Emerson, Keith - Emerson Plays Emerson

Artur Chachlowski, Emerson, Keith - Emerson Plays Emerson

Półtora roku po śmierci wybitnego pianisty fundacja The Keith Emerson Estate, zajmująca się zarządzaniem prawami autorskimi do dzieł pozostawionych przez członka legendarnego tria Emerson Lake And Palmer, zadecydowała o wznowieniu jego mało znanych utworów skomponowanych na fortepian. Album „Emerson Plays Emerson” ukazał się pierwotnie w 2002 roku (w bardzo ograniczonym nakładzie) i nawet dla największych znawców twórczości Keitha  wciąż jest on prawdziwym biały krukiem.

Zarządzający fundacją starszy syn Keitha, Aaron Emerson: "Od śmierci mojego ojca zostaliśmy wręcz zalani prośbami o ponowne wydanie albumu „Emerson Plays Emerson". Ten album był dziełem, w który tata włożył mnóstwo serca, więc zdecydowaliśmy się, że nie dokonamy w nim żadnych zmian i album będzie całkowicie wierny oryginałowi. Więc teraz w imieniu swoim, Jo i moich chłopców, Damona i jego rodziny, mojej matki Elinor, a także życiowej partnerki taty, Mari, chciałbym złożyć podziękowania Danielowi Earnshawowi, Martinowi Darvillowi i Stewartowi Youngowi za ciężką pracę, którą wykonali przy tym wznowieniu. Mam nadzieję, że ta płyta spodoba się Wam wszystkim”.

Co zatem znajdujemy na albumie „Emerson Plays Emerson”? Keith nie próbuje wygrać tutaj żadnych wyścigów, nie czaruje swoją niczym nieograniczoną ekspresją oraz nie stara się za wszelką cenę schlebiać gustom swoich fanów. Nie wbija też noży w klawiaturę, a jedynie demonstruje swoje przeogromne umiejętności techniczne. Oraz wszechstronność. 22 muzyczne tematy, które znalazły się w programie albumu to znane już z płyt ELP kompozycje („Honky Tonk Train Blues”, „Close To Home” czy „Creole Dance” Ginastery), fragmenty ścieżek dźwiękowych, które Keith skomponował do kilku filmów oraz liczne kompozycje, szkice i motywy, które napisał on przez lata i nie wykorzystał na wcześniejszych płytach. Muzyka na płycie płynie delikatnie od jednego utworu do drugiego, skacze od jednej do drugiej epoki, od jednego gatunku do drugiego. Dużo tu nowoorleańskiego bluesa, sporo jazzu, jest boogie woogie, a nawet be-bop, jest duch klasycznej muzyki Gershwina, ale są też liczne łagodne, a nawet liryczne tematy.

Jeżeli ktoś myśli, że Keith i jego żywiołowe, pełne ekspresji granie, z którego zawsze słynął podczas pracy w ELP, te wszystkie improwizacje, swoboda interpretacyjna, bogata rytmika, skokowo rozwijane melodie i przyspieszone frazy są zawsze w centrum jego zainteresowania, ten powinien posłuchać niezwykle romantycznych fragmentów, jak „Solitudinous”, „Hammer It Out”, Barrelhouse Shakedown” czy też „Prelude To Candice”. Myślę, że w takich właśnie utworach Keith najlepiej demonstruje, że zawsze miał w sobie prawdziwą wrażliwość romantyka, niesamowicie wrażliwą duszę oraz niegraniczone wręcz muzyczne upodobania.

Słuchając tej płyty obcujemy praktycznie tylko z Keithem Emersonem. I to w niezwykle kameralnej atmosferze. Z nim i jego talentem. Oraz fortepianem, który pełni rolę przekaźnika pomiędzy jego geniuszem kompozytorskim, a uszami słuchacza. Przepiękna to płyta. Warto po nią sięgnąć w tak smutny dzień, jak dzisiaj… A dzisiaj, gdyby Keith żył, obchodziłby swoje urodziny...

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl