Haken - Aquarius

Artur Chachlowski,

ImageJuż dawno nie słyszałem czegoś równie dobrego. Dlatego też od razu podkreślam, że dzisiaj piszę o płycie wyjątkowej. Pięknej i wspaniałej. Wyrazistej i długimi chwilami ocierającej się o granice geniuszu. A to przecież płyta nieznanego i dopiero debiutującego zespołu. Przez skórę czuję, choć do końca roku jeszcze cztery miesiące, że już wiem kto będzie największym odkryciem 2010 progresywnego ro(c)ku… Powiecie: Introitus? A ja odpowiem, że będzie miał on wielkiego rywala. Nasi bohaterowie – grupa Haken, bo o niej dzisiaj mowa - grają trochę inną od Introitusa muzykę i, w przeciwieństwie do Szwedów, bardziej zasługują na ten tytuł, gdyż ich płytowy debiut „Aquarius” ujrzał światło dzienne w tym, a nie w poprzednim roku.

Haken to grupa pochodząca z Londynu. Powstała niecałe trzy lata temu, a stworzyli ją przyjaciele z ławy szkolnej: Ross Jennings (v) i Richard Henshall (g, k). Ten drugi grał niegdyś w znanej, przynajmniej części Czytelników MLWZ, formacji To-Mera. Stamtąd do tej dwójki najpierw dołączył basista Tom MacLean, a niedługo potem skład grupy rozrósł się aż do sześciu osób. Uzupełnili go: gitarzysta Charles Griffiths (ex-Linear Sphere), keyboardzista Diego Tejeida oraz perkusista Raymond Hearne. Swoim rozbudowanym składem Haken przypomina trochę grupy Threshold i Shadow Gallery. Zresztą nie tylko składem. Haken to zespół, który upodobał sobie stylistykę progresywnego metalu z mocnym melodyjnym zacięciem. Takim właśnie, w jakim specjalizują się dwie wymienione przeze mnie formacje. Na płycie „Aquarius” słychać też wyraźne inspiracje innymi zespołami z prog rockowej branży (IQ, Kansas, Genesis), stąd niech nikogo nie zdziwi pojawiający się w programowo metalowej muzyce Hakena duży nacisk na dobre melodie i swingującą lekkość brzmienia. Te elementy przewijają się w każdym z siedmiu utworów wypełniających to wydawnictwo. Nawet jeżeli Haken sięga po bardziej ekstremalne rozwiązania (growl w utworze „Streams”), to ani na moment nie zapomina o melodiach i o przejrzystym, majestatycznym graniu utrzymanym w niezwykle przyjemnym dla prog rockowego odbiorcy klimacie.

Ross Jennings posiada bardzo ciekawy głos i posługuje się różnorodnymi środkami wyrazu, jak wspomniany już growling (ale tylko w jednym utworze), ostre, metalowe chrypienie w „Drowning In The Flood”, ale przez lwią część płyty barwa jego głosu i sposób ekspresji najbardziej przypomina mi Trenta Gardnera z grupy Magellan. Ten facet potrafi robić swoim śpiewem ogromne wrażenie. W każdym razie sfera wokalna w połączeniu z doskonałą produkcją oraz świetnie zagranymi utworami czynią tę płytę prawdziwą ucztą dla progresywnych uszu, a każda minuta spędzona z dźwiękami muzyki Hakena to wielkie muzyczne święto.

Nie jestem zwolennikiem długich płyt napchanych muzyką do granic wytrzymałości, niemniej ten trwający 73 minuty album wcale nie wydaje mi się za długi. A już zawsze po wysłuchaniu jego monumentalnego finału w postaci 17-minutowej suity „Celestial Elixir” (to dla mnie, bez dwóch zdań, najlepsza epicka kompozycja, jaka ukazała się na płytach w 2010 roku) wciąż czuję, że mało mi tego wspaniałego grania i z reguły nastawiam tę płytę od początku. Ostrzegam, słuchając jej, nawet nie zorientujecie się kiedy w okamgnieniu zleci Wam 5 kwadransów. I w ogóle nie odniesiecie wrażenia, że „Aquarius” to złodziej czasu. Bo słuchanie tej płyty to sama radość.

Na program wydawnictwa składa się siedem utworów, z których cztery trwają po około 10 minut. Wszystkie one mają mocno epicki wydźwięk i wypełnione są przepięknymi partiami gitar i syntezatorów. Niektóre z nich rozwijają się powoli (jak otwierające całość nagranie „The Point Of No Return”) i posiadają szybko zapadające w pamięć motywy melodyczne, inne (jak „Drowning In The Flood”) od razu wybuchają feerią metalowych dźwięków po to, by dopiero w finale przeistoczyć się w pompatyczne i monumentalne brzmieniowo granie. Świetnie prezentuje się (prawie) tytułowe nagranie „Aquarium” z niezwykle pięknymi melodiami, fantastycznymi riffami i swoim prawdziwie symfonicznym finałem. Doskonale brzmi też utwór „Streams”, w którym cały zespół daje popis swoich przeogromnych możliwości. I to zarówno w „wadze papierowej”, jak i „superciężkiej”. Zresztą dzieje się tak w każdym nagraniu na płycie. Dwa krótsze utwory, „Eternal Rain”, a szczególnie „Sun”, mają zdecydowanie bardziej liryczny wymiar. Nie można ich jednak nazwać prostymi balladami, gdyż Haken demonstruje w nich jak ciekawie grać nastrojami, w które wplata całą paletę prog rockowych i metalowych pierwiastków: połamane rytmy, zapierające dech w piersiach solówki, chwytające za serce partie gitar i pompatyczne brzmienia klawiszy. No i ten wokal Jenningsa… To przeogromny atut tego zespołu. A już wspomniany wcześniej finał w postaci porywającego, prawdziwie epickiego utworu „Celestial Elixir” to prawdziwe mistrzostwo świata w budowaniu majestatycznego nastroju. Majstersztyk. Utwór zachwycający w każdym calu i zagrany w taki sposób, że słuchacz ma wrażenie, że na każdym kroku czeka go jakaś przyjemna niespodzianka. A jest ich w tym jednym nagraniu całe mnóstwo. Nie sposób opisać ich wszystkich. Wspomnę tylko o zaskakującym minutowym charlestonie, który rozlega się mniej więcej w połowie tej kompozycji. Jakże tu przy takich dźwiękach, przy takim graniu, nie czuć się wniebowziętym?...

Choć napisałem we wstępie, że swoją płytą grupa Haken wpisuje się w stylistykę prog metalu, to chciałbym podkreślić, że album „Aquarius” ani na chwilę nie wydaje się być zbyt ciężki. Dlatego z czystym sumieniem polecam tę płytę wszystkim fanom symfonicznego rocka. Znajdziecie w tym wydawnictwie doskonałego towarzysza na długie dni, tygodnie, miesiące, a może nawet i lata… Jestem pewien, że tak będzie, gdyż „Aquarius” to, bez żadnych wątpliwości, album, którego sława szybko nie przeminie. Jak dla mnie, to nie tylko najciekawszy debiut tego roku, ale kto wie, czy nie najlepszy prog rockowy album AD 2010… A przynajmniej z całą pewnością mocny kandydat do tego miana.

MLWZ album na 15-lecie