Mystery - Lies And Butterflies

Artur Chachlowski, Mystery - Lies And Butterflies

W progrockowych kręgach zawsze mieli wysokie notowania. Nawet w naszym kraju, tak bardzo oddalonym od ich kanadyjskiej ojczyzny, też zawsze cieszyli się sporym szacunkiem słuchaczy. Ostatnio ich akcje jeszcze bardziej poszły w górę. W Polsce na wyżyny wywindował ich ubiegłoroczny występ na Ino-Rocku, na świecie rekordy popularności bił rewelacyjny, dwupłytowy koncertowy album „Second Home”. Można powiedzieć, że Mystery wciąż znajduje się na krzywej wznoszącej i najnowszy album zatytułowany „Lies And Butterflies” nie tylko nie rozczaruje nikogo z dotychczasowych sympatyków twórczości tej formacji, a i z pewnością przysporzy jej wielu nowych fanów.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że „Lies And Butterflies” zostanie powszechnie uznany za szczytowe osiągnięcie Kanadyjczyków. Takie właśnie oceny zdążyły pojawić się już tu i ówdzie, szczególnie w relacjach z niedawnego XIII Night Of The Prog Festival, w trakcie którego odbyła się premiera. Nie zdążyłem jeszcze na tyle dobrze poznać tej płyty, ani też oswoić z jej zawartością, by na tym etapie zaryzykować podobne stwierdzenie i porównywać „Lies And Butterflies” do, na przykład, „Delusion Rain” (2015), a więc do poprzedniego studyjnego krążka nagranego niemal w identycznym personalnym składzie (z nowym wokalistą Jeanem Pageau). Dla mnie „Lies And Butterflies” to album w stosunku do niego niemal bliźniaczy. Równie dobry. I równie wspaniały.

Raczej nie ma się co spodziewać po nowym wydawnictwie Mystery jakichś większych stylistycznych wolt i niespodzianek (chyba żeby za niespodziankę uznać fakt, że trzyma ono tak wysoki poziom). Pewnie dla jednych to dobra, a dla innych zła wiadomość. Osobiście bardzo się cieszę, że muzyka na nowym krążku grupy Mystery utrzymana jest na poziomie, który moim zdaniem gwarantuje jej przynależność do ścisłej czołówki młodego pokolenia (ale czy mam prawo tak mówić, skoro Mystery działa już od ponad 25 lat?) progrockowych wykonawców, a takie kompozycje, jak „Looking For Something Else”, „Chrysalis” (obydwie to trwające ponad kwadrans fantastyczne długasy) czy „Something To Believe In” ze wspaniałą, zagraną na klawiszach genesisowską wstawką a’la Tony Banks, z pewnością już niedługo staną się nowymi klasykami progrockowego gatunku.

A to i tak zaledwie trzy przykłady spośród siedmiu bardzo udanych utworów, które składają się na ponad 60 minut muzyki nagranej przez Jeana Pageau (wokal, flet, instrumenty klawiszowe), Francois Fourniera (gitara basowa, instrumenty klawiszowe), Sylvaina Moineau (gitary i instrumenty klawiszowe), Antoine Michauda (instrumenty klawiszowe) i Michela St-Pere (gitary i instrumenty klawiszowe). Czy ktoś na tej płycie nie gra na klawiszach? Tak! W składzie zespołu jest jeszcze perkusista Jean-Sebastien Goyette, który od syntezatorów trzyma się daleko. Ale już sam fakt, że niemal każdy z muzyków tworzących Mystery dokłada do całości swoją syntezatorową ‘cegiełkę’ świadczy o tym, że mamy do czynienia z płytą wybitnie epicką. Na szczęście także bardzo wyważoną i zrównoważoną, jeżeli chodzi o repertuar, brzmienie oraz instrumentarium.

Album „Lies And Butterflies”, jak każdy poprzedni krążek grupy Mystery, ukazał się nakładem kanadyjskiej wytwórni Unicorn Digital w formie stylowego digipaku. Już niedługo będzie również dostępny na płycie winylowej, a wyda ją… polska oficyna wydawnicza Oskar.

MLWZ album na 15-lecie