Cross, David & Jackson, David - Another Day

Artur Chachlowski, Cross, David & Jackson, David - Another Day

Tańcowały dwa Michały,

Jeden duży, drugi mały.

Jak ten duży zaczął krążyć,

To ten mały nie mógł zdążyć…

…Wprawdzie nie dwa Michały, a dwóch Dawidów i żeby nie było żadnych wątpliwości: obaj perfekcyjnie za sobą nadążają. Drodzy Czytelnicy i Słuchacze, przed nami wspólna płyta panów Davida Crossa oraz Davida Jacksona.

Zawsze intrygujące jest to, co powstanie ze współpracy, którą swoimi nazwiskami firmują muzycy wywodzący się z legendarnych zespołów progresywnych. Jakże miło jest, gdy jak już wezmą się za współpracę ze sobą, to zaproponują coś zupełnie nowego i odświeżającego. Tak właśnie jest w przypadku „Another Day” – albumu byłego skrzypka King Crimson, Davida Crossa, oraz byłego saksofonisty Van Der Graaf Generator, Davida Jacksona. W nagraniach wspomagali ich: Mick Paul na basie oraz Craig Blundell na perkusji, lecz to ci dwaj muzycy, których nazwiska widnieją na okładce płyty, przez cały czas znajdują się w centrum uwagi, przedstawiając za pomocą 12 instrumentalnych kompozycji swój prawdziwy geniusz twórczy.

Już od początkowych riffów otwierającej płytę kompozycji "Predator" staje się jasne, że ​​panowie Cross i Jackson pragną odzwierciedlić naturę obu swoich dawnych zespołów i po wysłuchaniu tego właśnie jednego utworu można śmiało stwierdzić, że jest to kawał dobrze wykonanej roboty. A przecież przed nami jeszcze 11 muzycznych kolejnych dowodów na to jak wspaniała chemia panuje pomiędzy obydwoma muzykami i w jaki prosty, wręcz naturalny sposób, przychodzi im wspólne muzykowanie. Melodie napędzane saksofonami i skrzypcami jednoznacznie wskazują na to, że mamy do czynienia z poważnym kawałkiem agresywnego prog jazzu, który rodzi się bez potrzeby używania gitar czy rozbudowanych partii instrumentów klawiszowych. Za sprawą mistrzowskiej gry Crossa i Jacksona, bez całkowicie niepotrzebnej tu ściany dźwięku, raz po raz powstaje na „Another Day” zjawisko prawdziwego muzycznego tąpnięcia i grzmotu. Jest na to mnóstwo przykładów. Nagranie "Last Ride" dzięki wykorzystaniu podobnych środków doskonale demonstruje naturę muzyki obu panów, podczas gdy mocno jazzujący "Going Nowhere" ma bardziej wyluzowany, ale wysoce melodyjny zamysł, a Cross szybuje w nim w niebiosa ze swoimi ponętnymi i wielce inspirującymi frazami granymi na skrzypcach. Zwrócić też trzeba uwagę na chyba najbardziej melodyjny w tym zestawie utwór „Anthem For Another Day”, w którym w mistrzowski wręcz sposób uwydatnia się współpraca obu naszych głównych bohaterów.

Inne muzyczno-brzmieniowe atrakcje tej płyty to bardziej nastrojowy i przestrzenny "Arrival", dramatyczny "Come Again" (zwracam uwagę na zawiłe rytmy i łkające dźwięki skrzypiec) oraz całkowicie odlotowy "Breaking Bad" – to gorący numer, w którym słychać jazzowe szaleństwo od początku do samego końca, a interakcja saksofonu Jacksona i skrzypiec Crossa po prostu zapiera dech w piersiach.

Klasycznie jazzrockowy charakter tej instrumentalnej płyty robi naprawdę niesamowite wrażenie. Myślę, że sympatycy zawiłych i pokręconych brzmień spod znaku Van Der Graaf Generator oraz King Crimson będą wniebowzięci. I nie tylko oni. „Another Day” to album będący dobrą reklamą współczesnego jazz rocka, którego korzenie wywodzą się z muzyki progresywnej.

MLWZ album na 15-lecie