Kerzner, Dave - Static

Artur Chachlowski, Kerzner, Dave - Static

W materiałach informacyjnych dotyczących swojej nowej płyty Dave Kerzner pisze tak: "Static" to opera rockowa o rozrywkach, chaosie i zamieszaniu w życiu codziennym oraz o poszukiwaniu "statycznej ingerencji" w nasze umysły w celu odnalezienia szczęścia. Nie ukrywam, że po tak górnolotnej zapowiedzi z dużym zaciekawieniem przystępowałem do słuchania muzyki z nowej płyty Davida. Tym bardziej, że jego poprzednie dzieło „New World” było moim ulubionym albumem 2014 roku. Jednak muszę stwierdzić, że już od pierwszego przesłuchania z nową płytą Kerznera mam spory kłopot i nie lada orzech do zgryzienia.

Zresztą kłopoty były jeszcze przed samym jej wydaniem. Najpierw miała pojawić się jeszcze w sierpniu, lecz prace w studiu opóźniły się, a w dodatku wrześniowy atak huraganu Irma zmusił Dave’a Kerznera do ewakuacji taśm–matek oraz całego studia nagraniowego mieszczącego się na Florydzie. Koniec końców premiera albumu „Static” przesunęła się na październik i po bliższym zapoznaniu się z jego zawartością muszę z przykrością stwierdzić, że nie jest to tak dobry materiał jak poprzednia płyta Kerznera.

Kolejny kłopot to dźwięk. Mam wrażenie, że jest mniej selektywny, a brzmienie poszczególnych utworów jakby trochę ‘stłamszone” i zbyt ‘miękkie”. Powoduje to, że „Static” brzmi jakby był nagrany bez niezbędnego rockowego pazura. Chwilami aż prosi się, żeby w poszczególne utwory wpuścić więcej życia. Co więcej, jakość materiału jest co najmniej o stopień niższa od tego, do czego Kerzner przyzwyczaił nas na płycie „New World”. Czyżby wtedy zawiesił sobie poprzeczkę zbyt wysoko?

Kolejna sprawa, to temperatura emocji zawartych na płycie „Static”. Choć jest na niej kilka niezłych momentów, to nie jest to album, przy którym można poczuć się wgniecionym w fotel, podczas słuchania wypieki tylko z rzadka pojawiają się na twarzy, a po jego zakończeniu nie szuka się opadniętej szczęki po podłodze. Na wyróżnienie zasługuje niewątpliwie kompozycja tytułowa, w której w dwugłosie wraz z Kerznerem pojawia się nasza rodaczka Ewa Karolina Lewowska. Fajny jest też utwór „Dirty Soap Box” z jak zawsze ognistą solówką gościnnie występującego tu Steve’a Hacketta oraz fajnymi przejściami na perkusji Nicka D’Virgilio. Podobać może się też nagranie „Reckless”. No, może jeszcze „Trust”…

Niestety, pozostałe utwory nie są tak dobre. Trochę nijakie „Millenium Man” i „Chain Reaction”, nieco rozmyty „State Of Innocence”, nie wiedzieć jaką pełniące rolę ‘przerywniki’ „Quiet Storm” i „Right Back To The Start” oraz mimo wszystko rozczarowująca, chwilami ciągnąca się jak flaki z olejem, obowiązkowa suita (blisko 17 minut!) „The Carnival Of Modern Life”, rozczarowują. Owszem, nie ma tu ani jednego totalnie chybionego numeru, ale nie ma też śmiałych wzlotów, jak było to w przypadku pamiętnych utworów „Stranded”, „Nothing”, „The Lie” czy „New World” na poprzedniej płycie.

Tak czy inaczej, „Static” nie rzucił mnie na kolana jak było to trzy lata temu w przypadku poprzedniej płyty Dave’a. Ten album ma swoje momenty, długimi chwilami ma też swój klimat, ale jako całość – od pierwszej do siedemdziesiątej czwartej minuty – raczej nie porywa. Obiektywnie jednak wydaje mi się, że to płyta na co najmniej 6, a może i 7 gwiazdek w dziesięciopunktowej skali, ale na kolana przed nią jakoś nie padłem. No cóż, nie zawsze jest niedziela i nieczęsto pojawiają się płyty takiego kalibru, jak „New World”. Piszę to trochę z żalem, gdyż nie ukrywam, że od albumu „Static” oczekiwałem trochę więcej.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl