All 4 1 - The World's Best Hope

Artur Chachlowski, All 4 1 - The World's Best Hope

Prawdę powiedziawszy myślałem, że będzie to przedsięwzięcie większego kalibru. Sądząc po nazwiskach muzyków zaangażowanych w projekt o nośnej nazwie All 4 1 sądziłem nawet, że będzie to superalbum, którego klasa nawiązywać będzie swoim poziomem do prawdziwej supergrupy, jakim to mianem określa się projekt, o którym chcę napisać dzisiaj kilka słów.

Wokalista Terry Brock to człowiek doskonale znany z działalności w grupach Strangeways, Giant, Slamer czy The Sign. Robert Berry – wiadomo, kiedyś członek legendarnego tria 3 (Three), potem autor rozlicznych tribute albumów poświęconych największym gwiazdom muzyki progrockowej, pomysłodawca słynnych The December People, a także członek grup Hush oraz Alliance. Gary Pihl – bliski współpracownik Sammy Hagara, a także gitarzysta grupy Boston (począwszy od płyty „Third Stage”, 1986). Alessandro del Vecchio – keyboardzista u Jorna, działający także w grupach Voodoo Circle, Hardline i Edge of Forever. I wreszcie Matt Starr - grając na perkusji nie potrzeba chyba lepszej rekomendacji, skoro ma się takie nazwisko.

Być może zbyt wiele oczekiwałem. Liczyłem, ze panowie wyjdą ze swojej strefy komfortu i korzystając z efektu synergii stworzą coś bardziej przekrojowego niźli tylko kolejne wydawnictwo z gatunku adult oriented rock. Niestety, tak się nie stało, choć doceniam, że w postaci „The World’s Best Hope” (tytuł płyty też dawał nadzieję na coś zdecydowanie bardziej przełomowego) otrzymaliśmy album, który z pewnością uplasuje się w czołówce tegorocznych zestawień muzyki AOR czy melodyjnego hard rocka. Ale nic ponadto. Nie przełamie on jakichkolwiek stylistycznych barier, ani nie stworzy też żadnej nowej jakości. A szkoda, bo potencjał w zespole All 4 1 jest przecież całkiem niemały.

Na „The World’s Best Hope” usłyszymy jedenaście piosenek, które w większości gładko i bezboleśnie wpisują się w stylistykę wyznaczoną twórczością grup Van Halen, Mr. Big czy innych zespołów ich pokroju święcących największe triumfy w latach 80. Niewątpliwym plusem jest fakt, że w All 4 1 mamy aż dwóch wiodących wokalistów (z tym, że Brock śpiewa więcej od Berry’ego), gdyż obaj wywiązują się ze swoich zadań znakomicie. Cóż z tego, skoro wykonywane przez nich piosenki są dość przewidywalne, często bardzo do siebie podobne i podobne też do zawartości innych płyt z tego gatunku. Stąd też podczas słuchania często pojawia się uczucie dziwnego deja vu.

Najkrótsze podsumowanie? Proszę bardzo: supergrupa All 4 1 to książkowy przykład zespołu, który nie wykorzystał swojej szansy, by mówić o nim, że grana przez niego muzyka jest… super.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl