Riversea - Out Of An Ancient World

Artur Chachlowski,

ImageSześć lat temu doszło do spotkania dwóch muzykujących panów: Marka Atkinsona oraz Brendana Eyre. Nastąpiła obopólna wymiana solowych płyt, zaczęły się dyskusje o muzyce, padł pomysł zawiązania zespołu. Na początkowym etapie działali w trójkę. Tym trzecim był znany z małoleksykonowych prezentacji Paul Cusick (na naszym portalu mieliśmy okazję omawiać jego solowe płyty: „Focal Point” (2010) i „P’dice” (2012)). Potem Marc i Brendan skoncentrowali się na pracy w duecie. Nazwali go Riversea. Drogą mailową wymieniali się plikami muzycznymi. Wzajemnie uzupełniali swoje kompozycje dodatkowymi pomysłami. Tak powstało kilkanaście piosenek, z których dziesięć zamieszczono w 2009 roku na recenzowanej na naszych łamach EP-ce demo.

Od tego czasu minęły trzy lata. W ich trakcie powstawały nowe utwory, a starsze nabierały nowych kształtów. Panowie postanowili wreszcie zaprezentować się światu profesjonalnie zrealizowanym, pełnowymiarowym albumem. Był tylko kłopot jak pozyskać kompetentnych ludzi, którzy zastąpiliby generowane w domowych warunkach sample, komputery i syntezatory. Jednym słowem, rozpoczęły się poszukiwania muzyków, którzy dla potrzeb sesji nagraniowej debiutanckiej płyty Riversea stworzyliby studyjny zespół dobrze rozumiejących się ludzi potrafiących możliwie jak najlepiej odtworzyć pomysły naszych bohaterów. Marc i Brendan zwrócili się do swoich przyjaciół, którzy działają w różnych formacjach na terenie Anglii. Koniec końców, do studia w Yorku weszła ekipa, której mógłby pozazdrościć niemal każdy szanujący się artysta z progrockowej branży. Proszę tylko rzucić okiem kto pomagał panom Atkinsonowi i Eyre w nagrywaniu płyty, która przed kilkoma dniami ukazała się pod tytułem „Out Of An Ancient World” zapożyczonym z zamykającej ją przepięknej kompozycji: Alex Cromarty (The Heather Findlay Band) gra na perkusji, gitarowe dźwięki dobywają się spod palców Bryana Josha i Liama Davisona (obaj z Mostly Autumn), Paula Cusicka, Adriana Jonesa (Nine Stones Close), Marka Rowena (ex-Breathing Space), Adama Dawsona (Stolen Earth) i Ashleya Mulforda (Sad Cafe, Mandalaband), na basie gra Dave Clements, a tak zwane “backing vocals” to domena pań Olivii Sparnenn (Mostly Autumn), Janine Atkinson Benn oraz Louise Dawson. Dodatkowo Tony Patterson (Regenesis/So Gabriel) odpowiedzialny jest za partie fletów, a okładkę zaprojektował sam Ed Unitsky. A nasi bohaterowie? Ich “działki” to odpowiednio: fortepian i syntezatory (Brendan Eyre) oraz śpiew i gra na gitarze akustycznej (Marc Atkinson).

Trzeba przyznać, że to skład doprawdy imponujący. Na program płyty „Out Of An Ancient World” składa się 12 utworów, z których aż 4 pamiętamy z wydanej trzy lata temu EP-ki. Ale teraz brzmią one, podobnie jak wszystkie inne premierowe kompozycje, znacznie pełniej, bardzie profesjonalnie, doprawdy wręcz znakomicie.

Produkcje grupy Riversea to spokojne, zagrane z prawdziwym dostojeństwem, graniczącym niekiedy z patosem, piosenki. Są one bardzo melodyjne, a co za tym idzie przystępne. W przeważającej większości utrzymane w intymnym, bardzo klimatycznym nastroju. Album imponuje bogactwem dźwięków, od cichych brzmień fortepianu po bogaty symfoniczny rozmach. Stylistycznie jesteśmy gdzieś niedaleko balladowych produkcji spod znaku Raya Wilsona. To taki bezproblemowy odłam prog rocka, do którego nie trzeba się jakoś szczególnie przymierzać, przygotowywać i nastrajać. Można by rzec, że to taki „wieczorowy” album. Przyciemnione światło, przymknięte oczy, marzycielska atmosfera… Takie klimaty. Można by też muzykę Riversea określić mianem „prog rocka dla grzecznych dziewczynek”. To nie ironia. To fakt. Myślę, że o ile rock progresywny to domena męskiej części publiczności (kto nie wierzy, niech zaobserwuje strukturę publiczności na koncertach), to akurat to, co proponuje Riversea może spodobać się przede wszystkim kobietom. Choć mężczyznom też. O czym z prawdziwą radością donoszę wszystkim paniom i panom…

MLWZ album na 15-lecie