Queen - II

Przemysław Stochmal,

ImageWraz z wydanym w 1973 roku debiutanckim albumem zespół Queen pokazał się jako formacja skora do naginania granic muzyki rockowej, choć próby owe brzmiały tam jeszcze dość nieśmiało i naiwnie. Natomiast wraz z pojawieniem się „Dwójki” udowodnił, że dzięki otwartym kompozytorskim umysłom jest w stanie popełnić dzieło ciekawe i pasjonujące od pierwszego do ostatniego dźwięku, zachwycające nie tylko samą w sobie muzyką, ale i pomysłowością w technice jej wykonania i aranżacji.

Na „Queen II” pojawiła się już cała paleta rozwiązań definiujących najgłośniejsze dzieła grupy z lat 70., na debiucie jeszcze nieobecnych choćby z uwagi na ograniczone warunki studyjne. W szczególności uwagę zwracają zabiegi powielania i nakładania ścieżek, co zarówno w przypadku wokalu jak i gitary stało się trademarkiem Queen na długie lata, generując choćby opracowany w ten sposób megahit „Bohemian Rhapsody”. Za bogactwem wykorzystania technologicznych udogodnień idzie zaś mnogość użytych brzmień – zespół zarówno chętnie sięga do nie kojarzonych z rockiem instrumentów (klawesyn, kastaniety), jak i w ostentacyjny wręcz sposób wykorzystuje potencjał połączonych sił trzech wokalistów, sam Freddie Mercury zaś nie szczędzi swoich przebogatych umiejętności w fenomenalnych partiach solowych.

Zarówno wszelkie środki wyrazu, jak i zabiegi czysto kompozycyjne pomyślane zostały tu w taki sposób, aby spleść się w całość w swojej różnorodności rozsądnie wyważoną. Tak zatem łączenie balladowego romantyzmu z rasowym hard-rockiem wypada wyśmienicie („Father To Son”, „White Queen”) a konglomerat stylów i nastrojów podążających śladem bujnej wyobraźni Mercury’ego, podsyconej wpływami średniowiecznej fantastyki, cechujący całą napisaną przez niego drugą stronę płyty (niemal niepodzieloną przerwami), zachwyca dojrzałą,  błyskotliwą epickością opatrzoną fascynującą melodyką.

Tę litanię superlatyw aż chciałoby się podsumować wyświechtanym określeniem „najlepsza płyta zespołu”, jednak każdy, kto choć pobieżnie orientuje się w bogatym dorobku Queen miałby rację twierdząc, że grupa przez lata stworzyła tak dużo znakomitych albumów i przebojów, tak dużo genialnej i zawsze świeżej muzyki, że tego typu wyróżniające stwierdzenia w tym wypadku pozbawione są racji bytu. Wiarygodna cenzurka wystawiona płycie mogłaby jednak brzmieć na przykład tak: „Queen II” to najodpowiedniejsza płyta Królowej dla sympatyków rocka progresywnego. Niewiarygodne?

MLWZ album na 15-lecie