Flamborough Head - Looking For John Maddock

Artur Chachlowski,

ImageNiedawno opisywałem na łamach MLWZ.PL debiutancki krążek holenderskiej formacji Leap Day pt. „Awakening The Muse”. Teraz trzymam w ręku jego płytowego brata bliźniaka: najnowszy album grupy Flamborough Head zatytułowany „Looking For John Maddock”. Ktoś pewnie zapyta: „jakiego bliźniaka?!” To wszystko za sprawą osoby Eddie Muldera, który łączy oba te wydawnictwa. Ten wspaniały gitarzysta opuścił w zeszłym roku Flamborough Head, by skoncentrować się na działalności w Leap Day, ale zostawił po sobie muzykę, którą jego poprzedni zespół skrupulatnie wykorzystał i nagrał na recenzowanej przeze mnie płycie. Aż w pięciu spośród z sześciu kompozycji, które wypełniają to wydawnictwo Mulder maczał swe kompozytorskie palce. Jedynie w umieszczonej na końcu albumu dwudziestominutowej tytułowej suicie wśród autorów nie ma nazwiska Muldera.

Płyta składa się z umieszczonych na przemian trzech utworów instrumentalnych oraz trzech wokalno-instrumentalnych. Podobnie jak przypadku Leap Day, bardzo melodyjnych i zagranych w dostojnym, niespiesznym tempie. To, co przede wszystkim odróżnia Flamborough Head od Leap Day to osoba wokalistki. Już na trzecim z kolei krążku tego zespołu za mikrofonem stoi Margriet Boomsma, która jest autorką wszystkich śpiewanych przez siebie tekstów (trzeba przyznać, że dość ciekawych, układających się w intrygujące historie, a przy tym napisanych bardzo przystępną angielszczyzną). Szczególnej uwadze polecam słowa kompozycji tytułowej. To bardzo mądrze opowiedziana historia o tym jak życie wydaje się proste, gdy jest się młodym, a potem wskutek różnych okoliczności komplikuje się ono coraz bardziej i na coraz mniej rzeczy mamy realny wpływ. Przyjaciele dziś są, jutro ich nie ma. Podobnie sprawy mają się z rzeczami materialnymi. Ale najważniejsze w życiu jest szanować i doceniać to, co w danej chwili się posiada. Bo tylko wtedy można czerpać radość z życia, w trakcie którego czyha na nas mnóstwo – nie zawsze miłych – niespodzianek i rozczarowań… Tytułowy John Maddock to nazwa marki słynnej porcelany. Taki zdekompletowany porcelanowy serwis odziedziczony przez Margriet Boomsma po jej dziadku jest metaforą poszukiwania w życiu czegoś, czego się nie ma i chęci bycia kimś, kim w życiu nie udało się stać. O tym opowiada ta długa, dwuczęściowa kompozycja, a przy tym towarzyszy jej doprawdy wspaniała muzyka. To 20 minut wielkiego progresywnego rocka zagranego na naprawdę bardzo wysokim poziomie i zaśpiewanego – jakże wspaniale – przez Margriet.

Pamiętam jak wielkim szokiem było pojawienie się tej wokalistki w składzie zespołu Flamborough Head na płycie „One For The Crow” (2002) po opuszczeniu go przez poprzedniego wokalistę, Siebe Reina Shaafa. Margriet wspomnianym już albumem „One For The Crow” oraz wydanym 4 lata temu „Tales Of Imperfection”, a nade wszystko występami na żywo (polska publiczność doświadczyła ich w lutym tego roku) udowodniła, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. To samo można powiedzieć po jej występie na najnowszym albumie Flamborough Head. Oczywiście do barwy głosu Margriet trzeba przywyknąć, ale myślę, że idealnie pasuje ona do wytwornego stylu muzyki, którą słyszymy na „Looking For John Maddock”. Nawet tam, gdzie jej wokal nie jest potrzebny, doskonale (jak w instrumentalnych utworach i pasażach) wypełnia ona lukę granymi przez siebie partiami na flecie. Na albumie tym słychać bardzo dużo dźwięków granych na tym instrumencie. Podobnie dużo jest też melotronu (instrumenty klawiszowe obsługuje lider zespołu, Edo Spanninga) oraz organów Hammonda.  W tytułowej suicie słyszymy też piękne orkiestracje. Wszystko to powoduje, że muzyka na nowym albumie Flamborough Head staje się elegancka, dystyngowana, szlachetna. Nie ma w niej (na szczęście) miejsca na szaleńcze zrywy, zmiany tempa i ekwilibrystyczne popisy instrumentalistów. Wszystko odbywa się tu spokojnie, jakby w lekko zwolnionym tempie. To po prostu muzyka dla dojrzałych, chyba nieco starszych wiekiem (bądź upodobaniami) słuchaczy.

Myślę więc, że ci wszyscy, którzy lubią wytworny styl znany z płyt grup Camel i Pink Floyd, którym gęsia skórka pojawia się przy partiach granych przez Davida Gilmoura, Andy Latimera czy Petera Bardensa, powinni śmiało sięgnąć po ten album. Z pewnością znajdą na nim mnóstwo kojących ich uszy dźwięków i melodii, które wleją prawdziwą słodycz w ich serca.

PS. Przypomnijmy kto obok Margriet Boomsmy i Edo Spanningi gra na płycie „Looking For John Maddock”. Marcel Derik obsługuje gitarę basową, Koen Roozen – perkusję, a na gitarze gra Eddie Mulder. Jak wiemy, tego ostatniego aktualnie nie ma już w zespole. Zastąpił go przed kilkoma miesiącami Gert Polkerman.

 
MLWZ album na 15-lecie
MojaFabryka.pl