Klincz - Jak lodu bryła

Paweł Świrek, Klincz - Jak lodu bryła

Niemal równo trzydzieści lat po winylowej i kasetowej premierze ukazała się kompaktowa reedycja płyty „Jak lodu bryła” grupy Klincz. Wydawnictwo to już w czasach PRL-u było dość mocno opóźnione. Płyta ukazała się, gdy moda na polską muzykę pop wyraźnie przeminęła ustępując zagranicznym gwiazdom pop i disco, a także krajowym zespołom punkowym, nowofalowym i metalowym. Niektóre z zawartych na płycie kompozycji gościły na antenie radiowej Jedynki zarówno w magazynie muzycznym „Rytm”, jak i w różnych blokach programowych. Do notowanych na listach przebojów magazynu muzycznego „Rytm” (emisja w sobotnie popołudnia w latach 80.) należały: „Jak lodu bryła”, „Dla ciebie staczam się”, „Dokąd, po co i jak?”, „Wspomnienia zmywa deszcz”, a także nagrane w nieco późniejszym okresie dwie kompozycje z Urszulą, czyli „Pod latarnią” oraz otwierający stronę B winylu „Koty” (ten ostatni był prezentowany w audycji „Lato z radiem” w drugiej połowie lat 80.).

Część tego materiału ukazała się w 1985 roku na kasecie „Dla ciebie staczam się” wydanej przez firmę Merimpex. Zawarte na płycie utwory w większości zostały utrzymane w konwencji new romantic z dużą dominacją instrumentów klawiszowych obsługiwanych przez Ryszarda Kniata. Brzmienie jest bardziej dopracowane w przeciwieństwie do debiutanckiego albumu Klinczu pt. „Gorączka”. Poza syntezatorami kolejnym charakterystycznym elementem są pojawiające się co chwile elektroniczne bębny, jakże typowe dla tego stylu w latach 80. (na marginesie dodam, że polskim prekursorem w tej dziedzinie był zespół Kombi). Pewnego rodzaju wyłomem od tego stylu jest kończący główną część albumu utwór „Zobacz, gwiazda spadła już” – ballada śpiewana przez Ryszarda Kniata. Identyczny zabieg zastosowano na debiutanckim albumie zespołu.

Było o muzyce, warto może wspomnieć coś o tekstach. Większość tekstów wypada sensownie i ciekawie, natomiast napisane przez Urszulę słowa do utworu „Koty” to niestety istna grafomania.

Po około 40 minutach właściwego albumu przychodzi czas na dodatkowe kompozycje. Tu ich wybór wydaje się być, delikatnie mówiąc, nie do końca przemyślany. Jedynymi bonusami są utwory wydane po debiutanckim krążku na singlu Tonpressu. Mowa o instrumentalnych tematach „Latarnik” i „Flesz”. Dzięki wydaniu ich na srebrnym kompaktowym krążku utwory te zyskały na jakości (wciśnięcie ponad 7 minut na jedną stronę 7-calowego singla przy obrotach 45 nie było najmądrzejszym pomysłem, gdyż taki zabieg wyraźnie pogarsza jakość dźwięku, a w przypadku tłoczni Pronit, to już tym bardziej). „Latarnik” to w zasadzie kultowy instrumental tego zespołu. Doczekał się jednak wersji wokalnej – z wokalami Krzysztofa Krawczyka (i zmienionym nieco tytułem – „Latarniku Opatrzności”).

Płyta „Jak lodu bryła” wraz z bonusami trwa niecałą godzinę. Szkoda, że nikt nie wpadł na pomysł, by resztę albumu uzupełnić utworami dostępnymi swego czasu na kasecie „Jak lodu bryła”. Mowa o utworach: „Nie ma ucieczki”, „Kwiaty na raty” i „Klucze do raju”. Można darować już anglojęzyczne wersje utworów „Dla ciebie staczam się” i „Pod latarnią” (dostępne na winylowych składankach „Music From Poland At Midem ‘85” oraz „Music From Poland At Midem ‘86”). Wyszła co prawda w 1999 roku składanka zawierająca wymienione utwory z kasety, lecz od lat jest już nieosiągalna i nie zanosi się, by Universal wznowił to wydawnictwo. A na wydanie tej płyty w wersji CD czekało bardzo wiele osób – przynajmniej tak można wywnioskować z lektury komentarzy pod klipami i pojedynczymi utworami tego wydawałoby się zapomnianego już zespołu.

MLWZ album na 15-lecie