Perdomo, Fernando - Out To Sea

Artur Chachlowski, Perdomo, Fernando - Out To Sea

Fernando Perdomo – to nazwisko powinno być dobrze znane sympatykom talentu Dave’a Kerznera. Fernando zagrał na basie i na gitarach na obu albumach tego amerykańskiego muzyka: „New World” (2014) i „Static” (2017). Teraz, działając już na własny rachunek, przedstawia nagraną przez siebie w pojedynkę płytę „Out To Sea” (tylko w jednym z dziewięciu utworów na perkusji wspomaga go Eddie Zyne).

Na okładce płyty Fernando w barwny sposób opisuje swoje muzyczne fascynacje. Pisze, że już od najmłodszych lat żył w otoczeniu dobrej muzyki, a pierwsze dźwięki, które pamięta to muzyka klasyczna i jazzowa, której słuchała jego mama. W wieku ośmiu lat odkrył dla siebie piosenki The Beatles, pod koniec podstawówki obsesyjnie zainteresował się rockiem progresywnym, a w wieku 11 miał już pokaźną kolekcję winylowych płyt swoich ulubionych wykonawców. Wtedy też rozpoczął naukę gry na gitarze, perkusji i fortepianie. „Teraz – pisze Fernando – gdy mam 37 lat, znajduję się w najszczęśliwszym okresie mojego życia. Dlaczego? Od pewnego czasu mam możliwość grania na wspólnych scenach z idolami mojego dzieciństwa, artystami, których płyt słuchałem w młodości”.

Album „Out To Sea” jest więc hołdem dla muzyków, którzy poniekąd uczynili z niego nietuzinkowego, a ostatnio wręcz rozchwytywanego muzyka. Bo trzeba wiedzieć, że Perdomo współpracował i nadal współpracuje z tak znanymi postaciami, jak Regina Spektor, Durga McBroom, John Wesley, Steve Rothery, Thijs Van Leer czy Sonja Kristina. Niektóre z kompozycji wypełniających program płyty „Out To Sea” w sposób ewidentny zadedykował niektórym z nich (jak utwór „Sonja”, który jest hołdem dla Sonji Kristiny i jej zespołu Curved Air, „The Future According To Roye” – to hołd dla Roye’a Albrightona z grupy Nektar, a „De Boerderij” brzmi dokładnie tak, jakby miał brzmieć, czyli bardzo… Focusowo), a w kilku innych przypadkach poświęcił je pamięci swoich mistrzów, z którymi nigdy nie miał okazji się zetknąć (jak np. „The Architect”, który jest muzycznym ukłonem dla pierwszego gitarzysty grupy Yes – Petera Banksa).

Jednak za danie główne jego solowego wydawnictwa należy uznać trwającą ponad kwadrans przepiękną instrumentalną minisuitę pt. „Dreaming In Stereo”, w której aż roi się od fantastycznych smaczków, wspaniałych dźwięków, brzmień i melodii. Nieograniczona jest tu inwencja twórcza autora i każda minuta tej niezwykłej, pełnej epickiego rozmachu i okraszonej soczystymi solówkami w stylu Steve’a Hacketta czy Jana Akkermana, kompozycji po prostu fascynuje. Świadczy to o ogromie talentu naszego bohatera z jednej, oraz o szacunku dla dokonań wielkich mistrzów rockowej gitary – z drugiej strony. W przypadku tej kompozycji jest jeszcze trzecia strona medalu: utwór ten zawiera kilka tematów przewodnich z wydanej w 2012 roku płyty nagranej przez Fernando z zespołem o nazwie Dreaming In Stereo. Należy więc traktować to nagranie jako hołd dla innych młodych zdolnych twórców jego pokolenia.

Ktoś kiedyś powiedział, że mówić o Fernando Perdomo jako o gitarowym geniuszu, to tak jakby twierdzić, że w Arktyce można znaleźć mnóstwo lodu i śniegu. Oczywiście miał rację. Bo Fernando to prawdziwy mistrz. Mistrz jakich mało.

Aha, i jeszcze jedno: projekt okładki płyty „Out To Sea” jest autorstwa Paula Whiteheada – grafika znanego m.in. z rysunków zdobiących koperty albumów „Trespass”, „Nursery Cryme” i „Foxtrot” grupy Genesis.

 

PS. Jako bonus do niniejszego wydawnictwa dołączono instrumentalną wersję kompozycji „Starless”, którą Fernando Perdomo w przepiękny sposób oddał hołd muzyce Karmazynowego Króla. A w szczególności śp. Johnowi Wettonowi.

MLWZ album na 15-lecie