Reed, Robert - Sanctuary Live

Artur Chachlowski, Reed, Robert - Sanctuary Live

O dwóch płytach Roba Reeda „Sanctuary” (2014) i „Sanctuary II” (2016) pisaliśmy już obszernie na naszych małoleksykonowych łamach. Jak dobrze pamiętamy, na każdej z nich autor zamieścił po dwie 20-minutowe suity wzorowane na wielkich dziełach muzyki lat 70. Jak się okazuje, ten walijski kompozytor i instrumentalista (a zarazem lider i główny kompozytor w grupie Magenta) postanowił tym dwóm płytom, będącymi wielkim muzycznym hołdem dla twórczości Mike’a Oldfielda, nadać teraz nowy wymiar.

Reed zebrał kilku zaprzyjaźnionych muzyków (m.in. swoich kolegów z Magenty: Chrisa Fry’a i Christinę Booth), zaprosił na widownię swoich przyjaciół i w bardzo kameralnych warunkach słynnego Real World Studios 8 października ubiegłego roku dał jednorazowy koncert, w trakcie którego wykonał na żywo swoje wielkie muzyczne dzieło prawie w całości.

Już wyjaśniam dlaczego ‘prawie’. Otóż, drugą część części pierwszej suity „Sanctuary” Reed zagrał tylko w krótkim, czterominutowym fragmencie, będącym w istocie wokalnym popisem Angharad Brinn wykonującej niezwykłej urody wokalizę. Wszystko to po to, by na płycie CD zrobić miejsce utworowi „Willow’s Song”, który pierwotnie ukazał się dwa lata temu na EP-ce pod tym samym tytułem, a teraz zamieszczony został jako uzupełnienie koncertu wypełnionego muzyką z obu płyt „Sanctuary”.

Kilkunastoosobowa orkiestra pod przewodnictwem Roba Reeda wykonała w Real World Studios kawał solidnej roboty oddając w sposób selektywny ducha obu studyjnych płyt. Reed i spółka udowodnili, że na scenę da się przenieść wszelkie elektroniczne niuanse znane z wersji studyjnych. Zrobili to w sposób niezwykle przekonywujący, co sprawia, że tego niecodziennego koncertu słucha się doprawdy znakomicie. Zresztą dobra muzyka, a taką niewątpliwie jest cykl „Sanctuary”, broni się zawsze i w każdych warunkach.

Inna rzecz, że w tym miejscu musi pojawić się pytanie: ile można muzycznie eksploatować ten sam cykl? Czy zatem Rob Reed w przyszłości zaskoczy nas czymś nowym czy też powinniśmy się spodziewać ciągu dalszego w postaci „Sanctuary III”? 

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl