Downriver Dead Men Go - Departures

Artur Chachlowski, Downriver Dead Men Go - Departures

Nakładem wytwórni Freia Music ukazał się nowy album grupy Downriver Dead Men Go pt. „Departures”. Jego premiera przypada niecałe trzy lata po tym, jak w MLWZ odkryliśmy dla potrzeb polskiej publiczności talent tej niewątpliwie bardzo ciekawie prezentującej się postrockowej formacji.

Trzy lata temu omawiając płytę „Tides” pisałem: „To nie czysty progres, a raczej coś z pogranicza rocka alternatywnego i post rocka. Album wypełniony jest melancholijnie brzmiącą i bardzo klimatyczną muzyką. (…) Album idealny do wyciszenia, do refleksji i do kontemplacji”.

Nie myliłem się. Bo oto albumem „Departures” holenderski zespół ponownie demonstruje swoją niewątpliwą łatwość do pisania klimatycznych, a przy tym głęboko zapadających w pamięć kompozycji. Kompozycji spokojnych, zanurzonych w onirycznym klimacie, kontemplacyjnych, wysmakowanych i dystyngowanych. Ale też mrocznych, chwilami wręcz przygnębiających z wyraźnie przewijającym się tu i ówdzie akcentem stylu dark wave. Cała nowa płyta posiada spory ciężar gatunkowy, a poszczególne kompozycje, choć często mające przecież depresyjny wymiar, są przy tym piękne jak nigdy. Działają na emocje i pobudzają wyobraźnię. Długimi chwilami odnosi się wrażenie, że muzyka Downriver Dead Men Go, a właściwie jest unikatowa atmosfera - z jej całym subtelnym niepokojem, onirycznym charakterem, tajemniczym wydźwiękiem oraz klimatem pełnym niedopowiedzeń, niejasności i nieoczywistości - jak ulał pasowałaby do soundtracków filmów Davida Lyncha. Tak podawana muzyka pozostawia wyobraźni słuchaczowi ogromne pole do popisu. Nęci go, podsyca i zabiera w pełną mroku i nostalgii muzyczną podróż. Odnoszę wrażenie, iż Holenderscy muzycy są prawdziwymi mistrzami w tej dziedzinie.                                        

O sile tego wydawnictwa stanowi kilka wybitnie hipnotyzujących utworów, jak na przykład „Mother”, „Home”, Familiar Face”, epicki (14 minut rewelacyjnego postrockowego grania) „Uncertainty” czy pełna licznych orientalizmów kompozycja tytułowa. Trzeba jednak przyznać, że praktycznie każdy z 9 utworów wypełniających zawartość tej płyty jest gwoździem jej programu. Tak mocne to utwory. A najlepiej brzmią w całości, gdy słucha się ich jako jednego 70-minutowego ciągu absolutnie urzekających dźwięków.

Na koniec wymieńmy nazwiska tych pięciu utalentowanych ludzi, którzy tworzą grupę Downriver Dead Men Go: Gerrit Koekebakker – śpiew, gitary, Michael Varkevisser – gitara, śpiew w chórkach, Fernandez Burton – gitara basowa, Manuel Renaud – perkusja oraz Remco den Hollander – instrumenty klawiszowe. Panowie, duże brawa za taki album! Należą się one każdemu z Was z osobna i wszystkim Wam razem.

MLWZ album na 15-lecie