Major Parkinson - Blackbox

Artur Chachlowski, Major Parkinson - Blackbox

Nieznany mi wcześniej, a funkcjonujący już od kilkunastu lat, zespół Major Parkinson w październiku br. wydaje swój czwarty album zatytułowany „Blackbox”. Pewnie i teraz nie zwróciłbym na niego uwagi, gdyby nie to, że ukazuje się on nakładem renomowanej wytwórni płytowej Karisma Records (to dla niej nagrywa m.in. Airbag). I choć stylistycznie formacji Major Parkinson raczej daleko do większości płyt wydawanych przez tę norweską firmę, to nie ukrywam, że od samego początku „Blackbox” przykuł moją uwagę, mocno zaintrygował, aż w końcu najnormalniej w świecie zafascynował.

Ten siedmioosobowy zespół działający pod kierownictwem charyzmatycznego wokalisty Jona Ivara Kollbotna porusza się po szlakach, które przed laty przecierały zespoły Sisters Of Mercy, wczesny The Cure czy Kaizers Orchestra. Jest więc dość mroczno, lodowato zimno, chwilami depresyjnie, lecz niemal cały czas Major Parkinson brzmi po prostu epicko. Niskiemu głosowi Kollbotna, którego barwa i artykulacja przywodzi mi na myśl Toma Waitsa i Nicka Cave’a, przeciwstawiony jest słodki wokal gościnnie występującej na płycie „Blackbox” wokalistki zespołu Misty Coast, Linn Frøkedal (jej udział w czterech spośród dziewięciu utworów na płycie stanowi doskonały kontrast, a zarazem odpowiednią przeciwwagę do głębokiego szeptu i doomowych melorecytacji głównego wokalisty. Najlepszy, moim zdaniem, efekt daje to w kompozycji tytułowej). Teatralne, czasami zahaczające o musicalową estetykę, a nawet o symfoniczną awangardę, linie wokalne osadzone są na bardzo nowocześnie brzmiących ścieżkach instrumentalnych. Dużo tu syntezatorowej elektroniki, sampli, dźwięków techno, ale też mocno eksponowane są instrumenty smyczkowe (skrzypce, wiolonczele). Całość, aczkolwiek dość zróżnicowana pod względem stylistycznym (o czym za chwilę), brzmi zaskakująco spójnie, tajemniczo i magicznie.

Jak opisać muzykę grupy Major Parkinson? Wspomniałem już, że jest ona dość zróżnicowana. A przy tym nadspodziewanie spójna. Mamy tu epicką, industrialną kompozycję „Baseball” (to 10 minut prawdziwie porywającej muzyki), elementy muzyki techno („Night Hitcher”), kilka rewelacyjnie brzmiących miniaturek („Before The Helmets”, „Scenes From Edison’s Black Maria”), depresyjnie mroczną pieśń („Strawberry Suicide”), kilka zgrabnych piosenek – kandydatek na przebój („Lover, Lower Me Down!”, „Blackbox”), no i absolutny hit w postaci umieszczonej centralnie w środku płyty kompozycji utrzymanej w klimacie eksperymentalnego rocka: „Isabel – A Report To An Academy”. Nie mówiąc już o zaskakującym utworze „Madelaine Crumbles”, który zahacza o synth pop w stylu naszego… Franka Kimono skrzyżowanego z duetem Baccara. Ale proszę mi wierzyć, wbrew pozorom to wszystko ma swój sens i czyni z „Madelaine Crumbles” niesamowicie gustowną piosenkę. Nie sposób jej nie polubić już po jednym - dwóch przesłuchaniach.

Wszystko to powoduje, że traktuję grupę Major Parkinson jako jedno z moich największych prywatnych muzycznych odkryć ostatnich miesięcy, a płytę „Blackbox” odbieram jako fascynującą muzyczną przygodę zawieszoną gdzieś pomiędzy trans popem a dźwiękową psychozą, mroczną muzyczną poezją a ciemną stroną rocka. To zespół inny niż wszystkie inne, z niekonwencjonalnym podejściem do sztuki pisania wyrazistych, nieoczywistych i przy tym niesamowicie inspirujących kompozycji.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl