Ayreon - Electric Castle Live And Other Tales

Artur Chachlowski, Ayreon - Electric Castle Live And Other Tales

Doskonale pamiętam jak jesienią 1998 roku odwiedził mnie mój amerykański przyjaciel Terry. Przywiózł ze sobą pół walizki płyt, których kompletnie nie znałem (pamiętajmy, że były to jeszcze czasy zdecydowanie przedinternetowe i niełatwo było śledzić na bieżąco nowinki związane z progresywnymi artystami i wydawnictwami). O formacji Ayreon nie wiedziałem wtedy nic. Ale gdy zaczęliśmy razem słuchać przywiezionego przez Terry’ego albumu „Into The Electric Castle” momentalnie stałem się ogromnym fanem tego epickiego wydawnictwa.

Ośmioro doskonale znanych w świecie prog rocka wokalistów (Fish, Damian Wilson, Anneke van Giersbergen, Sharon Den Adel, Edward Reekers, Jan van Feggelen, Edwin Balogh oraz sam pomysłodawcza i lider Ayreonu, Arjen Anthony Lucassen), każdy reprezentujący jednego bohatera tej space opery, kilkunastu instrumentalistów oraz mnóstwo wspaniałej muzyki pomieszczonej na dwóch srebrnych krążkach – to musiało robić ogromne wrażenie. I robiło. Nie tylko na mnie. Gdy zacząłem prezentować kolejne fragmenty tego wydawnictwa w mojej audycji (wtedy jeszcze na antenie krakowskiego Radia Alfa 102,40 FM), moi słuchacze szybko okrzyknęli je prawdziwą sensacją i w dorocznym małoleksykonowym plebiscycie uznali je za Najlepszy Progrockowy Album 1998 roku (szczegółowe wyniki tutaj), pozostawiając w pokonanym boju takie tytuły, jak „The Visitor” Areny, „Radiation” Marillionu, „Tokyo Tapes” Hacketta czy „Centurie” naszego polskiego Abraxasu… Zresztą trudno się dziwić - album „Into The Electric Castle” odniósł potem ogromny sukces i przez wielu uważany jest za najlepsze muzyczne dokonanie A. A. Lucassena, pod czym zresztą także i ja się podpisuję

Późniejsze losy Ayreonu oraz A. A. Lucassena to trochę jak jazda na muzycznym rollercoasterze: raz lepsze, raz słabsze płyty, coraz to nowe projekty muzyczne, album solowy, lecz żaden z nich ani trochę nie zbliżył się do sukcesu, jaki odniósł „Into The Electric Castle”. Nic dziwnego, że autor i pomysłodawca tego projektu po 20 latach postanowił powrócić do swojego dzieła, ale już w scenicznym wydaniu.

W zeszłym roku Ayreon, który w czasach „Into The Electric Castle” był przecież wyłącznie projektem studyjnym, odbył serię precyzyjnie przygotowanych koncertów. Główne występy zaplanowano w dniach 13-15 września ub.r. w holenderskim Tilburgu, gdzie pod szyldem „Universe Ayreon” odbyły się spektakle zatytułowane „Electric Castle Live And Other Tales”. Jak sugeruje tytuł, koncerty zawierały pełny program albumu „Into The Electric Castle” wraz z dołożonymi kilkoma innymi utworami. Wszystkie bilety sprzedały się błyskawicznie, a całe miasto zostało nieformalnie przejęte przez Ayreon. Odbyła się wystawa projektów graficznych i okładek albumów, lokalny browar produkował specjalne piwo o nazwie ‘Ayreon’, bary przygotowały specjalne oferty takie jak ‘Ayreon burger’, plakaty reklamowe wisiały w całym mieście. Każdy hotel był pełen fanów, którzy przybyli z całego świata. Nie bez powodu: A.A. Lucassen zdołał zgromadzić niesamowitą obsadę muzyków i wokalistów – m.in. Fisha, Damiana, Wilsona, Anneke van Giersbergen, praktycznie cały kompletny zestaw wokalistów (jedynie Simone Simons i John Jaycee Cuijpe zastąpili nieobecnych Sharon Den Adel i Jaya Van Feggelena), a także Marcelę Bovio (Stream Of Passion), Thijsa van Leera (Focus), Eda Warby’ego (Kayak) oraz wielu, wielu innych. Do narracji zatrudniono aktora Johna de Lancie. Wydarzenie bez precedensu i praktycznie w ostatnim czasie niemające sobie równych w świecie progresywnego rocka.

Koncerty zostały profesjonalnie sfilmowane i teraz (premiera odbyła się 27 marca br.) ukazują się one w kilku formatach: CD/DVD/Blu-Ray/LP. Wersje z obrazkami zawierają dodatkowo dokument przedstawiający próby przy tworzeniu scenicznych pokazów, a także same spektakle filmowane zza kulis. Już na etapie przedsprzedaży wydawnictwo to pobiło wszelkie rekordy popularności – w dniu uruchomienia subskrypcji sklep internetowy wytwórni od samego rana był przeciążony, a następnie zablokowany przez wiele godzin. Ale ci, którzy mają to szczęście być posiadaczami tego albumu mogą czuć się mega usatysfakcjonowani. Choć pewnie to i tak za mało powiedziane...

Jakość dźwięku jest doskonała, co w dzisiejszych czasach nie jest zaskoczeniem. Miks jest idealny i każdy dźwięk słyszany jest wyraźnie i selektywnie: począwszy od głównych wokali, przez chórki, bas, gitary, skrzypce, flety, po syntezatory, sample i perkusję – wszystko gra tu pięknie i wspaniale. Aranżacje pełne są rozmachu, wykonanie jest perfekcyjne, ścieżki wokalne (a trzeba wiedzieć, że w wielu miejscach partie wokalne wykonywane są w dwu- i wielogłosach) – bez zarzutu, a całość prezentuje się doprawdy wzorowo. Do tego dochodzi jeszcze żywiołowa reakcja publiczności, co niewątpliwie dodaje smaczku temu niezwykłemu, pełnego epickiego rozmachu, scenicznemu przedstawieniu.

Jak łatwo się domyśleć, podstawową część koncertu wypełnił w całości program płyty „Into The Electric Castle” wykonanej na żywo nieomal w skali 1:1 w stosunku do oryginału. Pewną niespodzianką jest fortepianowa „minisymfonia” wykonana przez holenderskiego muzyka Robbiego Valentine’a jako swoiste interludium (na albumie CD została ona umieszczone na początku dysku nr 2). Po zakończeniu zasadniczego koncertu muzycy biorący udział w tym spektaklu – niejako na nieformalny bis - przeszli do trwającej blisko 40 minut sekcji złożonej z „innych opowieści”, która zawiera wiązankę utworów z innych projektów Arjena Lucassena: Ambeon („Ashes”), Stream Of Passion („Out In The Real World”), Guilt Machine („Twisted Coil”), Star One („Songs Of The Ocean”), The Gentle Storm („Shores Of India”) i jego solowej płyty "Lost In The New Real" (utwór „Pink Beatles In A Purple Zeppelin) oraz – jako swoistą wisienkę na torcie – wykorzystano obecność Fisha na scenie, by wspólnie z nim wykonać słynną marillionowską „Kayleigh”…

MLWZ album na 15-lecie