Tangent, The - The Slow Rust of Forgotten Machinery

Artur Chachlowski, Tangent, The - The Slow Rust of Forgotten Machinery

Jeszcze nie tak dawno temu lider The Tangent, Andy Tillison, mówił o definitywnym zakończeniu działalności jego zespołu. Był mocno rozczarowany, delikatnie mówiąc, chłodnym przyjęciem jego kolejnych albumów, a także piętrzącymi się trudnościami w utrzymaniu należycie funkcjonującego zespołu. Gdy wydawało się, że The Tangent to już pieśń przeszłości, kilka miesięcy temu pojawiły się informacje o pracy nad kolejną płytą, a kilka dni temu nakładem wytwórni InsideOut Records światło dzienne ujrzał dziewiąty już w dorobku grupy studyjny album zatytułowany „The Slow Rust Of Forgotten Machinery”.

Na krążku tym Tillison poszedł ciut dalej niż zazwyczaj. Otóż, oprócz mikrofonu i miejsca za instrumentami klawiszowymi, zasiadł on teraz za zestawem perkusyjnym i… trzeba przyznać, że z nowej roli wywiązał się znakomicie.  Co chyba najbardziej cieszy, to jego wysoka forma wokalna (dwa lata temu przeszedł zawał serca, co mocno nadszarpnęło jego formę). W niektórych fragmentach tworzy świetne duety z Marie-Eve de Gaultier z grupy Maschine. Ich wspólne partie wokalne stały się dodatkową amunicją w arsenale znanych dotychczas środków artystycznego wyrazu, jakimi na poprzednich płytach posługiwał się The Tangent. Zabieg ten niewątpliwie wpuścił sporo świeżego powietrza w muzykę zespołu. Ale to nie wszystkie niespodzianki, jakie Andy Tillison przygotował na nowej płycie. Z tego samego zespołu co Marie-Eve de Gaultier (Maschine) wywodzi się też gitarzysta Luke Machin, a oprócz niego na płycie usłyszeć można jeszcze basistę Jonasa Riengolda i saksofonistę/klarnecistę Theo Travisa. Powrót tych dwóch ostatnich do składu The Tangent jest gwarantem tego, że na „The Slow Rust Of Forgotten Machinery” usłyszymy najlepsze z możliwych partie instrumentalne. I faktycznie tak jest. Najlepszym tego przykładem jest kompozycja „The Sad Story Of Lead And Astatine”, gdzie każdy z instrumentalistów znajduje miejsce na swoją solówkę. Kompozycja ta jest dowodem na jeszcze jedno ciekawe zjawisko: otóż, The Tangent chyba najodważniej w całej swej historii demonstruje w niej wyraźne ciągotki w stronę pure jazzu.

Aż cztery z pięciu utworów na płycie trwają co najmniej 12 minut. Jeden z nich („Slow Rust”) to charakterystyczny dla The Tangent długaśny epik i trwa on ponad 22 minuty. Jak dla mnie jest on trochę zbyt długi i przy tym nie do końca przekonywujący, ale trzeba przyznać, że odnaleźć w nim można co najmniej jeden zaskakujący element – partię rapu w wykonaniu gościnnie występującego tu DJ’a, Matta Farrowa. Ta długa i płynąca swoimi meandrami kompozycja przypomina mi trochę słynne długasy zespołu The Flower Kings. I to nie tylko dlatego, że gra w niej Jonas Reingold,

Najbardziej do serca przypadła mi kompozycja „A Few Steps Down The Wrong Road”. To siedemnaście minut epickiej muzyki wzbogaconej raczej słowem mówionym niźli śpiewem. To jakby hymn o historii upadku Brytyjskiego Imperium ubrany w niezwykle intrygującą muzykę. Podobać może się też najkrótszy w tym zestawie utwór pt. „Two Rope Swings”. To zwięzły (6 i pół minuty) i przekonywująco brzmiący numer, który obdarzony jest eleganckim fortepianowym motywem i nie tylko w bardzo udany sposób otwiera to wydawnictwo, ale jest niesamowicie nośnym utworem, który śmiało mógłby zaistnieć na jakiejś ambitniejszej liście przebojów (np. na rockserwisowym Czwartkowym Czarcie).

Jest na tej płycie jeszcze jedna niezwykła kompozycja – „Dr. Livingstone (I Presume)”. Przypuszczam, że to w 100% instrumentalne nagranie ma spore szanse okazać się „czarnym koniem” całej płyty. Spodobało mi się może nie od razu i nie od pierwszego przesłuchania, ale już za drugim-trzecim razem usłyszałem w nim wszystkie walory, za które zawsze ceniłem zespół Andy Tillisona.

Album „The Slow Rust Of Forgotten Machinery”, jak to z reguły bywa w przypadku kolejnych wydawnictw The Tangent, jest bardzo spójny. Pomimo tego, że na nowej płycie The Tangent trudno dopatrywać się jakiejś stylistycznej wolty i pomimo tego, że nadal obracamy się po terytoriach nieodległych od tzw. ‘sceny Canterbury’, to nie sposób nie dostrzec prób wprowadzenia przez zespół kilku nowych elementów i pomysłów. Trzeba więc przyznać, że zespół Andy Tillisona nie stoi w miejscu (chwała mu za to!) i wciąż szuka nowych ścieżek na szlaku progresywno-rockowej muzyki XXI wieku.

  1. Specjalną edycję płyty „The Slow Rust Of Forgotten Machinery” uzupełnia bonusowe nagranie „Basildonxit”.
MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl