Howlin' Sun - Howlin' Sun

Artur Chachlowski, Howlin' Sun - Howlin' Sun

Howlin' Sun to kolejny norweski zespół, który udowadnia, że dobry ​​rock wciąż pozostaje żywy i wciąż ma swoich ambitnych amatorów. Kwartet pochodzi z Bergen - miasta-wylęgarni młodych norweskich talentów i na swojej debiutanckiej płycie łączy elementy brytyjskiego rocka przełomu lat 60. i 70. oraz amerykańskiego gitarowego heavy rocka, co w efekcie daje blisko 40 minut klasycznie brzmiącej rockowej muzyki (rozmiary czasowe płyty to także nawiązanie do klasycznej ‘winylowej’ ery). Innymi słowy, Howlin’ Sun gra ciężkiego, osadzonego na bluesie rocka lat 70., którego niesamowicie mocną stroną są instrumentaliści, a ich płyta brzmi jakby została zarejestrowana w studiu na żywo, na tak zwaną „setkę”.

Trzeba podkreślić, że pomimo młodego wieku muzycy tworzący grupę Howlin’ Sun są wyraziście prezentującymi się osobowościami. Wokalista Tor Erik Bjelde swoim charyzmatycznym śpiewem powoduje, że słucha się go jakby był scenicznym dzieckiem Roberta Planta i Jima Morrisona, zapatrzony w Hendrixa gitarzysta Magnus Gullachsen gra niesamowicie energetyczne riffy i chropowate solówki, które osadzone są w solidnym brzmieniu sekcji rytmicznej: Torgrim Nåmdal (perkusja) i Pieter Ten Napel (gitara basowa).

W dobie mody na retro rocka oraz prawdziwego wysypu zespołów, które stylem prezentowanej przez siebie muzyki nawiązują do klasycznych brzmień sprzed 40-50 lat, grupa Howlin’ Sun posiada w sobie pewien trudny do zdefiniowania element, który sprawia, że ​​zdecydowanie wyróżnia się z tłumu. Ich kompozycje to krótkie, zazwyczaj trzyminutowe, dynamiczne, mocno osadzone w organicznym brzmieniu utwory, które mogą sugerować, że wykonuje je grupa z Zachodniego Wybrzeża Stanów, a nie z zimnej Norwegii. Sporo tu amerykańskich wpływów („Hitchhiker Of Love”, "A Little Bit Of Rain"), trochę surf rocka ("Strange Night"), klasycznego bluesa („The Day Took My Sunshine Away”) oraz rocka psychodelicznego ("Yellow Lit Road"). Zespół Howlin’ Sun w każdej nucie, w każdym takcie i w każdej frazie z premedytacją odwołuje się do brzmień sprzed lat, nie stosuje elektroniki, ani też innych współczesnych zdobyczy techniki nagraniowej, co więcej, w jego muzyce pobrzmiewa programowa niedoskonałość i pewnego rodzaju „nieuczesanie”, lecz słuchając tego debiutu nie sposób nie zwrócić uwagi na ewidentną świeżość, jaką grupa Howlin’ Sun wnosi swoim pełnym entuzjazmu graniem.

Pytanie: co dalej? Bo o ile w przypadku debiutanckiej płyty można wybaczyć młodej grupie programową wtórność i artystyczne nieuporządkowanie, to album numer 2 utrzymany w podobnym stylu może już nie spotkać się z taką przychylnością krytyków i słuchaczy…

www.apollonrecords.no 

MLWZ album na 15-lecie