Wilson, Damian & Wakeman, Adam - The Sun Will Dance In Its Twilight Hour

Artur Chachlowski, Wilson, Damian & Wakeman, Adam - The Sun Will Dance In Its Twilight Hour

Nie może powstać album zły, gdy na jednej płycie spotykają się ze sobą cieszący się ogromną charyzmą wokalista Damian Wilson (Threshold, Headspace, Landmarq) oraz pianista o znanym nazwisku, syn legendy progresywnej klawiatury, Adam Wakeman. "The Sun Will Dance In Its Twilight Hour" to drugi wspólny akustyczny album obu panów, który prezentuje ich talent, nie tylko jako wykonawców, ale - by być bardziej precyzyjnym – przede wszystkim jako autorów piosenek. Lecz czy tym razem z tej współpracy powstał album dobry? Dobry pewnie tak. Ale czy bardzo dobry? Albo fascynujący? Albo choć równie intrygujący jak poprzednie wspólne dzieło obu panów – „Weir Keeper’s Tale” (2016)? Mam tutaj spore wątpliwości. Być może brakło trochę czasu na dopracowanie skomponowanego materiału, być może wspólna praca obu muzyków nie natrafiła na tak dobry okres jak przed dwoma laty, być może napisali po prostu słabszy materiał, a być może przestał już działać efekt zaskoczenia?...

Coś nie poszło tak jak trzeba. Tak właśnie czuję, gdy przysłuchuję się muzycznej zawartości płyty „The Sun Will Dance In Its Twilight Hour”. Stanowi ją dziesięć akustycznych piosenek (Damian śpiewa, Adam gra na fortepianie, obaj dzielą między siebie partie gitar akustycznych). Damian śpiewa jak zawsze: dobrze, pewnie, wyraziście. Przeważnie w wysokich rejestrach. Adam gra jak zwykle: swobodnie, pięknie i szlachetnie.  I nawet śpiewa w jednej piosence („On This Battlefield”) – i coraz częściej ku własnemu zaskoczeniu myślę o niej jako o mojej ulubionej na tym krążku. Generalnie jednak rzecz ujmując, ich nowy album raczej mnie rozczarował. Raz, że jest za krótki (niespełna 38 minut), dwa, że jest dość przewidywalny i nie zawiera żadnych pozytywnych niespodzianek, a trzy, że przez skórę czuję, że całkiem niedługo nie będę pamiętać o żadnym utworze z tego zestawu.

Jak można się domyśleć, to album pełen osobistych, często wręcz intymnych opowieści, które przy pomocy niewielkich środków wyrazu starają się uderzyć w czułą strunę u odbiorcy. Ale też patrząc na ten album z innej strony, „The Sun Will Dance In Its Twilight Hour” niestety nie wydaje się płytą na wszystkie okazje. Być może trzeba się do niej odpowiednio nastroić (wyciszyć), co w trakcie tego pięknego wiosennego czasu, który budzi do życia przyrodę, wydłuża nam dni i skraca noce, a przede wszystkim zachwyca upalną słoneczną pogodą (przynajmniej tu, na południu) jakoś przychodziło mi z ogromnym trudem. I to wcale nie z powodu pięknej aury za oknem.

Na koniec jeszcze jedna ważna uwaga: „The Sun Will Dance In Its Twilight Hour” nie jest pod żadnym pozorem albumem progresywno-rockowym, ale większość materiału dla sympatyków prog rocka może okazać się przekonująca. Z wielu piosenek przebija bowiem dramatyzm typowy dla prog rocka (głównie za sprawą charakterystycznego głosu Wilsona) i w kilku przypadkach posiadają one z chwytliwe refreny i zapamiętywalne melodie. Dlatego, choć moje podsumowanie jest takie, iż to ‘zaledwie’ niezła płyta, ale nic ponadto, to jednak dla fanów głosu Damiana Wilsona – z pewnością jest pozycją obowiązkową.

MLWZ album na 15-lecie