie, ale czy tak do końca na pewno?

Utwór „All I Got is You” ukazał się 7 marca w formie wideoklipu skompilowanego z fragmentów filmu „From Here to Infinite” dokumentującego powstanie nowego albumu Deep Purple. Od 10 marca cały maxisingiel jest dostępny w wersji CD oraz analogowej. Można też go posłuchać w streamingu w serwisie Spotify. 

A sama kompozycja tytułowa?... Po kilku dniach odsłuchu, wciąż nie do końca wiem co myśleć. Trochę ciężko ten utwór zakwalifikować. Zaczyna się łagodną gitarową improwizacją sugerującą balladowy charakter utworu i jedynie jazzujący rytm perkusyjny Iana Paice’a sugeruje trochę inne rozwiązanie. Po chwili dołącza Don Airey z barokowym pasażem, rozpędzającym utwór aż do wejścia Gillana, który przejmuje kontrolę nad całością.  Szybkie tempo, ale zarówno śpiew jak i jego dynamika z gitarą schowaną w tle są delikatne - to bardziej pop/prog niż hard and heavy.

Część instrumentalna rozpoczyna się solem na moogu Dona Aireya (w innym podziale rytmicznym), który w takich chwilach nie zawodzi.  Solo Morse’a też urzeka ładną melodyką. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Gillan w formie (w końcówce nawet przeklina i mocno drze ryja) i choć słychać inspiracje własną twórczością („Little Share of Plenty” zamieszczone na płycie „Cherkazoo and Other Stories” z wczesnych lat 70., czy późniejsze już „Things I Never Said” - bonus z japońskiego wydania „Rapture of the Deep”), to bez efektu oczywistego autoplagiatu. 

Niby wszystko jest w porządku, jest melodia, fajny refren, fajne solówki, dobre tempo. Tylko te wszystkie zręcznie wymieszane składniki nie do końca tworzą całość o dużym ciężarze gatunkowym i niektórym może brakować w tym graniu rockowego pazura. Oczywiście jest to kwestia zupełnie indywidualna i oceniana w zależności od perspektywy, z której spogląda się na ten utwór, ponieważ w niewiele ponad 4 i pół minuty zespół zawarł całe mnóstwo fajnych dźwięków.

Śledząc atmosferę pracy w studio widać i słychać absolutnie zrelaksowaną atmosferę, która przenosi się na muzykę.  I jak śpiewa Gillan (choć kontekst tekstu utworu jest inny) „If you haven’t really noticed I don’t give a fucking damn”, pora się pogodzić, że dzisiaj choćby z racji wieku i składu jest to inne Deep Purple niż 30 lat temu i inaczej niż w przypadku Black Sabbath zespół nie trzyma się kurczowo stylistyki, z której jest najbardziej znany, a gra to na co ma w danej chwili ochotę.

Oprócz utworu tytułowego singiel oferuje jeszcze: sympatyczną krótką improwizację Morse’a. pt. „Simple Folk” (tytuł dokładnie oddaje zawartość kompozycji), instrumentalną wersję „Uncommon Man” z „Now What ?!” dla fanów karaoke, pierwszy instrumentalny take „Time for Bedlam” rozpoczynający się słowami Boba Ezrina „Let’s make the rock record”, znany już z materiałów promocyjnych i niewnoszący wartości dodanej w stosunku do wersji znanej z singla, no i na koniec 150. koncertową wersję „Highway Star”… Tak więc trochę jak w przypadku singla „Time for Bedlam”: zawartość dla zagorzałych fanów.

Co jeszcze wiemy o nadchodzącej płycie „InFinite”? w internecie można posłuchać jeszcze jednego kawałka „Johnny’s Band”, który jest prawdopodobnie planowanym singlem na rynek UK. To znowu raczej Gillanowska piosenka niż purple’owy utwór.  Został on jednak w radiostacji BBC2 piosenką tygodnia, co, jak donoszą angielscy fani, jest sporym wydarzeniem promocyjnym (biorąc pod uwagę raczej nie najwyższą ostatnio popularność zespołu w ojczystym kraju i popową orientację stacji).

Nowy numer magazynu Classic Rock (nie wiem czy już dotarł do naszego kraju?) z Deep Purple na okładce zawiera też bonusową płytkę CD, gdzie jest 8 utworów zespołu, w tym oba single z nowej płyty, mało znane bonusy z „Now What ?!” i parę utworów w wersjach koncertowych, w tym nigdy wcześniej niepublikowana wersja „Black Night”.

Wiadomo też już na pewno, że nowy album zamyka zagrany na żywo w studio w jednym podejściu cover The Doors „Roadhouse Blues”, co wywołuje wśród fanów dosyć mieszane uczucia.  „InFinite” będzie też najkrótszą płytą Deep Purple z okresu ze Steve’em Morse’em, a jej czas trwania zamyka się w 45 minutach, ale czy rzeczywiście będzie ostatnią, to czas pokaże…

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl