Circu5 - Circu5

Artur Chachlowski, Circu5 - Circu5

Circu5 to projekt utworzony przez brytyjskiego multiinstrumentalistę, Steve'a Tillinga. Jest on człowiekiem-orkiestrą, który gra na tej płycie praktycznie na wszystkich instrumentach. Jednak w kilku (niewielu) fragmentach na płycie przewijają się tak znane nazwiska muzycznych gości, jak Dave Gregory (XTC, Big Big Train), Phil Spalding (GTR), Johnny Warman (zespół Petera Gabriela) i Andy Neve (zespół Steve’a Hacketta).

Album jest dziełem koncepcyjnym, na którym opowiadana jest historia dziecka wychowanego na psychopatę w tajnej organizacji rządowej, która ma na celu wykorzystanie go do swoich niecnych celów. Bohater odkrywa prawdę jako dysfunkcjonalny dorosły i wiąże się to z przerażającymi katastrofalnymi konsekwencjami.

Płyta podzielona jest na dwie części: w pierwszej, złożonej z siedmiu powiązanych ze sobą muzycznie utworów słyszymy rockowe granie, które często określa się mianem ‘straightforward’, a więc cechujące się dynamizmem, wykopem i sporym muzycznym zróżnicowaniem: otwierający płytę temat „Coming Gome” czy utwory „Days Erased” oraz „Strings” to typowo balladowe nagrania, podczas gdy na przykład „My Degenerate Mind” i „Stars” to już bardziej ekstremalne metalowe granie. Progrockowych ortodoksów zaciekawi na pewno „The Amazing Monstrous Grady”, który ze swoją charakterystyczną melodyczną zmiennością kojarzyć się może z niektórymi produkcjami Devina Townsenda.

Druga połowa albumu to pięcioczęściowa, trwająca ponad 21 minut, suita „The Chosen One”. To już utrzymana w duchu nowoczesnego prog rocka mieszanka różnorodnych akustycznych segmentów i brawurowych rozwiązań melodycznych, które mogą kojarzyć się z monumentalnymi kompozycjami Spock’s Beard. Nie wiem czemu, ale ilekroć słucham akurat tego fragmentu płyty w uszach pojawiają mi się skojarzenia ze suitą „A Guy Named Sid” z pierwszej płyty Spocksów bez Neala Morse’a „Feel Euphoria” (2003). Tak czy inaczej, jest to bardzo ciekawy fragment albumu Steve’a Tillinga, którego słucha się z niekłamaną przyjemnością.

Muzyczny wydźwięk całości, ze względu na swoje liczne smaczki konstrukcyjno-aranżacyjne oraz na wokal Tillinga, którego barwa głosu niekiedy wydaje się wręcz bliźniacza do Johna Mitchella, budzi też skojarzenia z projektem o nazwie Lonely Robot. Pamiętacie płyty „Please Come Home” (2015) i „The Big Dream (2017)? Na „Circu5” stylistycznie nie jesteśmy wcale daleko.

Jak na debiutanckie dzieło album „Circu5” robi niezłe wrażenie. Wysoki poziom muzyczny połączony z intrygującym konceptem oraz ze świetnym opakowaniem (gruby digipak z kilkudziesięciostronicową książeczką oraz kilkoma gadżetowymi niespodziankami dla tych, którzy zechcą wgryźć się głębiej w historię opowiadaną na płycie) powinna zainteresować zarówno fanów progresu, jak i współczesnego, ocierającego się o alternatywę, hard rocka. 

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl