Reef - Revelation

Artur Chachlowski, Reef - Revelation

Zespół Reef przeszedł ostatnio sporo zakrętów na swojej scenicznej drodze. W 2003 roku, po wydaniu kompilacji z największymi przebojami pt. „Together” doszło nawet do rozpadu tej formacji, niemniej wokalista Gary Stringer i basista Jack Bessant wciąż ze sobą przez te lata współpracowali w najróżniejszych konfiguracjach (m.in. w grupie Them Is Me). Kilka lat temu któryś z nich wpadł na pomysł reaktywacji grupy i wraz z nowym gitarzystą Jesse Woodem oraz perkusistą Dominikiem Greensmithem Reef pisze teraz nową kartę w swojej historii, wydając album zatytułowanym „Revelation”. Dodajmy: album tyleż zaskakujący, co niesamowicie eklektyczny.

Nie dajcie się zwieść pierwszej kompozycji na tym albumie. Tytułowe nagranie „Revelation” brzmi jakby było wyjęte z którejś płyty AC/DC. To właściwie ostatni zagrany z takim pazurem utwór na płycie. Bo Reef przez te wszystkie lata nieobecności wyraźnie uspokoił swoje brzmienie, wygładził i zmiękczył swoją muzykę. Najlepszym dowodem na to jest wokalny duet Sheryl Crow ze Stringerem na drugim utworze „My Sweet Love” – to nieoczekiwany i uroczy akcent w twórczości Reef, ale wyraźnie pachnący pop rockiem, a nawet… country! Kolejne zaskoczenie? Wyraźnie karaibski klimat w „Provide”. Stringer brzmi w nim niczym Joe Cocker. Wciąż mało zaskoczeń? Proszę bardzo, oto kolejne: „How I Got Over” to nic innego, jak… rockowy song utrzymany w stylu gospel, a Stringer zaskakująco upodabnia się w nim do… Ottisa Reddinga. Podobny akcent panuje też w zamykającym płytę chóralnym utworze „Like A Ship (Without A Sail”), który niewątpliwie należy do wyróżniających się punktów programu tego albumu. W „Lone Rider” i w „First Mistake” pobrzmiewają bluesowe akcenty, pojawia się nawet harmonijka ustna! A już „Darling Be Home Soon” ze swoją kipiącą aż od dęciaków aranżacją to wielki ukłon w stronę murzyńskiej muzyki dance utrzymanej w duchu lat 70.

Są jednak na „Revelation” bardziej typowe, rzekłbym: na wskroś rockowe utwory. „Precious Metal” to może nie… metal, ale zgrabna rockowa piosenka z niesamowicie nośnym refrenem i napędzającym ją świetnym mięsistym riffem. „Ball And Chain” to typowe nagranie wykonane na rockową nutę. Z kolei „Just Feel Love” to pełna uroku hardrockowa ballada z charakterystycznym stadionowym zaśpiewem. Zadziwia akustyczny wydźwięk „Don’t Go Changing Your Mind”, który jest kolejnym dowodem na stylistyczny rozrzut, czy jak kto woli, na niczym nieograniczony eklektyzm nowej płyty.

Nie dajcie się zwieść pojedynczymi utworami, nie dajcie się zmylić tytułowi płyty. Pomimo kilku zaskakujących nowinek wciąż na „Revelation” czeka na Was muzyka w stylu pamiętanym z rewelacyjnych płyt grupy Reef wydanych pod koniec ubiegłego wieku. Warto było czekać, by przeżyć teraz taką, było nie było, miłą muzyczną przygodę. Myślę, że „Revelation” może okazać się całkiem niezłą płytą na rozpoczynające się właśnie wakacje.

MLWZ album na 15-lecie