Cranberries, The - Something Else

Artur Chachlowski, Cranberries, The - Something Else

28 kwietnia ukazał się nowy, a przy tym wyjątkowy album grupy The Cranberries. Płyta zatytułowana „Something Else” powstała przy współudziale Irish Chamber Orchestra i zawiera zestaw przebojów zespołu w nowych, akustycznych aranżacjach oraz trzy zupełnie nowe utwory: „The Glory”, „Rupture” i „Why”. Wydawnictwem tym zespół świętuje 25-lecie swojej działalności i, przyznam szczerze, robi to z wdziękiem i naprawdę z dużą klasą.

No bo przecież „Something Else” nie jest typowym krążkiem, który będzie drenować kieszenie oddanych fanów.  Otrzymujemy na nim jakby całkowicie nowe spojrzenie na największe hity zespołu, które teraz podane są w trochę innych, jakby cieplejszych i bardziej intymnych wersjach. Aranżacyjne zmiany nie są radykalne. Różnice są bardzo subtelne, ale na tyle znaczące, że „Something Else” z punktu widzenia statystycznego sympatyka twórczości The Cranberries wypada o niebo lepiej, niźli typowa kompilacja w stylu  ‘the best of’.

Jako zapowiedź albumu zespół zaprezentował utwór „Linger”, który pierwotnie znalazł się na wydanym w 1993 roku debiutanckim albumie „Everybody Else Is Doing It, So Why Can’t We”. Dolores O’Riordan tak wspomina powstanie tego nagrania: „To była pierwsza piosenka stworzona przeze mnie po dołączeniu do The Cranberries. Ja miałam wtedy 18 lat, najmłodsza osoba w zespole 16 lat i z pewnością nie wyobrażaliśmy sobie, że to będzie duży przebój”.

Nowa wersja „Linger” daje dobry obraz tego, czego po całej płycie „Something Else” należy się spodziewać: akustyczne brzmienia gitar, bardzo oszczędnie używane instrumenty perkusyjne, wszechobecne smyczki oraz królujący nad całością ten wspaniały, jedyny w swoim rodzaju, a przy tym tak bardzo charakterystyczny głos Dolores.

I tak właśnie jest na tej płycie przez cały czas. O każdym utworze można byłoby powiedzieć w podobnie pozytywnym tonie, jak o „Linger”. Niesamowicie miło słucha się w nowych, odświeżonych i semiakustycznych wersjach takie popularne utwory, jak „Zombie”, „Animal Instinct”, „When You’re Gone”, „Ode To My Family”, „Just My Imagination” czy „Free To Decide”. Wszystkie one, dzięki swoim orkiestrowym aranżacjom, nabrały jeszcze większego wdzięku niż oryginały.

Jak już wspomniałem, na „Something Else” znajdują się również premierowe kompozycje. Pierwsza z nich, „The Glory”, powstała w sali prób Irish Chamber Orchestra. Wokalistka tak wspomina powstanie tego utworu: „Pisząc ten numer, myślałam o tym, że zawsze jest nadzieja, że zawsze jest światełko w tunelu, nieważne jak ciężki moment w życiu mamy. To czasami jest wyjątkowo trudne, ale zawsze trzeba myśleć pozytywnie i szukać wyjścia z sytuacji”. Kolejna nowa piosenka, „Rupture”, poprzez swój bardzo minimalistyczny wydźwięk niezwykle dobitnie opowiada o depresji z powodu złamanego serca i problemie poradzenia sobie z tym kłopotem. Natomiast umieszczony na samym końcu płyty utwór „Why?” powstał po traumatycznym doświadczeniu wokalistki – po śmierci jej ojca. To autentycznie piękne w swoim przejmującym smutku nagranie nabiera w finale niemal filmowego rozmachu. Świetna melodia, skrzypcowe staccato,  chwytające za serce wykonanie. Coś pięknego. Niby to premierowy utwór, a brzmi jak klasyk. Bracia Mike i Noel Hoganowie oraz Fergal Lawler grają oszczędnie, ale wybornie, a Dolores O’'Riordan śpiewa pięknie swoim przejmującym, krystalicznie czystym głosem...

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl