IQ - Ever

Przemysław Stochmal,

ImagePoczątek lat 90. był dla zespołu IQ okresem przemian. Po nagraniu dwóch płyt formację opuścił Paul Menel, ustępując miejsca powracającemu Peterowi Nichollsowi, zmiany zachodziły również na stanowisku basisty. Równolegle z perturbacjami personalnymi dokonała się modyfikacja kierunku stylistycznych poszukiwań. Po niekoniecznie udanych próbach opracowania radiowego hitu i kierowaniu profilu w stronę muzyki pop, zespół, jako jeden z czołowych przedstawicieli neo-progrockowego ruchu lat 80., postanowił skupić się na estetyce, w której sprawdzał i zdecydowanie czuł się najlepiej, współdefiniując odrodzeniowy gatunek kilka lat wcześniej.

Materiał, który został opublikowany ostatecznie w 1993 roku pod tytułem „Ever”, potwierdzał trafność obranego kursu. Powstała płyta wyśmienita, wręcz perfekcyjna, jednak w owej perfekcyjności dla recenzenta dość problematyczna. Na drodze do utworzenia wzorcowego albumu progrockowego lat 90., zespół przyjął dla swojej kompozytorskiej wyobraźni rygorystycznie przestrzeganą, specyficzną zasadę decorum, która doprowadziła do stworzenia muzyki, jaką poza wieloma pozytywnymi epitetami można by obdarzyć również i być może niekoniecznie chlubnymi określeniami w stylu „ugrzeczniona” czy "akuratna". Tak kompozycyjne, jak i wykonawcze środki zastosowane tu przez zespół wydają się stronić od wszelkich odchyleń od pewnych norm, od jakiegokolwiek muzycznego szaleństwa.

Za idealnymi konstrukcjami na ogół złożonych utworów próżno szukać konceptualnych niespodzianek, które w jakimś stopniu komplikowałyby pierwotny odbiór, pierwsze próby obcowania z tą muzyką. W ślad za zgrabnymi i perfekcyjnie wpisanymi w strukturę poszczególnych utworów pasażami instrumentalnymi wcale nie idzie pokusa uprawiania wirtuozerstwa. Zachwycająca melodyka stroni od fałszujących ją ornamentów bądź dygresji; tradycyjna, konsekwentna aranżacja jest hermetyczna. Na dodatek, o stricte pop-rockowych próbach, rzecz jasna, nie może być mowy.

Niesprawiedliwa i świętokradcza ocena neo-progrockowego klasyka? Raczej próba szukania powodu, dla którego tak znakomity album rzadko wymieniany jest jednym tchem wraz z przedstawicielami progrockowego kanonu, skupiającego wszystkie pokolenia reprezentantów gatunku. Nawet wykonawcy, których dążenia do „uładzenia” własnej muzyki byli najsilniejsze, nagrywali płyty choćby w niewielkim procencie wymykające się pewnemu mocniej lub lżej wyczuwalnemu rygorowi. Tutaj zaś wszystko jest niemal idealne – paradoksalnie może właśnie dlatego „Ever” nie jest tak głośnym klasykiem gatunku, jakim pewnie powinien być. Choć z drugiej strony dzięki swojej rzeczonej perfekcyjności może stanowić wyjątkowo trafną propozycję dla początkujących odkrywców progresywnego rocka – stając się być może tylko rozgrzewką, ale może i punktem wyjścia do przygody eksploracji gatunku.

Dla IQ album wydawał się być właściwym artystycznym punktem wyjścia. Odniesienia do jego estetyki pojawiają się właściwie na każdym kolejnym albumie grupy, w mniej lub bardziej ewidentny sposób. To na „Ever” dookreślono niemal niezmienny styl IQ, w który zespół wpisuje swoje poczynania po dzień dzisiejszy.

MLWZ album na 15-lecie