Way, Darryl - Vivaldi's Four Seasons In Rock

Artur Chachlowski, Way, Darryl - Vivaldi's Four Seasons In Rock

Darryl Way to rockowy skrzypek związany przed laty z legendarną grupą Curved Air i m.in. twórca jej sztandarowej kompozycji „Vivaldi” (album „Air Conditioning” z 1970 roku). W ostatnich latach koncentruje się na swojej karierze solowej (na naszym portalu regularnie piszemy o jego nowych solowych dziełach, w tym o poprzednim – wydanym przed dwoma laty albumie „Myths, Legends And Tales””) i aktualnie promuje wydany w maju br. album zatytułowany „Vivaldi’s Four Seasons In Rock”.

Tytuł tego wydawnictwa mówi praktycznie wszystko. To zinterpretowane przez niego na rockowo słynne dzieło Antonio Vivaldiego „Cztery pory roku”. I nie wiem czy to kwestia tego, że za ten jeden z najpopularniejszych utworów muzyki klasycznej wzięło się już przed Wayem mnóstwo innych interpretatorów, czy też fakt, że nasz bohater podszedł do „Four Seasons” z nadmiernym pietyzmem i szacunkiem, ale wydaje mi się, że cały album brzmi bardzo zachowawczo i… odtwórczo. W duchu liczyłem, że Way odważy się na bardziej brawurowe, wizjonerskie, być może nawet takie „pod prąd” wykonanie „Czterech pór roku”, ale nic z tych rzeczy. W efekcie otrzymaliśmy tylko dobrze znane melodie oparte na syntezatorowych teksturach, z wprowadzeniem wyraźnej linii basu, ostrożnie grających gitar i odrobiny zaprogramowanych bębnów dodanych do tego, co w istocie jest bardzo znanym arcydziełem muzyki popularnej, a które każdy zna niemal na pamięć.

Jedyne, pod wrażeniem czego jestem na tym albumie to fakt, że Darryl Way samodzielnie wykonuje wszystkie partie instrumentalne, od smyczków po perkusję. Reszta – jak już wspomniałem - wypada bardzo zachowawczo, by nie rzec, że blado. Nie zrozumcie mnie źle, album „Vivaldi’s Four Seasons in Rock” brzmi bardzo profesjonalnie i słychać, że został stworzony przez Waya z potrzeby serca, ale gdybym chciał posłuchać „Cztery pór roku” Vivaldiego, to pewnie posłuchałbym „Czterech pór roku” Vivaldiego w jak najbardziej klasycznym ujęciu, a niekoniecznie ich „nowoczesnej” rockowej interpretacji.

MLWZ album na 15-lecie