Psion - Psion EP

Artur Chachlowski, Psion - Psion EP

Na początek taki żart z długą brodą: kim jest Szkot? To krakus wyrzucony z rodzinnego miasta za rozrzutność. Kim jest Tom MacLean? To członek grupy Haken wyrzucony z zespołu za to, że chciał grać zbyt delikatną muzykę. MacLean wziął sobie sprawę do serca i założył metalową grupę o nazwie Psion, z którą debiutuje minialbumem (bądź jak kto woli EP-ką) zawierającym 30 minutową porcję intrygującej muzyki.

Obok MacLeana w skład grupy wchodzi gitarzysta Nik Wolf, perkusista Jasper Barendregt (znany z grup Dodecahedron i Our Ocean) oraz wokalista Bryan Ramage, którego niektórzy znawcy tematu znają zapewne z formacji Cilice oraz z Ramage Inc.

Debiutancka płytka zespołu Psion zawiera cztery utwory: instrumentalny, bardzo epicko brzmiący i najbardziej progrockowy w swoim anturażu (a zarazem najkrótszy w tym zestawie – trwa zaledwie 3 minuty) temat „Entranced” oraz trzy następujące po nim solidne metalowe kawałki. Każdy z nich trwa około 9 minut. We wszystkich dominuje mocny, progmetalowy groove zawieszony w mrocznej i ciężkiej (naprawdę ciężkiej!) kinematycznej atmosferze. To muzyczna waga ciężka, acz ani przez chwilę nieuciekająca w stronę ekstremalnego doomu czy death metalu. Na szczęście.

Grają ciężej niż Haken, mniej progresywnie niż Dream Theater i mniej melodyjnie (no, może za wyjątkiem kompozycji „Recoil”) niż Threshold, ale w swoim brzmieniu mają to coś, coś takiego magnetycznego, że chce się ich słuchać bez końca. Grają głośno, ostro i bezkompromisowo. Ale ani przez moment nie schodzą w swej szalonej sonicznej gonitwie na manowce. Tom MacLean trzyma w ręku wszystkie sznurki, a niestroniący od growlu wokalista ma głos do złudzenia przypominający Daniela Gildenlöwa z Pain Of Salvation. Wszystko to każe mi sądzić, że grupa Psion powinna znaleźć wśród polskich fanów metalu podatny grunt dla swojej muzyki.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl