Anathema - The Optimist

Robert "Morfina" Węgrzyn, Anathema - The Optimist

Anathema to jeden z moich ulubionych składów. Wieść o pojawieniu się nowej płyty bardzo mnie ucieszyła. Teraz, kilka ładnych tygodni po premierze albumu „The Optimist”, umysł mam już na tyle chłodny, że mogę wreszcie zabrać się za tę recenzję.

„The Optimist” nie jest z pewnością przełomowym albumem Anathemy. Jednak warta podkreślenia jest odczuwalna na tym krążku stabilizacja poziomu. Po doskonale przyjętych kilku poprzednich płytach jest ona na nowym krążku zachowana, co czyni „The Optimist” pewniakiem godnym polecenia, który smakuje wręcz wybornie. Muzyka smakuje jak precelek od Warunka, który od 50 lat jest taki sam. Jest jak receptura Coca-Coli - tajemna, ale powtarzalna i zawsze dobrze smakująca. Nie znudzi się nigdy

Album rozpoczyna intro pod tytułem „32.63N 117.14W”. To geograficzne koordynaty pewnej plaży w San Diego. Zatem zapowiada się zagadkowo, kryminalnie i tajemniczo; potwierdzam tak właśnie jest. To intro wypełnione jest dźwiękami w sam raz na miłe rozpoczęcie dnia. Numer drugi – „Leaving It Behind” jest prawdziwym mistrzostwem gatunku. Zresztą zespół wspaniale balansuje nastrojowymi dźwiękami otulonymi harmoniczną delikatnością.  Bardzo przypadł mi również do gustu utwór „Springfield”, gdzie elementy perkusyjne, elektronika i mantrowo zagrana partia pianina nadały bardzo interesujący puls całości kompozycji.

Teraz troszkę genezy i założeń, co do muzycznej zawartości płyty. Otóż album „The Optimist” jest nawiązaniem do płyty “A Fine Day to Exit”. Pomysł, jeśli można tak rzec, fabularny był dość prosty, ale i nietuzinkowy. Na okładce wydanej blisko 16 lat wcześniej płyty widzieliśmy samochód stojący na plaży i ślady sugerujące samobójstwo kierowcy. Członkowie grupy zaczęli zastanawiać się, co stało się z gościem, który zniknął? Idąc tym tropem powstało jedenaście utworów. Nie ma wśród nich słabego. Są natomiast takie (jak na przykład ”The Optimist”, „Back To The Start”, „Can’t Let Go” czy „Close Your Eyes”), które na pewno zapiszą się złotymi zgłoskami w annałach Anathemy.

Spotkałem się z wieloma krytycznymi opiniami o tym albumie, Że jest nijaki, niespójny, chaotyczny, że zespół popadł w pułapkę, że gra nie w swoim stylu… To bzdura! Trójka bracia Cavanagh i spółka stworzyli krążek dokładnie taki, jaki w ich rozumieniu i odczuciu miał być. O gustach się nie dyskutuje. Osobiście uważam, że ten materiał jest po prostu doskonały. Na „The Optimist” znajdujemy praktycznie wszystko to, do czego od lat przyzwyczaja nas Anathema - wrażliwość, melodykę i emocje – wszystko to jest tutaj w ilościach i proporcjach dokładnie takich jak potrzeba. 

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl