Ordinary Brainwash - Me 2.0

Robert "Morfina" Węgrzyn,

ImageKolejny, trzeci już produkt/projekt Rafała Żaka (to ciekawy muzyk, kompozytor, i grafik młodego pokolenia) pojawi się na rynku w najbliższy poniedziałek, 4 czerwca. Warto zacząć od szaty graficznej albumu, który podobnie jak dwa poprzednie ukazują się pod szyldem Ordinary Brainwash. Rafał to zdolna bestia. Już sama okładka, nie zaglądając do wnętrza, budzi zaciekawienie i z pewnością nie należy do prac, gdzie obraz szokuje na plus lub minus, albo po prostu jest. Tutaj mamy do czynienia z dobrze przemyślaną perspektywą  i takim układem linii, które pozwalają pod różnym kątem odczytać tekst, a jaki - to już musicie zobaczyć sami. Na samym starcie Rafałowi należy się duży punkt za przygotowanie okładki i w ogóle graficznej koncepcji digipacka.

Na albumie umieszczonych zostało osiem kompozycji, z czego wszystkie nagrał sam zainteresowany.  I to w pojedynkę! Z radością przyznaję, że to świetny produkt. Nie znam wcześniejszych produkcji Ordinary Brainwash, więc na początku, bez jakiegokolwiek zagłębiania się w informacje zamieszczone w książeczce, myślałem, że to nie jest nasz rodzimy wyrób. Że nie może już być nic lepszego od ruskich pierogów, kotleta i kapuchy, tego wszystkiego, co już znamy. O, jak bardzo się myliłem... Album „Me 2.0” nie ma słabych punktów, no może jeden (mógłby mieć więcej kawałków). Uwielbiam nieprzekombinowane patenty, proste a zdecydowane i konkretne, takie „nokauty” na wejściu. Nie potrzeba tysiąca instrumentów i popisów wirtuozerii, wystarczy kilka konkretnych dźwięków, momentów i one zabijają ciszę przenosząc nas do krainy marzeń i uniesień. To bardzo dobry album, nie ma na nim zbędnego patosu i dezorganizacji, dźwięki same wypływają to tu to tam, mnożąc niebanalne klimaty. Rafał bezbłędnie porusza się po rockowych dźwiękach, nieco „koloryzując” nowoczesną twarz progresywnego rocka.

I jeszcze jedno. Muszę to napisać, ale czasem mam odczucie, jakby muzyka, którą tu i  teraz zaprezentował Rafał biegała gdzieś tuż obok dokonań niektórych kompozycji HIM. Jest bardzo melodyjnie i przejrzyście, niektóre kompozycje idealnie nadają się na hity, choćby taka „Something New”. Zresztą nie tylko ta jedna. Wszystkie są dobre, jak już wcześniej napisałem.

I taki album stworzył jeden człowiek! Wielkie brawa. Granice między psychodelią a rockiem progresywnym, granice miedzy rzeczywistością a snem, granice między nocą a dniem... -wszystko można tu zobaczyć i poczuć. „Me 2.0” to kawałek cudnej opowiastki i do tego świetnie wykonanej i wspaniale brzmiącej. Przyznaję - jest to jeden z produktów, z którym jeszcze długo pojeżdżę w samochodzie…

MLWZ album na 15-lecie