Mostly Autumn - Sight Of Day (Limited Edition)

Artur Chachlowski, Mostly Autumn - Sight Of Day (Limited Edition)

Zmiany, zmiany, zmiany… Dużo jest zmian oraz powrotów na nowej płycie Mostly Autumn zatytułowanej „Sight Of Day”. Nie ma jednak na szczęście żadnego niepotrzebnego przełomu stylistycznego. Tym stwierdzeniem chciałbym na samym początku tego tekstu uspokoić wszystkich zagorzałych fanów tego zespołu.

Jak wszyscy doskonale pamiętamy, począwszy od albumu „Go Well Diamond Heart” (2010) główne miejsce, obok kompozytora, gitarzysty, a przede wszystkim założyciela zespołu, Bryana Josha, w grupie Mostly Autumn zajmuje wokalistka, prywatnie jego żona, Olivia Sparnenn. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Nie zmieniła się także sekcja rytmiczna Andy Smith (bg) – Alex Cromarty (dr) oraz grający na instrumentach klawiszowych Iain Jennings. Nie ma już jednak w składzie Mostly Autumn dwójki ważnych muzyków: gitarzysty Liama Davisona (rozstał się z Mostly Autumn po nagraniu płyty „Dressed In Voices” (2014)) oraz flecistki i wokalistki Anne-Marie Helder (ona z kolei opuściła szeregi zespołu dwa lata temu po albumie „Box Of Tears”). Ale są też udane powroty. Po wielu latach przerwy do składu powróciła Angela Gordon oraz gitarzysta Chris Johnson. I oba te powroty nie pozostały bez wpływu na charakter muzyki, która wypełnia płytę „Sight Of Day”.

Angela przywróciła od dawna nieobecny w utworach Mostly Autumn pierwiastek muzyki folk, a Chris, jako utalentowany kompozytor, a także wokalista, dostarczył kilka frapujących kompozycji na płycie, spośród których najokazalej wypada utwór „Changing Lives”. Dodatkowo Chris daje w nim prawdziwy pokaz wysokiej formy wokalnej, tworząc świetnie uzupełniający się duet z Olivią. Są jeszcze dwa inne utwory Chrisa – „In Time” oraz „Pushing Down The Floor” – ale nie znajdują się one w podstawowym programie płyty, a tylko na dodatkowym krążku, o czym zresztą za chwilę szczegółowo opowiem.

Ale, zgodnie z tym co napisałem na wstępie, nawet te wszystkie stare i nowe elementy, jakich doświadczamy na tym krążku, nie powodują, że „Sight Of Day” przynosi jakąś diametralną zmianę kursu. Co to, to nie. To wciąż ten sam, można by powiedzieć, stary, dobry zespół Mostly Autumn, w którego brzmieniu centralne miejsce zajmują: żeński wokal (Olivia jak zawsze w znakomitej formie) oraz melodyjna gitara Bryana Josha (a także chyba bardziej obecny i bardziej staranny niż zazwyczaj jego śpiew). A nad całością unosi się powiew szlachetnego romantyzmu i charakterystycznej nastrojowości, które spotkać można tylko i wyłącznie na płytach Mostly Autumn.

Nowy album ukazał się w dwóch wersjach: podstawowej – a na niej 10 utworów trwających łącznie 73 minuty, oraz jako edycja specjalna – z drugim, dodatkowym krążkiem CD, o połowę krótszym od podstawowego, ale za to z dołożonymi 7 nagraniami. I to nie jakimiś remiksami, alternatywnymi wersjami, demówkami, odrzutami czy nagranymi na nowo starymi utworami, lecz całkowicie premierowymi, powiedzmy to sobie szczerze, pełnoprawnymi piosenkami, z których każda śmiało mogłaby zmieścić się w podstawowym programie albumu. Z jakiegoś powodu – może dlatego, że są to stosunkowo krótkie nagrania (najdłuższy, instrumentalny i niewątpliwie wyróżniający się temat „July” trwa 6 minut i 20 sekund) – opublikowano je w tylko w specjalnej, limitowanej edycji. Najkrótszy zaś utwór na podstawowym krążku, „The Man With No Name”, trwa wprawdzie niecałe 4 minuty, ale to przecież nic w porównaniu z kompozycją tytułową, która we wspaniały sposób otwiera to wydawnictwo. Kompozycja pt. „Sight Of Day” to blisko kwadrans przewspaniałej epickiej muzyki, w dodatku – w takiej formie i w takim rozmiarze czasowym – nieobecnej na płytach Mostly Autumn bodaj od ostatniego krążka z Heather Findlay na pokładzie, „Glass Shadows” (czy ktoś pamięta jeszcze utwór tytułowy z tego wydanego w 2008 roku albumu?). Stanowi ona wspaniały powrót do dobrej tradycji kilkunastominutowych utworów, będących prawdziwą ozdobą wcześniejszych płyt Mostly Autumn. Dla przypomnienia wymienię tu tylko kilka tytułów, które dziś mają już status kultowych klasyków w dorobku zespołu: „The Night Sky”, „The Gap Is Too Wide”, „Mother Nature” czy „Pass The Clock”. Bez dwóch zdań, temu wielowątkowemu, złożonemu i bardzo epicko brzmiącemu utworowi, z kilkoma genialnymi solówkami Bryana Josha (w tym jedną zagraną na gitarze akustycznej), wróżę jak najlepszą przyszłość.

Zresztą jest na tym albumie jeszcze kilka nagrań, które na pewno wejdą do żelaznego repertuaru grupy Mostly Autumn. Szczególnie mam tu na myśli kolejny rozbudowany kawałek „Native Spirit” z wysmakowaną orkiestrową aranżacją, „Raindown” z gościnnym udziałem skrzypaczki Anne Phoebe oraz przepiękną partią fletu w wykonaniu Angeli Gordon, czy też wspaniale zaśpiewany przez Josha temat „Only The Brave”, w którym gościnnie pojawia się „nadworny dudziarz” Troy Donockley (kiedyś Iona, teraz Nightwish). Do tego grona zaliczyłbym też wspomniany już wcześniej, zaśpiewany przez Chrisa Johnsona „Changing Lives” oraz ślicznej urody piosenkę „Moments” z dodatkowego krążka. To naprawdę wyjątkowo piękne nagranie (to samo zresztą można powiedzieć o „No Sense” i „Back In Time” także z bonusowego dysku).

Album „Sight Of Day” to dobra, wyjątkowo równa i utrzymana na wysokim poziomie płyta, która na pewno ucieszy zarówno oddanych, wieloletnich fanów Mostly Autumn, ale też i tych, którzy po raz pierwszy zetkną się z muzyką tego zespołu pochodzącego z angielskiego Yorku. Bardzo to cieszy, gdy grupa, której losy śledzę praktycznie od samego początku jej działalności, po 20 latach istnienia wciąż pozytywnie zaskakuje i wciąż znajduje się w wybornej formie.

MLWZ album na 15-lecie
MojaFabryka.pl