Alan Parsons Project, The - Tales Of Mystery And Imagination

Paweł Świrek,

ImageW pierwszej połowie lat 90., w dobie piractwa kasetowego, pojechałem ze znajomym do Grelcomu w poszukiwaniu pewnej płyty. Jedynym punktem zaczepienia był fragment tekstu spisany ze słuchu. Tam udało się ustalić, że mamy do czynienia z jedną z płyt zespołu The Alan Parsons Project. Takim sposobem pierwszy raz zetknąłem się z tą nazwą. Jak pokazał czas, tak długo przymierzałem się do bliższego poznania tego zespołu, że dopiero teraz sięgnąłem po jego debiutancki, wydany w 1976 roku, krążek noszący tytuł „Tales Of Mystery And Imagination”.

Powstało na nim prawie 45 minut pięknej i nastrojowej muzyki, napisanej w czasach, gdy na brytyjskim rynku muzycznym rozpętała się rewolucja punkowo-nowofalowa. Debiut takim krążkiem w tamtych czasach z pewnością nie był łatwy. „Tales Of Mystery And Imagination” jest tzw. „albumem tematycznym”, a takowe były niejednokrotnie nagrywane przez wykonawców reprezentujących tzw. rock progresywny. Na płytę tę złożyły się własne adaptacje utworów literackich Edgara Alana Poe. Wstępem do albumu jest krótka recytacja, przechodząca po chwili w magicznie brzmiącą muzykę. Jest to nawiązanie do wiersza Poe - „Sen we śnie”. Można tu się łatwo pomylić, gdyż niemalże identyczne pomysły na rozpoczęcie płyty miał również zespół The Moody Blues. Nawet barwa głosu zapowiadającego bardzo przypomina tę, jaką swego czasu posiadali Graeme Edge i Mike Pinder. Jednakże pomysł na instrumentalną część kompozycji był już zupełnie inny. Na „Tales Of Mystery And Imagination” kompozycje łączą się ze sobą. Wstęp do „The Raven” (to kolejne nawiązanie do wiersza Poe, pod tym samym tytułem) został zagrany z użyciem vocodera, a dalszy ciąg utworu to już pełne szaleństwo: ekspresyjny i powalający wokal, a jako dodatek wspaniałe solówki tworzą jeden z mocniejszych punktów płyty. Równie mocny jest „The Tell-Tale Heart” z ekspresyjnym i ostrym głosem Artura Browna oraz orkiestracjami w spokojniejszych fragmentach utworu. Jest to muzyczna adaptacja noweli Poe pt. „Serce oskarżycielem”. Następna kompozycja jest własną adaptacją „Beczki Amontillado”. W podobnej konwencji utrzymana jest kolejna  interpretacja noweli „System doktora Smoły i profesora Pierza”.

Niegdyś stronę B albumu, a obecnie drugą jego połowę, otwiera instrumentalna suita bazująca na noweli Poe’go „Zagłada domu Usherów”. Podobnie jak w otwierającym płytę „A Dream Within Dream”, mamy tu krótką recytację, a dalej przepiękną orkiestrację. Podnoszące napięcie odgłosy burzy i chorał organowy w „Arrival” stanowią kolejną część tej wielowątkowej kompozycji. Druga część „Arrival” jest już w pełni zespołowa i wręcz… przepiękna. Potem mamy delikatne „Intermezzo”. W „Pavane” z kolei występują przepiękne motywy przypominające brzmienie harfy. To, co dobre, szybko się kończy i wyciszenie tego pięknego motywu, połączone z fatalistycznymi dźwiękami, stanowi zakończenie utworu „Fall”. Te 51 sekund brzmi niczym jakaś katastrofa. Płytę wieńczy jeszcze jedna muzyczna interpretacja wiersza Poe’go pt. „Do jednej w raju” (To One In Paradise).

I tym optymistycznym, prawie pięciominutowym akcentem kończy się płyta. Wokale w wykonaniu Terry’ego Sylvestera i Erica Woolfsona są bardzo radosne, powiedziałbym nawet, że piosenkowe. Nie razi to zbytnio słuchacza, co dowodzi mistrzowskiej aranżacji. Napisanie muzyki nawiązującej do dzieł literackich nie należy do łatwych zadań, a album „Tales Of Mystery And Imagination” z pewnością dowodzi niezwykłego talentu kompozycyjnego Alana Parsonsa. Talentu, który rozwinął się na kolejnych płytach jego zespołu

Nadmienię też, że w 1987 roku płyta doczekała się remixu, a 20 lat później dwupłytowej reedycji zawierającej pierwsze wydanie płyty, remix z 1987 roku, osiem dodatkowych utworów oraz wywiad z Alanem Parsonsem i Erikiem Woolfsonem.
MLWZ album na 15-lecie