Galahad - Seas Of Change

Artur Chachlowski, Galahad - Seas Of Change

Premierową płytę grupy Galahad zatytułowaną "Seas of Change" można w pewnym sensie nazwać stylistyczną kontynuacją klimatów znanych z ubiegłorocznego albumu "Quiet Storms", który zawierał piętnaście krótkich utworów opatrzonych oszczędnymi i nienarzucającymi się aranżacjami. Pod względem samej konstrukcji "Seas of Change" stoi jednak na przeciwległym biegunie, gdyż składa się tylko z jednego, trwającego czterdzieści trzy minuty, utworu tworząc pełną, niczym nieograniczoną zwartą całość utrzymaną w typowym galahadowskim progresywno-rockowym klimacie.  

Stylistycznie album "Seas of Change" jest hybrydą zawierającą tradycyjne, utrzymane w podniosłym nastroju elementy brzmieniowe przypominające muzykę ze starszych płyt Galahadu, a jednocześnie inkorporującą w siebie ciężkie dźwięki gitar i bardzo nowoczesne, niekiedy (ale nie za często) zahaczające wręcz o techno (sic!), brzmienia instrumentów klawiszowych. Ale przecież dla Galahadu to żadne novum.

"Seas of Change" to także pierwszy album Galahadu z udziałem Lee Abrahama grającego na gitarach. Zajął on miejsce wieloletniego członka zespołu, obecnego na wszystkich dotychczasowych płytach Galahadu, Roya Keywortha. Tak naprawdę jest to powrót Lee Abrahama do zespołu, gdyż z powodzeniem funkcjonował on już w jego składzie (jako basista) od 2005 do 2009 roku, kiedy to zagrał m.in. na jednym z najbardziej udanych albumów grupy - "Empires Never Last”. Lee wyraźnie zaznaczył swój udział na „Seas Of Change”. Jego styl jest odrobinę inny od Keywortha, ale ten własny odcisk brzmieniowej pieczęci nie tylko świetnie wpisuje się, ale i ubogaca znane od lat charakterystyczne brzmienie Galahadu.

Jako ciekawostkę trzeba podkreślić, że na albumie "Seas of Change" odnotowujemy pierwszy od lat występ, także powracającego do zespołu basisty Tima Ashtona. Poprzednio na studyjnym albumie grupy Galahad zagrał on na płycie "Nothing Is Written" w 1990 roku!

„Starym” członkom grupy (Stuart Nicholson – śpiew, Spencer Luckman – perkusja, Dean Baker – instrumenty klawiszowe) towarzyszy jeszcze równie „stara” (choć przecież nie wypada tak pisać o kobiecie), przyjaciółka zespołu, Sarah Bolter, która pojawia się tu i ówdzie ozdabiając brzmienie Galahadu partiami granymi na flecie, klarnecie i saksofonie sopranowym.

Całość została zmontowana i zmiksowana w Thin Ice Studios przez znakomitego inżyniera i producenta dźwięku, Karla Grooma, którego znamy z występów w progmetalowej formacji Threshold oraz z producenckiej pracy przy płytach grup Pendragon i Arena.

Tyle informacji natury ogólnej. A reszta? Reszta jest muzyką. A właściwie jednym długim nieprzerwanym 43-minutowym muzycznym dziełem (w wersji LP kompozycja „Seas Of Change” siłą rzeczy podzielona jest na dwie części), które ani trochę nie rozczarowuje, a przy każdym kolejnym przesłuchaniu narasta w bardzo pozytywny sposób. Oczywiście tak skonstruowanej płyty nie słucha się może zbyt wygodnie, gdyż mimowolnie jest się skazanym na nieprzerwany odbiór całości. Ale myślę, że to dobrze, gdyż już po trzech – czterech przesłuchaniach ma się wrażenie dobrego zaznajomienia z materiałem wypełniającym ten krążek. I nadal chce się go poznawać bliżej. Tym bardziej, że jest na nim sporo niespodzianek, jak na przykład bardzo długa introdukcja, w którym oprócz samej muzyki słyszymy uroczysty toast za „niepewną acz pełną wyzwań przyszłość” (toast wygłasza Peter Watson) oraz głos radiowego spikera (Andrew Wild), który informuje o „ogromnej niechęci i skrajnej wrogości panującej w kraju” (sądząc po obrazkach w książeczce chodzi o Brytanię, ale po przestudiowaniu tekstów wydaje mi się, że jako żywo opisują one sytuację nieufności, niechęci i wrogości panującą w naszym społeczeństwie). Ta niespotykanie długa ekspozycja powoduje, że śpiew Stuarta Nicholsona słyszymy dopiero w siódmej minucie trwania płyty. Dla bardziej zniecierpliwionych słuchaczy (a także zapewne dla rozgłośni radiowych) zespół przygotował dwa kilkuminutowe edity zatytułowane umownie „Smoke” i „Dust”, które są całkiem niezłą „singlową” wizytówką całej płyty.

W historii zespołu Galahad album „Seas of Change” nie jest pierwszą próba zmierzenia się z tak długą formą muzyczną. W 2002 roku ukazał się album „Year Zero” będący zbiorem zmiksowanych bez żadnych przerw kilkunastu utworów. Jeżeli pamiętacie, to pewnie zgodzicie się ze mną, że ten pomysł sprawdził się wtedy całkiem dobrze. Ale musicie wiedzieć, iż teraz, w przypadku albumu „Seas Of Change”, wszystko prezentuje się jeszcze lepiej. 

MLWZ album na 15-lecie