Wetton, John - Akustika / Akustika II

Artur Chachlowski, Wetton, John - Akustika / Akustika II

Mija właśnie 9 miesięcy odkąd z tego świata odszedł John Wetton. Muzyk, który jeszcze za życia dla wielu, w tym dla niżej podpisanego, stał się żywym symbolem tego, co w roku progresywnym najlepsze, najpiękniejsze i najwspanialsze. Zmarł 31 stycznia pod długiej walce z chorobą, w której towarzyszyliśmy mu ściskając kciuki, by wszystko potoczyło się dobrze, by John wrócił do zdrowia, by jeszcze nieraz zachwycił nas swym śpiewem na niejednej nowej płycie… Nie udało się. Stało się inaczej. Dołączył do Największej Orkiestry Świata…

W tym roku, już po jego śmierci, ukazało się kilka płyt z jego udziałem. Wydana w lutym koncertowa „Symfonia – Live In Bulgaria 2013” grupy Asia wcale nie miała być albumem pośmiertnym. Ale się nim stała. Podobnie jak „Urban Psalms” innego projektu, w który zaangażowany był John, Icon. Teraz wznowiona została „Akustika” – płyta znana już od prawie 20 lat pod tytułem „Akustika – Live In Amerika” zawierająca fragmenty akustycznych występów Wettona z października 1993 roku. Wznowiony materiał nie tylko został zremasterowany, ale dołożono doń drugi akustyczny krążek zawierający nigdy do tej pory niewydany na płycie koncert zarejestrowany w Springfield w stanie Massachusetts w trakcie konwencji fanów fantastyki United Fan Con, która odbyła się 11 listopada 2003 roku. Ten drugi krążek został umownie zatytułowany „Akustika II – Return To Amerika” i zawiera ponad godzinę kameralnej muzyki, którą nie sposób inaczej określić, jak stylowa, klimatyczna, przewspaniała, ponadczasowa, fantastyczna…

Można powiedzieć, że podobnych koncertów Wettona ukazało się na płytach sporo. Ale nieprawda. Ten jest wyjątkowy. Z kilkoma repertuarowymi niespodziankami (m.in. „Walking On Air”, „Meet Me At Midnight”, „Woman”, długą instrumentalną introdukcją do „Book Of Saturday”) oraz zaskakujący tym, że głównym instrumentem, na którym grał Wetton była nie gitara, a… fortepian. Dzięki temu zabiegowi nawet najbardziej znane i oczywiste utwory z jego bogatego dorobku nabrały zupełnie nowego, niepowtarzalnego wymiaru.

Scena. Na niej jeden Człowiek. Jeden instrument. I głos. Niezapomniany, choć wiemy, że już nic nowego nam nie zaśpiewa… Ciągle mi go brakuje. Gardło wciąż ściśnięte z żalu… W oczach łzy. Magiczna atmosfera. Przepiękny koncert…

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl