Plenty - It Could Be Home

Artur Chachlowski, Plenty - It Could Be Home

Wobec tej płyty można śmiało użyć określenia „odnaleziony skarb muzyki artpopowej’. Plenty – to nazwa założonej w 1986 roku w Liverpoolu pierwszej grupy popularnego wokalisty Tima Bownessa funkcjonującej jeszcze w czasach sprzed No-Man. Zaś „It Could Be Home”… No właśnie. Najlepiej byłoby określić to wydawnictwo ‘debiutanckim albumem sprzed 30 lat z utworami wydanymi po raz pierwszy na płycie CD’. Jego premierę wytwórnia Karisma Records przewiduje na 27 kwietnia br.

Nagrania te pewnie nigdy nie ujrzałyby światła dziennego, gdyby nie spotkanie po latach członków-założycieli (Tim Bowness, Brian Hulse i David K. Jones), którzy w 2016 i 2017 roku ponownie nagrali katalog piosenek Plenty z lat 80. i postanowili ukończyć album, który mieli nadzieję wydać trzy dekady wcześniej. Podczas ponownego pisania tekstów i usprawniania aranżacji poszczególnych utworów, zespół pozostał wierny zarówno duchowi oryginalnych nagrań, jak i epoce, w której utwory zostały skomponowane. Dlatego niech nikogo nie dziwi, że na albumie „It Could Be Home” słychać wyraźne wpływy takich formacji, jak The Blue Nile, Talk Talk i Prefab Sprout, oczywiście z wyraźnym odciskiem pieczęci, jaki daje charakterystyczna barwa głosu oraz wokalna artykulacja Bownessa. Znamy ją doskonale z płyt duetu No-Man, jak i jego ostatnich solowych albumów. Nie brakuje jej też tutaj. Na albumie „It Could Be Home” słyszymy na przemian electro-popowe hymny oraz wzruszające ballady i piosenki nasączone ambientowymi eksperymentami, które w zasadzie stały się prawdziwym trademarkiem twórczości Tima Bownessa. Różne odcienie jego śpiewu, potężne brzmienie basu Jonesa i pomysłowe partie gitarowe Hulse’a, a także wszechobecna pulsująca elektronika pchają muzykę Plenty na terytoria, które królowały w brytyjskim art popie lat 80. Album „It Could Be Home” został zmiksowany przez norweskiego producenta Jacoba Holm-Lupo (White Willow, The Opium Cartel), który dorzucił od siebie kilka magicznych nut, zaś masteringiem zajął się znany z płyt No-Man skrzypek Steve Bingham.

Album „It Could Be Home” zawiera 10 premierowych utworów, wśród których największą niespodzianką jest mocno podbita elektroniką przeróbka ballady Rolling Stonesów „As Tears Go By”, która we wspaniały sposób otwiera to wydawnictwo. Reszta to już autorskie piosenki członków Plenty, pośród których wyróżniają się: rozmarzone nagranie tytułowe, obdarzona postpunkową energią „Hide And Climb” oraz „Foolish Waking” i „Strange Gods” – oba zawieszone w ponadczasowej muzycznej melancholii. Wszystkie nasączone są pokaźnym pierwiastkiem sentymentalizmu do electro-popowej ery lat 80. W zestawie tym pojawia się jeden całkowicie nowy utwór. W odróżnieniu od reszty nagranie zatytułowane „The Good Man” powstało niedawno, bo w trakcie ubiegłorocznej sesji nagraniowej. I też należy ono do wyróżniających się punktów programu tej płyty.

Muzyczny skarb odkryty na nowo? Z pewnością tak. Szczególnie sympatycy głosu Tima Bownessa będą wniebowzięci.

MLWZ album na 15-lecie