Klan - Chmura nad miastem

Artur Chachlowski, Klan - Chmura nad miastem

Jak ważna dla polskiego rocka była grupa Klan, tego Czytelnikom naszego portalu nie muszę wyjaśniać ani przypominać. Niewtajemniczonych odsyłam do Wikipedii, bądź też do naszej małoleksykonowej recenzji wydanego sześć lat temu albumu „Laufer”, który był udaną próbą nawiązania do legendarnego, wydanego w 1971r. longplaya „Mrowisko” – przez ekspertów uważanego za prawdziwy okręt flagowy stawiającego wówczas swe pierwsze kroki na ziemiach polskich progresywnego rocka.

Wydany pod koniec ubiegłego roku przez GAD Records album zatytułowany „Chmura nad miastem” opatrzony jest wiele mówiącym podtytułem: „1972-1994 lost & found recordings”. Zgodnie z nim jest on zbiorem niepublikowanych nagrań lidera Klanu, Marka Ałaszewskiego, zrealizowanych solo lub z różnym inkarnacjami jego zespołu w trakcie dwóch dekad: 1972 - 1994. Ma rację Michał Wilczyński, który we wprowadzeniu do tej płyty pisze: „Marek Ałaszewski to twórca jedyny w swoim rodzaju. Wszechstronny malarz o ekspresyjnej kresce i zaskakującej wyobraźni. Muzyk, który zawsze kroczył niejako obok głównego, mocno już wydeptanego traktu”. W rzeczy samej, tak właśnie było. I jest. Mamy okazję przekonać się o tym na własne uszy, słuchając tych nieznanych nagrań, które dobitnie świadczą, iż Klan i jego lider zawsze znajdowali się poza głównym nurtem, jakim podążał polski big bit i rock, najpierw w ambitnych i sprzyjających erupcji genialnych pomysłów latach 70., a potem w trakcie wielkiego boomu lat 80., czego absolutnie nie należy traktować jako przytyk pod adresem twórczości Ałaszewskiego, lecz jako… zdecydowany plus. Także, czy może przede wszystkim, z artystycznego punktu widzenia.

Po rozpadzie Klanu, co nastąpiło tuż po wydaniu „Mrowiska”, Marek Ałaszewski dzielił czas między muzykę i swoją drugą pasję – malarstwo. Koncertował sporadycznie, jednak od czasu do czasu rejestrował swoje nowe kompozycje utrzymane w dość sporym spektrum stylistycznym. Znalazło się wśród nich miejsce na psychodeliczno-rockowe pejzaże („Chwila nadziei”, „Ostatnie prześwity pamięci”), urzekające ballady („Ballada dla ludzi zmęczonych” czy „Płyną łzy” – chciałoby się napisać, że wzorowane nieco na Hackettowskim „Blood On The Rooftops”, ale nagranie to pochodzi z 1972r., a więc jest o kilka lat starsze niż pamiętna genesisowska płyta „Wind And Wuthering”), epickie, pełne orkiestrowego instrumentalnego rozmachu utwory („Tryptyk”), piosenki bogato aranżowane na dęciaki i nagrywane ze współudziałem Orkiestry Rozrywkowej PRiTV („Shut Up”), a nawet odrobinę zaskakującego rapu („Kawiarz” z 1994 roku)… Całość uzupełniona jest dwoma utworami nagranymi na żywo w studiu radiowej Trójki w trakcie koncertu z kwietnia 1992r. z okazji Międzynarodowego Dnia Ziemi („Should Be” i „Po co mi ten raj” – oba z wydanej w tamtym czasie drugiej studyjnej płyty Klanu pt. „Po co mi ten raj”).

Wszystko to znaleźć można na tym bardzo interesującym przekrojowym albumie. Adresowany jest on nie tylko do zgorzałych fanów grupy Klan. Nie tylko dla sympatyków zakurzonych archiwów polskiego rocka. Lecz przede wszystkim dla wytrawnych miłośników Dobrej Muzyki.

Naprawdę warto kupić sobie tę płytę. Dochód ze sprzedaży albumu „Chmura nad miastem” w całości przeznaczony jest na rehabilitację Marka Ałaszewskiego, który po ciężkim udarze przeszedł niedawno dwie poważne operacje.

MLWZ album na 15-lecie
MojaFabryka.pl