Galahad - Resonance Live In Poland DVD

Artur Chachlowski,

ImageNa ten krążek wszyscy czekali bardzo, bardzo długo. I my - sympatycy tej grupy, jak i sam zespół. Galahad czekał aż ponad 20 lat, bo to przecież pierwszy oficjalny wizyjny zapis koncertu tej grupy. My czekaliśmy lat 13, bowiem wtedy po raz pierwszy zaczęło się mówić o możliwości występów Galahadu w Polsce. Koniec końców płyta jest już na rynku i trzeba przyznać, że pod każdym względem wszyscy mogą być z niej dumni. I zespół, bo w postaci krążka „Resonance – Live In Poland” dorobił się wspaniałego materiału dokumentującego swoją dotychczasową działalność, i my - polska publiczność, bowiem w katowickim Teatrze im. Wyspiańskiego zgotowane zostało zespołowi doprawdy gorące przyjęcie. Kto był na tym koncercie, ten doskonale wie jak wspaniała atmosfera mu towarzyszyła, a tym, których 22 maja tam nie było powiem tylko, że Galahad wykonywał przede wszystkim materiał z planowanej do wydania za kilka tygodni swojej nowej studyjnej płyty pt. „Empires Never Last”. I choć z wypowiedzi lidera zespołu, Stuarta Nicholsona wynika, że będzie to najbardziej rockowy i najcięższy album w dorobku Galahadu, to trzeba przyznać, że nowym kompozycjom zespołu nie brakuje znajomo brzmiącej melodyjności, a znane z poprzednich płyt charakterystyczne galahadowskie elementy są w nich nadal wszechobecne. W porównaniu na przykład z muzyką z dwóch poprzednich płyt zespołu, stylistycznych zmian w nowych utworach jest stosunkowo niewiele. No, może poza tym, że w porównaniu z albumem „Year Zero” każda z nowych kompozycji stanowi odrębną całość. Pozostał jednak ten sam rozmach, podobny styl, świetna gitara Roya Keywortha, charakterystyczne samplingi Deana Bakera, świetna perkusja Roya Keywortha oraz wspaniały głos i sposób muzycznej interpretacji Stuarta Nicholsona. W zespole jest nowy basista: Lee Abraham, który uważnym fanom progresywnego rocka powinien być znany z wydanego w 2004r. swojego solowego albumu pt. „View From The Bridge”.

Jak już wspomniałem program koncertu wydanego na tym krążku zawiera głównie premierowe kompozycje: „Sidewinder”, „Empires Never Last”, „Termination”, „This Life Could Be My Last...” oraz „I Could Be God”. W tym ostatnim z wymienionych, wykonanym zresztą na samym początku koncertu, Stuart popisał się wspaniałą aktorską inscenizacją, która przypomina najlepsze czasy tzw. „teatru rockowego”. Ubrany w ni to płaszcz, ni to fartuch imitujący czarną sutannę z czerwonymi połami przypominającymi stułę, z zafarbowanymi na rudo włosami i wymalowanymi na czarno paznokciami oraz złowieszczo wyśpiewując często pojawiającą się frazę „I could be god”, Stuart prezentuje się w odtwarzanej przez siebie postaci demonicznego kaznodziei imponująco i niezwykle przekonująco. Program koncertu uzupełniony został przez nagrania ze starszych albumów. Zespół wykonał swój sztandarowy hit „Sleepers”, pierwsze 4 części suity „Year Zero” oraz chyba najcieplej przyjęty przez polską publiczność, tętniący życiem i niezwykłymi dźwiękowymi samplami, „Bug Eye”.

Dzięki temu wydawnictwu możemy naocznie przekonać się w jak świetnej formie zespół zawitał do Polski, jak wielki tkwi w nim potencjał oraz jak ciepło został przyjęty przez polską publiczność. Jak na pierwszy występ w naszym kraju to doprawdy rzecz niespotykana.

Płyta DVD oprócz zapisu samego koncertu zawiera bogate i niezwykle interesujące dodatki. Składa się na nie wywiad-rzeka z dwoma członkami zespołu, występującymi w nim od samego początku działalności - Stuartem Nicholsonem i Royem Keyworthem, zmontowana przez tego ostatniego humorystyczna dokumentalna impresja filmowa pt. „Five Go Mad In Poland”, bogata galeria fotografii z całej 20-letniej historii grupy, szczegółowa dyskografia zespołu, wygaszacze ekranu, tapety, wspominkowe plakaty i zdjęcia z pamiętnych koncertów, 7 tracków audio z niepublikowanymi wcześniej nagraniami, a także kilkunastominutowa sekcja zatytułowana „A Fan’s Perspective”, w której to o długich i licznych związkach zespołu z Polską oraz o ogromnym pluszowym słoniu o imieniu Galahad Stuart Nicholson rozmawiał z niżej podpisanym Smile.

                                                                                                                               Artur Chachlowski

MLWZ album na 15-lecie