Shadow Ray - Eyes, Gleaming Through The Night

Artur Chachlowski, Shadow Ray - Eyes, Gleaming Through The Night

Dziś rzecz z zupełnie nie-progresywnej i nie-rockowej bajki. A z jakiej? To, z czym mamy do czynienia na płycie „Eyes, Gleaming Through The Night” najlepiej nazwać nowoczesnym popem przesyconym bogatą porcją elektroniki. Dlaczego zatem ten album na łamach MLWZ.PL? O wszystkim zaraz opowiem. A więc po kolei...

Pod pseudonimem Shadow Ray ukrywa się duński muzyk, wokalista i kompozytor Anders Holst. Cieszy się on sporym uznaniem na kopenhaskiej scenie undergroundowej, brał udział w licznych muzycznych projektach, spośród których najbardziej znane to Won’t Lovers Revolt Now, Ektoplasma, Bog Bodies czy też eksperymentalny gitarowy sekstet Cirklen. Płyta zatytułowana „Eyes, Gleaming Through The Night” jest jego solowym debiutem. Zawiera ona minimalistyczną muzykę, którą można by umiejscowić tak w okolicach mrocznego alternatywnego popu wymieszanego z ambientem i podlanym gęstym sosem elektroniki. Osiem utworów, które wypełniają jej program to bardzo oszczędne, klimatyczne granie z mrocznymi dźwiękami gitar, nieregularnymi plamami syntezatorowych dźwięków oraz spokojnym, uduchowionym głosem Andersa.

Na płycie jest mnóstwo eksperymentów dźwiękowych, poszczególne utwory wymykają się tradycyjnym ramom piosenek (choć jest kilka, jak „Sick” czy „Dreams Of Falling”, którym najbliżej do tradycyjnie rozumianego piosenkowego formatu) sporo tu rozmarzonych fragmentów, malowniczych obrazów dźwiękowych, ale nie brakuje też i momentów wypełnionych nieznośną kakofonią.

Produkcje firmowane przez Shadow Ray można też próbować określić jako dźwiękowe szkice, w których pojawia się elegijny śpiew. De facto, produkcje Shadow Ray wymykają się wszelkim klasyfikacjom. Ta płyta niewątpliwie wymaga cierpliwości, spokoju i odpowiedniego zestrojenia się z otaczającym światem, ale odpłaca się swoją głęboko ukrytą magią, którą odkryć można dopiero przy którymś z kolei przesłuchaniu. Jest w tej muzyce taki tajemny element, który wciąga i nie pozwala przejść wobec niej obojętnie. Jest też w niej coś niepokojącego, coś co potęguje strach przed bliższym poznaniem. Ale jako całość „Eyes, Gleaming Through The Night” działa jak magnes. Przyciąga. Albo jak narkotyk. Nie zaznasz spokoju, dopóki nie spróbujesz.

Dziwna to płyta. Rzecz z zupełnie innej bajki…

MLWZ album na 15-lecie
MojaFabryka.pl