Galahad - Quiet Storms

Artur Chachlowski, Galahad - Quiet Storms

Ostatnimi czasy grupa Galahad rozpieszcza swoich sympatyków wypuszczanymi na rynek coraz to nowymi wydawnictwami: a to serią EP-ek z muzycznymi niespodziankami i rarytasami, a to rocznicowym albumem ze współczesnymi przeróbkami znanych utworów w postaci płyty „When Worlds Collide”, a to obszernym koncertowym wydawnictwem „Solidarity – Live In Konin”, a to wznawiając na winylu płytę „Empires Never Last” dorzucając do niej jeszcze towarzyszący krążek CD „A Curious Companion”. Wszystko to z okazji długo celebrowanej 30. rocznicy działalności zespołu.

Gdy wydawało się, że pora już nareszcie na płytę z premierowym materiałem, Galahad po raz kolejny zaskoczył swoich fanów wypuszczając w maju br. na rynek album zatytułowany „Quiet Storms”. Wypełniony jest on muzyką utrzymaną w bardzo spójnym i bardzo refleksyjnym klimacie z utworami opatrzonymi oszczędną, często nostalgiczną, akustyczną wręcz, aranżacją. O odpowiedni klimat Stuart Nicholson i spółka zadbali zapraszając do współpracy wieloletnią współpracowniczkę grupy, grającą na fletach i klarnecie Sarę Bolter (znaną wcześniej pod panieńskim nazwiskiem Quilter), oraz skrzypaczkę Louise Curtis. W programie albumu „Quiet Storms” znajdujemy kilka nowych i nieznanych wcześniej piosenek („Willow Way”, „Weightless”, „Marz (And Beyond)”), ale wplecione są one w wiązankę znanych już kompozycji, podanych na nowo, często sprowadzonych do głosu i fortepianu, tudzież sporadycznie pojawiających się w nich smyczkowych aranżacji. Galahad zawsze potrafił pozytywnie zaskakiwać i tym razem jest podobnie. Najambitniejszym przedsięwzięciem było zmierzenie się (udane!) z kompozycją „Shine”, która w swojej trwającej blisko kwadrans oryginalnej wersji zamykała pamiętną płytę „Following Ghosts” (1999). Jest tu więcej równie udanych momentów. Osobiście zwróciłbym uwagę na świetnie smyczkowo zaaranżowany „Easier Said Than Done” oraz ciekawie prezentujący się w wyciszonej wersji „Beyond The Barbed Wire”.

Na albumie „Quiet Storms” są też dwa covery. Pierwszy z nich to znana już z wcześniej wydanej EP-ki kompozycja grupy Rammstein „Mein Herz Brennt”, a drugi to utwór Johna Granta „Marz” z dopisanymi przez Stuarta Nicholsona kilkoma linijkami autobiograficznego tekstu. Wreszcie, są tutaj też nagrania wyjęte wprost ze wspomnianych już EP-ek, jak np. dwa warianty kompozycji „Guardian Angel”, które odpowiednio otwierają oraz zamykają to wydawnictwo.

W efekcie „Quiet Storms” jawi się jako bardzo nastrojowy i wyciszony album, który ukazuje delikatne i liryczne oblicze grupy Galahad. Album ciekawy, chwilami zaskakujący (w utworze „Termination” pojawia się na chwilę Christina Booth z grupy Magenta, a praktycznie we wszystkich słyszymy grającego na gitarze akustycznej Karla Grooma), na którym szlachetny głos Stuarta Nicholsona wręcz błyszczy na tle stonowanych aranżacyjnie wersji utworów z bogatego repertuaru tej popularnej grupy. Moglibyśmy go określić drugim, po wydanej w 1994 roku płycie „Not All There”, albumem firmowanym jako ‘Galahad Acoustic Quintet’, z tym, że… dzisiaj nie wiadomo już czy Galahad to wciąż kwintet czy już tylko kwartet, jako że kilka tygodni temu pojawił się oficjalny komunikat o zakończeniu współpracy z gitarzystą i wieloletnim członkiem zespołu, Royem Keyworthem.

Jak już wcześniej wspomniałem, wszystkie partie akustycznych gitar na „Quiet Storms” zostały wykonane przez reżysera dźwięku (a zarazem członka grupy Threshold), Karla Grooma. Karl ma także grać na nowej studyjnej płycie Galahadu, która pod tytułem „Seas Of Change” ukaże się jeszcze w tym roku. Będzie to album wyłącznie z premierowymi utworami. I nie ukrywam, że wszyscy sympatycy zespołu Galahad na taką właśnie płytę czekają najbardziej.

MLWZ album na 15-lecie
MojaFabryka.pl