IO Earth - Solitude

Artur Chachlowski, IO Earth - Solitude

IO Earth to jeden z najbardziej niedocenianych (niesłusznie!) i prawie w ogóle nieznanych w naszym kraju (nie wiem czy gdzieś poza MLWZ można o tej grupie usłyszeć) zespołów progrockowych z Wielkiej Brytanii. Dlaczego tak się dzieje? Nie mam pojęcia. Być może dlatego, że IO Earth nie jest związana z żadną wytwórnią płytową i znalezienie jakiejkolwiek informacji o tej formacji graniczy z cudem. Albo wymaga odrobiny wysiłku. A z tym – gdy internet podaje praktycznie na wszystko jak na tacy – wiadomo, różnie bywa. W każdym razie z góry chciałbym pogratulować tym wszystkim, którzy podjęli wysiłek i postarali się wejść w posiadanie płyty „Solitude”. Bo mają oni w ręku murowanego pewniaka do Top 10 najlepszych progrockowych płyt AD 2018. I mówię to bez krzty przesady. Ci zaś, którzy o IO Earth wciąż jeszcze nie słyszeli – mają czego żałować. Być może niniejsza recenzja zachęci ich do zapoznania się z tą naprawdę rewelacyjną płytą.

Dla przypomnienia: na naszych łamach śledzimy losy tej brytyjskiej formacji niemal od samego początku jej istnienia. A będzie tego chyba już z 10 lat, w trakcie których ukazały się trzy płyty studyjne i jedna koncertowa. „Solitude" to najnowszy krążek grupy IO Earth i pod wieloma względami jest on kontynuacją bardzo dobrze przyjętego poprzedniego albumu tego zespołu „New World” (2015). Pod wieloma względami to także stylistyczne nawiązanie do wcześniejszej płyty „Moments” (2012), lecz trzeba wiedzieć, że najnowsza porcja muzyki IO Earth to album najbardziej spójny ze wszystkich. Także najbardziej dojrzały, najbardziej dopracowany i do tego wypełniony wspaniałymi kompozycjami. Mrocznymi, gęstymi od bogactwa dźwięków, pełnymi orkiestracji oraz wspaniałych melodii i harmonii. Na płycie znajdujemy osiem utworów. Każdy o długości około 10 minut i trzeba przyznać, że w tym tak bardzo rozbudowanym formacie grupa IO Earth czuje się jak ryba w wodzie.

W nowych utworach IO Earth mamy wszystko: symfoniczny rozmach (liczne, genialnie brzmiące orkiestracje), metalowe konotacje (ciężkie gitarowe riffy), prawdziwe emocje (niesamowity wokal nowego nabytku w zespole – pani Rosanny Lefevre), świetne melodie, podniosły nastrój, szczyptę melancholii i niesamowicie mocarne brzmienia przeplatane delikatnymi liniami melodycznymi. Uczta dla uszu. Epickość. Nastrój niezwykłości. Gdybym miał wymienić najlepsze otwory na płycie, miałbym z tym spory problem. Nie dlatego, że nie różnią się one od siebie, ale po prostu wszystkie, bez wyjątku, są świetne. No dobrze, skoro już muszę, to pierwsza trójka na mojej prywatnej liście wygląda tak: 1. „Solitude”, 2. „Find A Way”, 3… ex-equo pozostała szóstka. Zwracam też uwagę na wokalny damsko-męski dwugłos w trzech ostatnich utworach na płycie: „Find A Way”, „Race Against Time” i „Embrace”, a w tym ostatnim dodatkowo na fantastyczne solo zagrane na saksofonie.

Płyta „Solitude” posiada pewien temat przewodni. Jest nim zmaganie się chorobą psychiczną i depresją. Muzyka IO Earth z jednej strony odnosi się do bardzo mrocznych tematów, ale dzięki intrygującym melodiom daje ogólne poczucie nadziei, spełnienia i odkupienia. Ci, którzy znają wcześniejsze produkcje IO Earth wiedzą, że zespół gra dość rozległą stylistycznie muzykę: począwszy od wystawnych utworów orkiestrowych, poprzez hard rock, po intymne, delikatne ballady, które pobudzają wrażliwość słuchacza. Tak jest i tym razem. Album „Solitude”, podobnie jak wcześniejsze, skomponowany został przez duet: Adam Gough – David Cureton, którzy obsługują gitary, instrumenty klawiszowe, zajmują się programowaniem i dzielą między siebie partie wokalne. Lecz uwaga: to wcale nie oni znajdują się tym razem w świetle ramp. W głównej wokalnej roli występuje wspomniana już przeze mnie nowa wokalistka Rosanna Lefevre, która debiutuje w IO Earth na płycie, choć koncertuje z tym zespołem już od października 2016r. Jej występ na „Solitude” to prawdziwe wokalne mistrzostwom świata. Wymienionej trójce towarzyszy grono współpracujących muzyków: Christian Nokes gra na gitarze basowej, Christian Jerromes na perkusji, Luke Shingler na saksofonach i fletach oraz Jez King na skrzypcach i gitarze rytmicznej.

Czas spędzony na słuchaniu nowej płyty IO Earth to niezwykle mile spędzone chwile. Uzmysłowiły mi one, że zespół IO Earth posiada unikalny styl mieszczący się oczywiście w szeroko rozumianym kanonie progresywnego rocka, a przy tym gra na tyle oryginalną muzykę, że nie sposób pomylić tej grupy z jakimkolwiek innym przedstawicielem tego gatunku. Takich płyt się słucha! Na takie płyty się czeka. Na płyty pełne mrocznych progresywnych demonów, o niesamowitym poczuciu melodyki, o niezwykłym stopniu muzycznej wrażliwości. Oraz dojrzałości. Posłuchajcie koniecznie. Będziecie zachwyceni. W MLWZ nie przyznajemy ocen recenzowanym albumom, ale w tym przypadku byłoby to przynajmniej 9 punktów na 10 możliwych.

 

PS. Album „Solitude” jest dostępny za pośrednictwem strony internetowej zespołu www.ioearth.com. Będzie go też można wygrać w naszym małoleksykonowym Konkursie Kwietniowym. Zachęcam do udziału, bo warto.

MLWZ album na 15-lecie